Kocha ludzi, ale nie wpuszcza każdego do swojego ogródka – Katarzyna Walter w szczerej rozmowie!

Katarzyna Walter, charyzmatyczna i prostolinijna aktorka. Osobowość, która nie podpierała się znanym nazwiskiem, a potrafiła wywalczyć sobie pozycję na swoich zasadach. Kocha ludzi, ale nie wpuszcza każdego do swojego ogródka.

Katarzyna Walter. GA

O uzależnieniu, przyjaźni i młodości opowiada w rozmowie z Moniką Rebelak, naczelną Obcasy.pl.

„Sławnym jest się wtedy, gdy jest się znanym ludziom, których – dzięki Bogu – nie zna się osobiście”. Co sądzisz o tym stwierdzeniu?

  • To ja tak powiedziałam?

Nie.

  • Boże, jak to dobrze, że nie ja. Trochę tak jest, bo osoba publiczna, jeśli jest popularna, to i rozpoznawalna. Czasem znajduje to oddźwięk w roli, jaką gram. Chociażby w przypadku mojej bohaterki, alkoholiczki, w którą się wcielam w Na Wspólnej, kobiety zamożnej, ustawionej, a jednak w samotności „gulgającej z kieliszka”. Kiedy mijająca mnie pani dziękuje mi za tę rolę, to jest to ta miła popularność. My aktorzy jesteśmy stworzeni dla ludzi. Gdyby ludzie nas nie postrzegali, nie brali od nas tych tematów… Podkur… mnie, gdy gra się „bez tematów”, gdzie jest lansik dupą!

A w latach młodości?

  • W latach 80. byłam uznana za niezłą laskę, mówiono nawet, że jestem jedną z piękniejszych kobiet, i przewrotnie zagrałam sierotę u Kondratiuka, matkę Polkę ubabraną w błocie. Świetne doświadczenie; grać sobą bez ozdobników.

Może dlatego nie przypięto Ci łatki słodkiej idiotki.

  • Może. Później zagrałam u Andrzeja Konica „wsiurę”, która jest córką właścicielki warzywniaka – tę rolę wzięłam z premedytacją, bo w międzyczasie zagrałam jednak w serii filmów na golaska w łóżeczku, śliczna ,zgrabna, wyginająca się i powabna, z lokami na łbie i znowu chciałam przełamać ten wizerunek.

Jesteś związana z filmem od wielu lat. Czy obserwujesz zmianę w reagowaniu fanów na Ciebie?

  • Ludzie się ewidentnie otworzyli. Co więcej: zaczęli rozgraniczać fikcję i rzeczywistość. Jednak zdarzały się przypadki jak ten, kiedy kupowałam wino w sklepie, a jakaś pani zwróciła kierowniczce uwagę, że nie powinno mi się sprzedawać alkoholu!
Katarzyna Walter. GA

W kontekście serialu?

  • No tak. To był ten moment, kiedy grałam ukryty alkoholizm kobiety starzejącej się.

Czy ustanawiasz granicę, przez którą nie można przejść?

  • Tak, to moja prywatność, ale też nie jest tak, że mam zastrzeżony telefon. Nie bratam się ze wszystkimi, których poznaję w danej chwili i nie zapraszam do siebie na kolacyjkę.
    Mój dom to miejsce w którym mogę odpocząć, moje osobiste terytorium. Poza tym często lubię być sama. Mogę porozmawiać z bardzo kulturalnym panem z kiosku, pożartować z jego żoną, ale „chamów” omijam. Przed chwilą byłam w szmatlandzie. Prowadzi go młoda zaprzyjaźniona dziewczyna, którą bardzo polubiłam, no… i lubię grzebać w szmatach. Wpadam do niej, bo jest pozytywna i serdeczna; rozumie i szanuje ludzi.

Czy jesteś otwarta na nowe znajomości?

  • Bardzo, ale nie zaprzyjaźniam się zbyt szybko. I mam też umiejętność szybkiego wyczuwania czy to wesz czy to człowiek.

