O polskim życiu w amerykańskim świecie opowiedziała Izabela Yamagata – wie, gdzie jest jej miejsce i do czego dąży!

Izabela Yamagata, jedna z Żon Hollywoodu, pogodna, silna i charyzmatyczna. Wie, gdzie jest jej miejsce i do czego dąży! O polskim życiu w amerykańskim świecie opowiedziała naczelnej Obcasy.pl podczas odwiedzin w Polsce.

Izabela Yamagata. Foto prywatne archiwum

Podobno „Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy”. Jak się do tego odniesiesz?

  • Przede wszystkim nie można się załamywać. Trzeba być silnym – ja coś o tym wiem. W pierwszym małżeństwie nie miałam lekko, ale wiem, że nie można się poddawać, po prostu trzeba iść do przodu.

Mówisz nielekko? Czyli były to takie typowe dla związku problemy?

  • To były problemy bardziej kulturowe, ponieważ mój pierwszy mąż był z Afganistanu.

Jak to się stało, że się poznaliście? Wiem, że urodziłaś się w Warszawie, ale żyłaś w Sokołowie Podlaskim. Do którego momentu życia tam mieszkałaś?

  • Miałam 18 lat i wyjechałam, drogi pokierowały mnie do Warszawy.

W jakim celu wyjechałaś?

  • Marzyłam o studiach, ale… poznałam tego Afgańczyka, który pracował w ambasadzie afgańskiej. No i było po studiach.

A potem pojawiła się córka?

  • Tak, Laila. Wiele podróżowaliśmy, dwa lata mieszkaliśmy w Budapeszcie. Kolejne dwa w Hamburgu.

A czy staraliście się o azyl polityczny?

  • Tak, w Austrii, w Wiedniu. Z Polski wyjechaliśmy w stanie wojennym. Dostałam paszport w jedną stronę z pieczątką bez powrotu. Wtedy nikt się nie przemknął, nawet myszka.

Co wtedy czułaś?

  • Smutek, że nie mogę wrócić, że mój kraj mnie nie chce! No i do Austrii wyruszyliśmy pociągiem. Zapytaliśmy pierwszego napotkanego policjanta o azyl polityczny. No i nas zawieźli do Traiskirchen. Był to obóz dla uchodźców. Spędziliśmy tam trzy dni i potem nas przekierowano do Baden. Pięknie tam było. Dwa lata czekaliśmy na pozwolenie na legalny wjazd do Stanów Zjednoczonych.

Ale w jakiej sytuacji się poznaliście? Przecież w tamtych czasach znalezienie Afgańczyka nie było takie proste.

  • W tamtych czasach było ich bardzo dużo. Co drugi w centrum Warszawy to był Afgańczyk. Wynikało to z problemu politycznego. Był to czas, gdy Związek Radziecki napadł na Afganistan i wszyscy młodzi chłopcy przyjeżdżali do Warszawy na wizę turystyczną. Na lotnisku wysiadali z samolotu i mówili: do centrum. I tam się już poznawali. Pamiętam, że wtedy trzeba było zapłacić 10 dolarów dziennie za pobyt w Polsce. A to było bardzo dużo. Dla przykładu moja mama, która skończyła studia, zarabiała 25 dolarów miesięcznie.
Izabela Yamagata. Foto Monika Mikołajko-Podlaska

Jakie studia?

  • Ekonomiczne.

I pracowała tutaj, w Warszawie?

  • Nie, pracowała w Sokołowie Podlaskim.

A ojciec czym się zajmował?

  • A mój tata… Rodzice się rozwiedli i zmarł, jak miał 54 lata. Zmarł na serce, może miał złamane, bo nie tylko mężczyźni łamią serca, kobiety też.

Co Cię urzekło w Twoim pierwszym mężu? Młodą dziewczynę, mającą swoje marzenia…

  • Po pierwsze mówił bardzo dobrze po polsku, a poza tym był taki śliczny, śniady, miał kręcone włosy, no, był inny niż Polacy.

Kolejne związki również tworzyłaś z obcokrajowcami. Drugi partner był Włochem z Sardynii, a ostatni to Japończyk.

