Najgorsze typy mężczyzn spotkanych na portalu randkowym

Straszne randki – zwłaszcza te w ciemno – przytrafiają się przede wszystkim wtedy, gdy nie znamy zbyt dobrze osoby, z którą mamy się spotkać. – A to, w erze wyboru partnera do randkowania na podstawie zdjęcia, dość powszechne zjawisko – uważa Dagmara Kawa z ZaadoptujFaceta, zachęcając do dokładnego opisywania swoich profili w aplikacji randkowej i rozmów z potencjalnymi partnerami jeszcze przed pierwszym spotkaniem. Poznaj prawdziwe randkowe historie Uli, Ani, Magdy i Dagmary.

Foto Fotolia

#Bezwstydny koleś

Niektórzy mężczyźni mają tupet. Pamiętam, że miał na imię Adrian, zaprosił mnie na romantyczną kolację do drogiej restauracji. Póki co, super! Ale kolacja zamieniła się w koszmar – Adrian bez pytania zaczął podjadać z mojego talerza i pić wino. Przy płaceniu rachunku niewinnie uśmiechnął się do mnie i „z wielkim smutkiem” stwierdził, że zapomniał swojego portfela. Po chwili zapytał, czy mogę zapłacić rachunek, a przy następnej randce to on zapłaci. Zapłaciłam dokładnie 383 zł. Drugiej randki nie było, pieniędzy na moim koncie też.

#Łatwowierny

Umówiłam się na randkę w ciemno za pośrednictwem jakiegoś portalu. Przyszłam w ustalone miejsce, chłopaka jeszcze nie było. Napisałam więc do niego esemesa: „Hej jestem na miejscu, mam na sobie czarną sukienkę i czerwoną torebkę, znajdź mnie bo straszny tu tłok, a ja jestem totalnie ślepa”. Po kilku minutach podchodzi do mnie, dziwnie wymachuje ręką przed oczami, lekko podniesionym głosem mówi, że to on i że nie spodziewał się, że jestem niepełnosprawna. Uznał mnie za niewidomą! Sytuacja bardzo mnie rozbawiła, ale nie dałam po sobie poznać i nie wyprowadzałam go z błędu. Partner uprzedzał mnie o każdym czyhającym niebezpieczeństwie (pokroju „podwójny schodek” albo „potłuczone szkło”), a potem za rękę prowadził po mieście i obrazowo opisywał zabytki. Postanowiłam, że dopiero na kolejnej randce przyznam się, że jednak widzę. Niestety kolejnej randki nie było… Najwyraźniej niewidoma dziewczyna przerosła jego możliwości.

#Boli mnie glowa

Godzina 19. Umówiliśmy się przy w przytulnej restauracji. Może i nie był z niego Brad Pitt, ale miał łobuzerski uśmiech, przeszywające spojrzenie i fajny zarost w stylu Jasona Statham’a. Był fotografem i reżyserem. Na początku było całkiem miło. Potem przez 45 minut opowiadał o westernach i filmach z Bruce’em Lee. Nuda! Nuda! Nuda! Help! Po chwili poczułam się jak na przesłuchaniu: gdzie mieszkam? Ile mam pokoi w mieszkaniu?Ile mam metrów kwadratowych? Czy mam ubikację w łazience, czy osobno? Yyy, ale o co chodzi, czy to agent nieruchomości? Z wielkim trudem przetrwałam do końca randki. Zaproponował spacer w parku… Uprzejmie podziękowałam, ponieważ „strasznie boli mnie głowa”. Zapłaciłam za siebie i uciekłam do auta.

#Czyścioch

Na pierwsze spotkanie umówiliśmy się w walentynki. Nikt nie chce być wtedy sam, więc zdarza się, że zbyt pochopnie wybieramy kandydata na randkę. Kiedy przed spotkaniem oświadczył mi, że niestety wszystkie miejsca w jego ulubionych knajpkach są zarezerwowane, lekkomyślnie zaproponowałam: „spotkajmy się u mnie”. Chłopak przyszedł z butelką wina (to się ceni!), usiadł i… siedział. Siedział, siedział i siedział, mimo, że już od jakiegoś czasu dawałam delikatnie znać „kolego, ściemnia się, obgadaliśmy już wszystkie możliwe tematy, łącznie z sytuacją polityczną Korei Północnej. Czas wracać do domu”. Jednak wszystko na nic, siedział dalej. Postanowiłam być bardziej dosadna i  poinformowałam go, że jestem zmęczona i chcę już iść spać. Wtedy zakomunikował, że on też. Wyciągnął z torby szczoteczkę do zębów i chciał pójść do łazienki, by dokonać wieczornej toalety. Nie wytrzymałam i wyprosiłam czyściocha. Nie zobaczyliśmy się więcej, a na randkach z następnymi chłopakami upewniałam się, że nie są przygotowani na natychmiastową przeprowadzkę do mnie.

#Francuski piesek

Znajomi zapoznali mnie z – ich zdaniem – idealnym partnerem dla mnie. Właśnie wrócił z Francji po studiach na wydziale historii sztuki. Umówiliśmy się w miłej kawiarni. Był naprawdę bardzo przystojny i miał mądrą minę, jednak absolutnie nic nie mówił. Milczał jak zaklęty, co oczywiście sprawiało, że czułam się mocno zakłopotana. Chcąc rozruszać atmosferę, zaproponowałam grę w zagadki. Przystał na to i wymienił dzieła jakiegoś artysty, każąc mi zgadnąć ich twórcę. Oczywiście nie miałam pojęcia, o kogo chodzi, ale chłopak nie uwierzył, że można nie znać prac Marc’a Chagalla’a. Uznał, że robię sobie z niego żarty i obraził się na dobre.
PS Już znam Marc’a Chagall’a, ale tego francuskiego pieska nie znam i nie chcę znać!

#Problematyczny

Na miejsce przybyłam pierwsza. Wybrałam najlepszy strój, starannie pomalowałam usta na czerwono – dumnie czekałam na niego. Pierwszy esemes po 5 minutach: „Jestem na miejscu, gdzie jesteś?”. Jego odpowiedź: „Będę za 5 min”. Niestety mój towarzysz się spóźniał, więc zamówiłam kolejnego drinka. Po 30 minutach nadal się nie pojawiał. Wystawił mnie. Na drugi dzień wydzwaniał, przepraszał… Mówił, że mu zależy, że miał jakieś problemy. Teraz miał jeszcze jeden: zablokowałam jego numer.

#Pseudo-młodzieniaszek

Na urodzinach koleżanki z pracy spotkałam fajnego faceta: 28 lat, wykształcony, zabawny i całkiem przystojny. Od razu między nami zaiskrzyło. Znaleźliśmy wspólne tematy, wymieniliśmy się numerami i zaprosił mnie na randkę. Na drugim spotkaniu uznał, że nic z tego nie będzie, ponieważ… jestem dla niego „za stara”. Od tej pory mam kompleks wieku. Dziś jestem 32-latką, a sytuacja miała miejsce półtora roku temu (szybka matematyka dla opornych: dzieliło nas „całe” 2,5 lat).

Wpis znaleziono dzięki:

- Randki z internetu

- Zaadaoptujfaceta

- Najgorsze spotkania