Historie zapisane w chlebie

Zapach pieczonego chleba, smak świeżo upieczonej chrupiącej skórki, kromka chałki z grubą warstwą zimnego masła, maślana bułka maczana w gorącym mleku. Często w chlebie zapisane są historie, te małe - rodzinne, jak i te większe, wpisane w nasze dzieje. W ramach kampanii Chleb Dobry, wyruszamy w poszukiwaniu historii zapisanych w chlebie.

fot. twitter.com/RealBakewellPud

Historia o chlebie równości

Chleb równości to rozporządzenie, dekret obowiązujący podczas jakobińskiej fazy Rewolucji Francuskiej, który narzucał ścisłą recepturę, według której przygotowywano chleb. Składał się on w 3/4 z mąki pszennej i w 1/4 z mąki żytniej z otrębami. W epoce nowożytnej biały chleb, był traktowany jako chleb dla bogatych, a ciemny jako pokarm dla ubogich. Chleb równości miał znaczenie symboliczne, bo od momentu wprowadzenia go nie było już podziału na biednych i bogatych i wszyscy stali się równi. W miastach panowała wówczas rygorystyczna kontrola jakości chleba, codziennie rano przedstawiciele władzy municypalnej sprawdzali jakość chleba i karali tych piekarzy, którzy łamali narzucone zasady.
Po rewolucji w 1793 r. chleb podlegał racjonowaniu we Francji, aby zlikwidować ówczesny problem głodu. Jak wyglądały racje chleba? Początkowo były to 2 funty dziennie, czyli prawie kilogram. Wydawać by się mogło, że racje były dosyć duże, ale pamiętajmy, że wówczas chleb był podstawą wyżywienia. Z czasem racje chleba zaczęły spadać i doszły nawet do 200 g/dziennie.

Chleb na kartki

System reglamentacji towarów funkcjonował również w Polsce. Pierwszy system reglamentacji Polacy odziedziczyli po okresie okupacji niemieckiej. Funkcjonował on obok wolnego rynku w tzw. systemie mieszanym. Kartki podnosiły de facto realne płace i były traktowane jako substytut wynagrodzenia. I tak w czerwcu 1945 r. chleb na kartki kosztował 0,75 do 1,5 zł, a ten z wolnego rynku 45 do 50 zł. Z czasem władze wprowadziły tzw. dodatki dla wybitnych naukowców oraz nauczycieli. Podobne dodatki wprowadzono również dla pracowników niektórych gałęzi przemysłu np. górników, dla których racje chleba zwiększono dwukrotnie.

Oficjalnie system reglamentacji w Polsce przestał obowiązywać od 1 stycznia 1949 r., ale czy rzeczywiście była to likwidacja systemu kartkowego, skoro zastąpiono je bonami żywnościowymi? Do pomysłu reglamentacji żywności wrócono w czerwcu 1976 r., gdzie zamiast kartek i bonów, władze PRL zaproponowały bilety towarowe. Na początku lat 80’ w sklepach brakowało nawet 80 proc. artykułów, ale zdaniem władz nie było mowy o głodzie, bo chleb można było kupić bez żadnych ograniczeń.

Historie rodzinne zapisane w chlebie

Chleb zapisał się nie tylko na kartach historii, ale również w naszych rodzinnych historiach. Przywodzi na myśl mnóstwo pozytywnych wspomnień z dzieciństwa, kojarzy się z ciepłem rodzinnego domu, a także bezpieczeństwem. Każda z historii mówi o innym rodzaju pieczywa, ale przecież chleb nie jedno ma imię.

Miałam kilka lat, trzy, a może cztery, kiedy moja prababka Aleksandra wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do chłodnej spiżarni, w której trzymała ciemny razowy żytni chleb zawinięty w ściereczkę, który upiekła kilka dni wcześniej. Pamiętam ostry chłód spiżarni i wilgotny miąższ chleba pieczonego na liściach kapusty, chrzanu lub tataraku. Chleb był ciemny i kwaśny i wcale mi nie smakował więc Aleksandra posmarowała pajdę grubą warstwą słodkiej śmietany i oprószyła go cukrem. Ten smak zapamiętam na zawsze – pisze Eliza Mórawska w swojej książce O chlebie.

Kajzerka to bułka mojego życia. Najlepiej nie taka krusząca się, jak ze styropianu, tylko puszysta, z chrupiącą skórką. Bułka kojąca – mówi Monika Kucia, dziennikarka i kuratorka kulinarna, promotorka produktu regionalnego i polskiej gastronomii na świecie. – Chleb to dla mnie zapach domu. W dzieciństwie dużo czasu spędzałam u babci w Biczycach pod Nowym Sączem. Pamiętam, jak ciotka nastawiała ciasto w wiadrach, przykrywała ścierką, żeby wyrosło, a potem zanosiliśmy je do piekarni. Cała wieś tak robiła. Prosiłam, żeby piekarze piekli dla mnie też podpłomyki w popiele. Chleby były wielkie jak młyńskie koła, wystarczały na miesiąc – wspomina Monika Kucia.

Chałka to było najulubieńsze śniadanie – pisze Małgorzata Minta na swoim blogu Minta Eats. – Kromki maślanej, oprószonej kruszonką bułki, posmarowane samym masłem. Chałka musiała być świeża, a masło – zimne. To rodziło pewne poważne komplikacje – trzeba było ostrożnie smarować kromki, by nie poszarpać delikatnego, lekko wilgotnego ciasta. Do tego kakao w kubku z królikiem, żadnym innym. Własny kubek i kromka chleba z masłem do dzisiaj są dla mnie synonimem bezpieczeństwa – dodaje Małgorzata Minta.

A jakie są Wasze historie zapisane w chlebie?

Wpis znaleziono dzięki:

- Chleb

- Historie rodzinne

- Pieczywo