  • Może pociąga mnie kuchnia? Uwielbiam gotować. Uwielbiam, to jest moje hobby. Obaj byli wspaniałymi mężczyznami, ale nie mężami.
Izabela Yamagata z mężem. Foto prywatne archiwum

Zafascynowałaś się kuchnią włoską przy okazji drugiego związku czy te smaki były Ci już znane wcześniej?

  • Te smaki były mi obce. Najpierw była afgańska kuchnia, baranina, przyprawy. Po prostu wspaniała.

No, tego smaku nie odnajdziemy w Polsce, bo jednak baranina jest zawsze tak po macoszemu traktowana.

  • W Polsce barany są hodowane na wełnę.

A włoska kuchnia?

  • Włoska kuchnia jest wspaniała. Każdy region ma swoje menu. Prawie co drugi rok jeżdżę do Włoch z moim obecnym mężem, właśnie byliśmy w maju.

Czy są regiony, które Cię najbardziej urzekają we Włoszech?

  • Wenecja! Jestem w niej zakochana.

Mimo zatłoczenia?

  • Tak, nie trzeba być tylko na placu San Marco, można pójść trochę dalej. Polecam Lido Island. Jest przepięknie.

Jakie danie włoskie góruje nad innymi?

  • Oczywiście frutti di mare.

Jedyne i niepowtarzalne i tylko we Włoszech?

  • Spaghetti al nero di seppia, czarny makaron z atramentem z kałamarnicy.

Mmm, uwielbiam, szczególnie pikantne z chilli.

  • Cieszę się, że lubisz inną kuchnię. Mam kilka koleżanek Polek w Stanach, które boją się spróbować, mają te smaki dzieciństwa i tylko kotlety schabowe by jadły.

Lubię różne potrawy mięsne, ale nie wyobrażam sobie dnia bez warzyw. Nawet jeśli smaki są ciekawe, a potrawy przepyszne, to muszą być urozmaicone. Poza tym nie lubię posiłków z poprzedniego dnia.

  • To jesteś moją koleżanką. Czasem wyrzucam to, co zostaje, ale mam sąsiadów, którzy mówią: „nie wyrzucaj, nam przynieś”. Bo Amerykanki nie gotują.

W ogóle?

  • Leniwe są.

Gdybyś miała porównać kobietę polską, ambitną, rozwijającą się na różnych poziomach, i kobietę amerykańską – czy widzisz duże różnice?

  • O, tak, znaczne. Przede wszystkim jest wielka przepaść między Polką a Amerykanką w prowadzeniu dom. Amerykanki nie umieją ani ugotować, ani posprzątać, ale też nie chcą się tego nauczyć. Lubią żyć wygodnie.

To może inwestują w siebie, rozwijają się, może kształcą?

  • To zależy, z jakich rodzin pochodzą. Na przykład moje sąsiadki nie pracują, tylko ich mężowie pracują. One chodzą robić pazury i do gymu, szybko zamawiają sałatę z kurczakiem z restauracji do domu.

    Izabela Yamagata. Foto Monika Mikołajko-Podlaska

Za to mają dużo czasu dla siebie!

  • Ooo, tak!

Jakie jest wsparcie państwa, jeżeli chodzi o w rozwój kobiety? Czy są kursy motywujące, czy jest wsparcie kobiety przedsiębiorczej i jej biznesu?

  • Tak, tak, są różne kursy doszkalające. W swojej szkole wprowadziłam zajęcia dla modelek, takie table manners, bo etykieta była dla mnie bardzo ważna. Wiesz, że Amerykanie nie potrafią posługiwać się nożem i widelcem?

Jednak to prawda?

  • Prawda. Widzisz pięknie ubranego biznesmena, jak męczy mięso na talerzu, bo nie potrafi go pokroić. Co do wsparcia kobiet, ciekawą inicjatywę prowadzi Polka Katarzyna Dorosz. Wspiera Polki, ale również Amerykanki, żeby dostały confidence.

Wsparcie dla kobiet u nas jest minimalne.

  • Wiesz, Moniko, w Stanach Zjednoczonych jest bardzo łatwo stworzyć biznes. Gdybym chciała otworzyć restaurację, to wynajmuję lokal i już otwieram restaurację.

No, tak, ale musisz mieć na to pieniądze.