Czasem pierwsze wrażenie jednak zawodzi, bo pierwszy kontakt jest pełen dystansu, a potem przekonuję się, że jednak warto rozwijać tę znajomość.

  • Czyli masz dużą rezerwę do ludzi. To jest jednak mądrzejsza postawa niż moja. Ja jestem dosyć spontaniczna, choć brzmi to dziwnie, gdy ma się 58 lat. Jestem energiczną osobą, i impulsywną – w dobrym i złym tego słowa znaczeniu.

Jaki typ ludzi przyciągasz?

  • Bardzo różny, jak i odpycham. To wszystko zależy od „flow”, od tego, o czym rozmawiamy i gdzie się spotykamy, ale jeśli zależy mi na kontakcie, to nie mam z tym specjalnego problemu i dążę do niego. Najczęściej zakładam, że człowiek jest dobry. Ale jeżeli mi wejdzie na odcisk, to ostro reaguję.

Pochodzisz z Krakowa. Jak spędziłaś dzieciństwo?

  • Urodziłam się w Krakowie, miałam dwa lata, jak mnie przywieźli do stolicy. Kraków wspominam w obrazach, tyle że nie pamiętam, czy to w moich, czy z opowieści, bo wtedy miałam dwa lata. Cała rodzina przeniosła się do Warszawy. Powodem były sprawy zawodowe. Wujowie i matka byli na stanowiskach kierowniczych, a w Warszawie zawsze działo się więcej. Nasza rodzina była w Warszawie w czasie powstania.

Jakimi profesjami zajmowała się Twoja rodzina?

  • Mój cioteczny dziadek, brat mojej babci Janusz Warnecki – aktor i reżyser, jego żona Nina aktorka, czyli cioteczna siostra mojej mamy, a moja matka chrzestna, też jest aktorką. Natomiast moja babcia miała salon mody we Lwowie, dziadek był sędzią we Lwowie

Osadzeni w środowisku krakowskim czy bardziej warszawskim?

  • Janusz Warnecki był dyrektorem Teatru Słowackiego i tam działał bardzo prężnie, ale potem przenieśli się wszyscy. Jest to ciekawe, bo nigdy się nie zastanawiałam nad tym, dlaczego oni tak gremialnie się przenieśli do Warszawy. Myślę, że to było najbardziej aktywne centrum tej nowej Polski lat 50., 60. Poza nimi w rodzinie byli prawnicy i dyrektorzy; wuj Mariusz Walter – twórca telewizyjny i reżyser, najpierw dokumentu, później studia 2, no a później z Wejchertem samego TVN-u.

Czyli aktorstwo było tradycją w twojej rodzinie, ale coś wspomniałaś o liście bożym…

  • Wyglądało to tak: w pierwszej klasie, wróciłam do domu i powiedziałam: „Mamo, ja będę aktorką, od tego momentu byłam święcie przekonana, że to moja jedyna droga”. Mama odpowiedziała: „Aha” i nie było żadnej dyskusji na ten temat.

A mama czym się zajmowała?

  • Skończyła techniczne studia wodne melioracyjne, była inżynierem melioracji. Chociaż z zamiłowania była humanistką. Ale te studia dawały natychmiast pracę w budującej się Polsce. Ojciec zajmował się tym samym jako wodny meliorant.

Czyli inżynierowie z krwi i kości?

  • Tak, owszem, to dawało pieniądze i możliwości. Jeden z wujów skończył prawo i dodatkowo techniczny kierunek, a został dyrektorem ogromnej odzieżowej firmy w Polsce. Myślę, że działali w bardzo różnych kierunkach w poszukiwaniu odpowiednich zarobków, bo to przecież było istotne w tamtych czasach.

Kiedy zaczęłaś interesować się filmem czy teatrem?

  • Wtedy kiedy na głos powiedziałam, że będę aktorką, zaczęłam kupować gazety typu „Film”, „Teatr” itd. Nawet je czytałam, chociaż wiadomo, że jako nastolatka myślałam o chłopakach, a nie o historii teatru. Natomiast jak byłam w podstawówce, to Janusz Warnecki podczas moich odwiedzin w szpitalu, będąc na łożu śmierci, powiedział: „Ty powinnaś zostać aktorką” – to był przełom, szok! Trzeba dodać, że byłam wtedy gruba, źle ubrana, nic na mnie nie pasowało, bo żarłam jak świnia, no cóż – okres dojrzewania.

Dlaczego?

  • Musiałybyśmy głęboko sięgać, nie będę tego rozwijać. W każdym razie byłam gruba, nie lubiłam się ruszać, byłam leniwa, więc nic nie wskazywało na to, że coś zmienię.

Pamiętam Cię zawsze jako piękną kobietę.

  • Bo się doprowadziłam do ładu. Straszną walkę przeszłam. Bardzo ciężko pracowałam i do tej pory tak jest. Nie chcę toczyć się po ulicy. W podstawówce byłam jedną z najwyższych i największych dziewczyn w klasie, ze sportowym potencjałem, nawet próbowałam ćwiczyć lekkoatletykę, siatkówkę, koszykówkę, ale szybko odpadłam…bo sadło mi przeszkadzało.
Katarzyna Walter. GA

A była w Tobie taka upartość, zacięcie?

  • Tak, ta myśl o aktorstwie już mi towarzyszyła. Bezgraniczne przekonanie, że to jest to było bazą, siłą. Dojrzewająca dziewczyna szarpie się ze swoimi myślami, ciągle ma problemy ze sobą, kompleksy. A ja w ogóle nie wyobrażałam sobie innych studiów. To kapitalne i dlatego wspominam to jako list boży.

Czyli gdybyś miała cofnąć się i ponownie wybrać, mając możliwość wykreowania siebie, to wybrałabyś tę samą drogę?

  • Oczywiście, wybrałabym tę samą drogę, choć na dziesięć lat musiałam odejść z zawodu ze względów prywatnych itd.

Rodzinnych?

  • Tak, musiałam utrzymać dom i dwójkę małych dzieci. Ale z zawodu aktorki, ponieważ nigdzie nie grałam w teatrze, nie gwarantowano mi ZUS-u i stałej pensji. Nie mogłam sobie pozwolić na to, żeby siedzieć z dwoma dzieciakami i się trząść, czy będę miała na rachunki i na mleko. Zrezygnowałam bez żadnych pretensji do świata, do narodu, do Boga. Po prostu zrezygnowałam. Poszłam do międzynarodowej agencji reklamowej na stanowisko szefa produkcji, wcześniej jeszcze pracowałam w biurze, prowadziłam program w telewizyjnej Dwójce. Choć prowadzenie na żywo dla kompletnego laika, który nie umie czytać nawet z promptera, bo oczywiście gubi się w histerii, było bardzo wyczerpujące psychicznie. Trzy razy zmieniłam zawód (dziennikarz, prezenter telewizyjny, reportażysta, producent TV) i  zawsze bardzo dużo kosztowało mnie, to gwałtowne przesadzanie się ze stołka na stołek.

A teatr?

  • Teatr Studio – Szajna Grzegorzewski, Teatr Nowy – Hanuszkiewicz, Teatr Współczesny, Teatr Komedia, Manufaktura w Łodzi – gościnnie i przejechane setki kilometrów po Polsce z farsą. Aktorstwo to jedyny zawód, w którym maksymalnie wykorzystuje się możliwości człowieka: potencjał psychofizyczny. To jest moja prawda, ale uczciwie przyznam, że podobno Mrożek twierdził tak samo.

No tak, wcielałaś się w różne role życiowe.

  • Nie nudziłam się. Byłam producentką, potem pracowałam w dużych firmach, choć to było upiorne, ale żeby utrzymać rodzinę, musiałam to robić. Później dostałam propozycję pracy w największej agencji reklamowej, jako szef produkcji filmowej. Można było umrzeć ze strachu. Któregoś dnia poszłam do szefa i powiedziałam: „Ja już tu nie pracuję, nie chcę z wami już pracować”. Nie miałam żadnej propozycji z filmu czy serialu. Podzwoniłam po moich znajomych, którzy pracowali w telewizji w serialach i powiedziałam: „Szukam pracy, wezmę każdy epizod”. A pamiętaj, że w latach 90. grałam główne role. Przeleciałam się po wszystkich serialach, ale dzięki temu zauważono, że wróciłam do środowiska.