  • Tutaj musisz mieć kursy, trzeba skończyć szkołę gastronomiczną. A tam nie!

Nie, teraz możesz otworzyć, co chcesz, bylebyś opłacała ZUS i podatki.

  • Ja to się dziwię, ile im pieniędzy zostaje z tego. Na prawo i lewo przedsiębiorcy muszą oddawać. W Ameryce to tylko taxy.

Jesteś osobą charakterną, silną i prostolinijną. Czy wyniosłaś to z domu rodzinnego? Jesteś jedynaczką. Czy rodzice trzymali Cię pod kloszem, czy jednak motywowali do działania?

  • Rodzice wcześnie się rozwiedli, to musiałam silnie stąpać po ziemi. Przede wszystkim wiedziałam, co chcę robić w życiu.
Izabela Yamagata. Foto Beata Jas

Jaki miałaś plan na przyszłość jako mała Izabela?

  • Wylądować w Ameryce!

I już w dzieciństwie miałaś takie marzenia?

  • Tak, oglądałam amerykańskie filmy, szczególnie z Doris Day i Rockiem Hudsonem, i marzyłam, aby mieć taki dom z basenem. Widzisz – marzenia się spełniają.

A sukces? Czym on jest dla Ciebie?

  • Sukces to dla mnie wspaniała i kochająca rodzina. Moja mama, która mimo że ma 81 lat, wciąż jest ze mną, córka Laila, wnuki i kochający mnie mąż. Patrzę na inne kobiety i widzę, że ich sukces to kasa. Dla mnie to zdrowie, rodzina oraz to, że mogę sobie pozwolić na wspaniałe wakacje i wolność.
Izabela Yamagata z wnuczkiem. Foto archiwum prywatne

Czy i na ile wierzysz , że to, co dajemy dobrego, do nas wraca?

  • Na sto procent, Moniko, na sto procent. Zawsze mówię: jak coś komuś zrobię dobrze, to kiedyś to wróci. Mój mąż jest bardziej successful w pracy i to jest prawda.

No tak, on ma firmę księgową, więc słupki muszą się zgadzać. A Laila? Widziałam ogromną więź między Wami.

  • Był okres, że bardzo się kłóciłyśmy, ale kochamy się bardzo. Laila jakieś osiem miesięcy temu poznała bardzo fajnego faceta. Też jest rozwodnikiem. Ma dwoje dzieci, córka ma jedno. Myślę, że to będzie wspaniała rodzina. On jest naprawdę dobry. Szukała takiego męża jak mój, to było trochę jej marzenie. Mój mąż jest spokojny, jak coś powie, to to zrobi, nie ma „obiecanki cacanki, a głupiemu radość”, jak to się mówi w Polsce. Jest słowny. Nie mówi „kocham, kocham”, podczas gdy co innego robi.
Izabela Yamagata z córką Lailą. Foto prywatne archiwum

W Polsce można zaobserwować taką tendencję u mężczyzn, że rolę głowy rodziny przerzucają na kobiety!

  • Stają się tacy słabi?

Tak, niejednokrotnie widzę po związkach, że faceci, mówiąc kolokwialnie, nie mają jaj. Popadają w depresję, oczekując od partnerki opieki, miłości i wyrozumiałości.

  • A ja słyszałam, że dużo mężczyzn zostawia kobiety, kiedy te mają raka, bo mówią, że nie mogą wytrzymać psychicznie.

To jest bardzo wygodne wytłumaczenie.

  • To jest okropne. W Polsce jest duży problem, gdy w rodzinie rodzi się dziecko niepełnosprawne, ojcowie zostawiają matkę i dziecko. To nieprzyzwoite!

A co jest najważniejsze w małżeństwie?

  • Uważam, że największy sukces małżeństwa jest wtedy, kiedy się zaczyna od przyjaźni. Od koleżeństwa. A takie małżeństwo, kiedy się zaczyna od motyli w brzuchu… Motyle wcześniej czy później umierają.

Motyle mają krótki żywot.

  • I o to chodzi. Jeżeli kobieta z mężczyzną są friends, przyjaciółmi, to to się przerodzi w piękną długą miłość. Jestem z moim mężem 24 lata, on mi wierzy, ja mu wierzę, bo bez wiary, bez zaufania nie ma małżeństwa, nie ma sensu się żenić.