Co było najtrudniejsze w powrocie?

  • Najtrudniejsze? Nic – to był cudny czas. Byłam zachwycona. Po pierwsze – święcie wierzyłam, że mi się uda , a po drugie lubię ryzykować, to mobilizuje. A swoją drogą w ogóle mnie nie bolało to, że jako dość popularna aktorka lat 90., 80., gram np. panią, która sprzedaje bilety w kiosku.

A mógł być z tym problem!

  • Ale Monika, jeżeli masz wytyczony cel, jeżeli wiesz, do czego dążysz, jeżeli wiesz, że miałaś dziesięcioletnią dziurę w zawodowym życiorysie, to nie można zadzierać noska, bo to walka od nowa o pozycję. W takiej sytuacji nie wolno się „puszyć”. Jeśli się z tym nie pogodzisz to może się marnie skończyć.

A co z gwiazdorzeniem i nonszalancją?

  • Ha, nie ma na to miejsca! Czasami jestem dość ostra, szczególnie w sprawach zawodowych. Daję dużo i tyle wymagam. Wtedy wiedziałam, że zaczynam może nie od zera, ale prawie od zera. Ludzie mnie jeszcze pamiętali, bo przecież to nie było 20 lat, a 10. Pamiętali mnie jeszcze jako młodą Walter, ale z filmów wypadłam do tej pory. Starzejąca się aktorka niespecjalnie jest lubiana na ekranach komercyjnych polskich produkcji.

A teraz jak jest?

  • Super. Zapier…am, ale robię to co lubię. Przede wszystkim mówię o produkcji serialu, wokół mnie są fajni ludzie i mądra szefowa. Jest charyzmatyczna, surowa, ale nie raz przytuli, pogada, zrozumie. A to, że ze scenarzystami szukamy różnych rozwiązań, daje mi wielką satysfakcję.

Czyli to nie jest tak, że w scenariuszu wątki są ustawione, tylko po prostu razem pracujecie.

  • Uparłam się na to pijaństwo, na to oszpecenie twarzy po zabiegu. Chciałam poruszyć ważne tematy: konsekwencje zabiegów medycyny estetycznej, alkoholizm wśród samotnych kobiet, czy też oczarowanie młodszym facetem. W naszym społeczeństwie nie jest to tolerowane. Za to łyse, grube „pały” – 60+ mogą przechadzać się z młodymi, ślicznymi dziewczynami! To dlaczego starsza kobieta nie może mieć romansu z młodszym mężczyzną?

Szczególnie że kobiety są bardzo zadbane i eleganckie!

  • No nie każda, ale tak czy siak z tolerancją w Polsce jest problem. I jeszcze jedno – homoseksualizm. Czy zauważyłaś, że mężczyźni mogą się do tego przyznawać, a lesbijki bardziej się kryją. Znam parę kobiet, które kochają kobiety są inteligentne, dowcipne, radosne, otwarte na ludzi i przede wszystkim szczęśliwe. To dlaczego to wykpiwać?

Dlatego, że w naszej mentalności jest przyzwolenie na wchodzenie komuś do łóżka i to jest ciekawsze od tego, co taka osoba wnosi czy ile daje innym.

  • To było sensacją 30 lat temu, a czemu nie jest zjawiskiem, że pan po pięćdziesiątce, łysy i gruby, mający implanty na całej długości szczęki, chodzi z dziewczyną w wieku jego córki? Bo w dalszym ciągu jest ON. Mamy równouprawnienie, ale inne podejście. Nie traktujemy kobiet i mężczyzn podobnie, oceniając doświadczenie, podejście do życia i dobroć wynikającą z głębi człowieka. Dlatego cieszę się, że w Na Wspólnej mam możliwość mówienia o różnych problemach.

Czy jest coś, co Cię ograniczało?

  • Wcześniej tak, gdy wykonywałam różną pracę. Producent, którym byłam, to jest pod pewnym względem przede wszystkim dobry księgowy i logistyk. Duże znaczenie ma umiejętność kontaktowania się z podwładnymi, spinanie całego projektu, kontakt z podwykonawcami – ja musiałam to nadzorować. No, nie ma bardziej nudnego zajęcia, a dodatkowo odpowiedzialność za duże pieniądze, i przymilanie się klientowi, doprowadzało mnie do furii.

Jak oceniasz pracę w takich molochach? Dawne fabryki były przynajmniej bezpieczne pod względem zatrudnienia, a teraz w agencjach jest ciągła rotacja.

  • Między innymi dlatego bo, biorą ludzi niedoświadczonych i za młodych. W Polsce jeszcze się nie postawiło na ludzi w średnim wieku z dużym doświadczeniem. Zabrzmiało to jak apel prospołeczny – dobrze niech tak zabrzmi. W Szwecji, w której pomieszkiwałam w latach 90…

Pomieszkiwałaś, bo…?

  • Mój były mąż jest Polako-Szwedem i mieszkaliśmy przede wszystkim w Polsce, ale wyjeżdżaliśmy do Szwecji. Poznałam tam wielu pracowników w firmie, w której pracował mój były mąż, i jedną z najlepszych pracownic była sekretarka, starsza pani, która była wtedy po siedemdziesiątce. Ogarniała kapitalnie wszystko z taką kulturą i cudowną cierpliwością człowieka doświadczonego! Zresztą większość pracowników w tamtej firmie była starsza.

Tu chodzi o uszanowanie doświadczenia i wiedzy u dojrzałego pracownika.

  • No właśnie! Dlaczego nie wykorzystuje się wiedzy kobiety, która już odchowała dzieci, która ustawiła się rodzinnie tak, że wie, czego chce, jest ambitna i sprawna i co najważniejsze czasowo dostępna?

Przede wszystkim może się poświęcić pracy!

  • Może się zająć karierą zawodową, a nie szukać gwałtownie nowego zajęcia, bo z powodu wieku wypadła z firmy, gdzie przepracowała 30 lat. Mężczyźni również są w podobnej sytuacji.

Mam wrażenie, że w kobietach jest więcej aktywności, więcej potrzeby dalszego rozwoju. A mężczyzna, gdy osiągnie pewien wiek, wycofuje się.

  • Niektórzy walczą, szczególnie, jak mają te drugie, młodsze żony, ale większość po 50-ce gnuśnieje. Wszyscy jesteśmy leniwi, ale trzeba z tym walczyć. M y kobiety mamy narzucony przez Boga OBOWIĄZEK – MACIERZYŃSTWO. Prawdziwa kobieta, matka musi panować nad rodziną, gniazdem, pilnować porządku. A wracając do ogólnokrajowego lenistwa jednak jest z tym lepiej.
    Kiedyś zwyczajowo siedziało się przed telewizorem po pracy, a teraz widzę jeżdżących na rowerach, biegających – tu, na Powiślu, istne sportowe szaleństwo, a nie tylko piwko nad Wisłą

Wracając do nas kobiet, nie masz wrażenia, że nam się dorzuca do tego przysłowiowego tobołka?

  • Tak, ale na to sobie też pozwalamy. To jest społeczny szwindel między kobietą a mężczyzną. Mamy to zakodowane, taki genetyczny warunek funkcjonowania – żeby ogarnąć, wszystko zsynchronizować. Wszystko zaczęło się od Kasi traktorzystki.

Owszem, prowadziła traktor, ale nie zasuwała i nie utrzymywała całego domu.

  • A skąd wiesz, może właśnie tak było. To jest trochę tak, że kobieta wyzwolona pociągnęła traktor, to i pociągnie budowę oraz remont w domu. Zrobi wszystko, bo mimo że nie zawsze chce, to przecież potrafi i coraz częściej musi!

I w tym wszystkim sukces!

  • Mówisz o moim sukcesie? Hmm… to, co miałam zrobić, to zrobiłam, choć oczywiście aktor nigdy nie będzie miał dosyć. Moim marzeniem jest zagranie w filmie kostiumowym, natomiast mam poczucie, że zrobiłam to, co miałam i mogłam zrobić! Przeżyłam dwa ciekawe małżeństwa, mam dwoje wspaniałych dzieci, próbowałam różnych zawodów. Wróciłam do zawodu w wieku czterdziestu paru lat, nie mając wsparcia znikąd.

Jesteś spełniona?

  • Tak, bo nie muszę na nikim się wieszać, nikomu wchodzić w dupę, prosić o pieniądze ani być na zawołanie miła dla mojego męża, żeby dał mi na kosmetyczkę – sama na nią zarobię, co najwyżej nie pójdę!

Czyli sukces to wolność?

  • Samorealizacja, doprowadzenie planów do końca i przede wszystkim niezależność. Nie muszę nikomu kłamać i mówić, że jest świetnie, jak jest marnie….!

Czy jesteś nielubiana za takie podejście, czy cenią Twoją prostolinijność?

  • Hmm, tego do końca nie wiem. Na pewno mam wielu wrogów – nie zazdroszczą mi tego, że kupiłam sobie mieszkanie na Powiślu na kredyt, ale tego, że nie muszę kręcić ogonem, a żyję. Oczywiście mówią, że to dzięki wujowi Walterowi! Oczywiście do tej pory słyszę, że jestem ustawiona do teraz.
    Umowa z moją rodziną była taka, że każdy radzi sobie sam. Do Na Wspólnej dostałam się po castingu, a nie dzięki protekcji, i nie za pierwszym razem. Dopiero po pięciu latach. Nie było przyjaciół, sponsorów i mecenasa – męża…

Długo byłaś w związkach?

  • Z moim pierwszym mężem cztery lata, bo postawił warunek: ja albo kariera! Na czwartym roku urodziłam syna i dostałam propozycję głównej roli u Grześka Warchoła w Lubię nietoperze. I cóż, przywiozłam syna do matki do Warszawy i zajęłam się filmem. Nie stawia się kobietom, w szczególności aktorkom, takich warunków!

Trudno mu może było zrozumieć specyfikę zawodu?

  • No skąd, przecież studiowaliśmy razem, na jednym wydziale, więc doskonale wiedział, z czym to się wiąże.

Co chciałabyś zawodowo wcielić w życie?

  • Pograć w teatrze, ale nie główne role. Już za późno na karierę gwiazdy teatralnej.

A praca ze studentami?

  • O, bardzo ją lubię, uczę na prywatnej uczelni, a charytatywnie wspieram szpital psychiatryczny. Od 10 lat pracuję jako wolontariusz.

Jestem pod wrażeniem. Dlaczego to wybrałaś?

  • Dlatego, że nie można żyć tylko dla pieniędzy!

Czy masz potrzebę dawania?

  • Ogromną! I to jest egoistyczna wymiana. Wierzę, że jeśli dam dobro, to ono do mnie wróci!

Egoista by się z Tobą nie zgodził!

  • Ja jestem egoistką, bo jadę do tych ludzi, i nawet jeśli zajęcia są nieudane, bo się źle czują, są w złej formie, to mnie to wiele daje. Są to duże przeżycia, ludzie są odarci, przez chorobę i leki, a jednak mają do mnie zaufanie i cenią to co robię.

Czy jest to dla Ciebie mocne obciążenie psychiczne?

  • Tak, wracam jak z kamieniołomów!

Ale wracasz?

  • Zmęczona i silna, bo uświadamia mi to, że w świecie schizofrenii, dwubiegunowości, depresji nasze problemy są trywialne!

Z czym się najtrudniej zmierzyć?

  • Z własnymi słabościami, ale próbuję je opanowywać! Nie mam na myśli niejedzenia słodyczy… Mam na myśli te wynikające z naszego myślenia, prosto „ze łba i ciała” związane z przeżyciami.

Trudniej zapomnieć czy zaakceptować?

  • Przyznam się, że są to blizny, które widać całe życie. Teraz pytanie, na ile z nimi potrafisz funkcjonować. Dajmy na to masz amputowaną pierś, głęboką ranę, i jak z tym potrafisz żyć?

Tu ważna jest akceptacja!

  • Tak, ale także umiejętność omijania tematu. Na przykład oglądasz film, gdzie usuwają pierś kobiecie,a ty potrafisz się do tego zdystansować. Nie tylko zagojenie, ale i pozbycie się piętna na całe życie. Nie lubię być słaba, często żyję z bólem fizycznym – wiesz, po operacji kręgosłupa. I to mnie co najwyżej wkurza.

Jesteś silną kobietą!

  • Oczywiście, że nie. Wiele rzeczy jest w stanie mnie poruszyć, ale z wieloma daję sobie radę.

Poruszyć, ale nie położyć!

  • No, jeszcze się nikomu nie udało! Sprawiam wrażenie baby kowboja, pocieszę się każdą duperelą. Ale też nie raz i nie dwa sobie popłakuję. I pytam siebie, dlaczego tak jest. Żyję uczciwie, a i tak się dostaje. Teraz nabrałam nowych sił, bo przeprowadziłam się na ukochane Powiśle.

Gdzie wcześniej mieszkałaś?

  • Na Sadybie w bloku z płyty, na czwartym piętrze.

I czuje się tu magiczny klimat?

  • Tak, czuję bliskość z dzieciństwem. Familiarność tego miejsca jest wyjątkowa. Mam też dużo znajomych w różnym wieku. Razem bawimy się, gadamy i pomagamy sobie. Trzeba tworzyć świat z małymi radościami. Ale bez przesady – do Paryża też chcę jechać.

A przyjaciele?

  • Są bardzo różni. Mam stutrzyletnią przyjaciółkę, do której dzwonię z pytaniem, czy używa tlenu, bo się dusi, a ona mi mówi: NIE, bo nie będę się szprycować. Zawsze w rozmowie jest wesoła i „do przodu” np. pyta co z pracą i czy mam chłopa!

Taka dziarska staruszka ciekawa świata.

  • To jest troska. Daje mi wiele energii,energii, nadziei fantazji. Ona się nie poddaje, jeszcze niedawno sama robiła proszone obiady i pielęgnowała ogród. . Jest niesamowita. Czasem przekornie pyta mnie, po co ona żyje, a ja jej odpowiadam: po to, abyś ze mną rozmawiała! I dodaje: a, to świetnie, bo miałam wątpliwości. Co prawda już źle widzi, nie słyszy, ale nadal się śmieje.

Jakie masz marzenia?

  • Chciałabym na chwilę odpocząć, nie myśleć o pieniądzach i pojeździć po świecie i oczywiście jeszcze się zakochać. Jak mówiłam, lubię harować, ale w tym wieku przydałaby się na przykład niemiecka emeryturka i oczywiście czasem rola w filmie. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie.

Czy to znaczy, że jesteś nieszczęśliwa?

  • Powtarzam – jestem szczęśliwa. Nie robię nic przeciw sobie.

I to jest Twoja złota myśl?

  • Tak. bo czuję się niezależną kobietą.

Co Ci przynosi największą radość?

  • Spanie. (śmiech)

A jak odreagowujesz stres?

  • Ruch! idę na ostry, godzinny marsz, to jest dla mnie najlepszy relaks. Ćwiczę w domu, próbuję troszkę biegać…

Czyli książka Cię nie uspokoi?

  • Książka mnie nie uspokoi. Stres trzeba wyrzucić z siebie. Rozmowa z przyjaciółmi, pomaga, jeżeli jest konkretny problem i wiadomo co zrobić. Ale jeżeli to jest takie ogólne zmęczenie, to tylko ruch może pomóc. Żeby nie było wątpliwości, żaden ze mnie sportowiec, ale aktywność fizyczna pobudza aktywność mentalną drodzy Państwo, może dlatego nie czuję się stara.

Rozmawiała Monika Rebelak

Wpis znaleziono dzięki:

- Katarzyna Walter

- Aktorka z "Na wspólnej"

- Rodzina Walterów