W partnerstwie trzeba się lubić.

  • Trzeba rozmawiać, zwierzać się sobie i się szanować.
Izabela Yamagata. Foto prywatne archiwum

A żeby odnieść sukces? Na co trzeba postawić? Jakie cechy powinna mieć kobieta sukcesu?

  • Musi być silna, mieć oczy dookoła głowy, bo jest bardzo dużo ludzi wokół, którzy podstawią nogę; i to przeważnie kobieta kobiecie. Moja mama zawsze powtarzała, że lepiej z facetem zgubić niż z kobietą znaleźć. Jest bardzo dużo kobiet, które są zazdrosne – czy o sukces, czy o urodę, o męża czy o dobre dzieci. Mam taką naturę, że się cieszę, jak komuś jest lepiej. Gdy kobieta jest ładniejsza ode mnie, bo lubię piękne kobiety. Ile razy idę ulicą i oglądam się za piękną kobietą!

Oczywiście, piękno to kwestia indywidualna, ale moim zdaniem pogoda ducha i radość są bardzo ważne w odbiorze.

  • Ile razy widzisz przystojnego faceta, a przy nim taką mizerniutką kobietkę? Ale ona jest piękna, bo ma wspaniały charakter, jest towarzyska i wie, jak być z mężczyzną. Piękna, wyniosła egoistka nie będzie miała takiej prawdziwej miłości.

Wspomniałyśmy wcześniej o przyjaźni. Czy sława często odpycha przyjaciół, a jak magnes przyciąga wrogów?

  • Mam jedną koleżankę Polkę. Bardzo długo ją znam. Kiedyś utrzymywałam znajomości z wieloma Polkami. Ale jak kupiłam pierwszy duży dom z basenem, to się ode mnie odsunęły.

Dlaczego?

  • Niby nie miały czasu. Myślę, że głównym powodem była zazdrość. To jest duży problem. Ja bym się cieszyła, że mojej koleżance powodzi się lepiej.

Albo że jej się udaje.

  • Ale to bardzo często się słyszy i czyta, że Polak Polakowi jest wilkiem za granicą. Na pewno o tym słyszałaś. Dlaczego im się powiodło, a mnie nie.

Czyli o ból głowy przyprawia ten przysłowiowy sukces. Często deprecjonujemy to słowo, a przecież za tym idzie ciężka praca.

  • Mój mąż jest successful. Wstaje o 5:30, a wraca do domu o 7 wieczorem. Nikt nam nie dał. Mój mąż bardzo ciężko pracuje.

Tobie też nikt nie dał. Jak byłaś w Stanach to zaczynałaś od zera. Jaka była Twoja pierwsza praca?

  • Za 10 tysięcy dolarów otworzyłam butik, Izabela is Fashion, zresztą te pieniądze dał mi były mąż. To był największy błąd w moim życiu. Kobiety przychodziły, przymierzały, pomazały szminką, nie kupiły albo kupiły i za tydzień przyszły i chciały, żebym pieniądze oddała, bo już koleżanka ma podobne. Moją pasją jest gotowanie, więc pomyślałam, że otworzę restaurację. Poszłam na kurs barmański w restauracjach na sześć miesięcy. Po tym kursie niczego nie otworzyłam, bo się rozwiedliśmy.

Wspomniałaś, że to był trudny związek?

  • Tak. Fajny był w Polsce i w Europie, ale w USA już było inaczej. Była tam jego rodzina i ciągle go buntowała. Zarzucano mi, że w domu wisi krzyż, pytano, po co choinka! Po kryjomu ochrzciłam swoją córkę. Wtedy wszystko się skończyło, w jeden dzień się spakowałam. Zabrałam pianino i córkę i się wyprowadziłam.

Dokąd się wyprowadziłaś i co zrobiłaś?

  • No, że miałam ten kurs, to poszłam do hotelu Sheraton i przyjęli mnie na barmankę. I poznałam mojego męża.

Tak naprawdę tutaj zaczyna się bajkowa historia…

  • Ale z moim mężem przez dwa lata byliśmy customer i bantender. Tylko że to ja mu opowiadałam o swoich problemach, a on słuchał.
    Dał mi pieniądze i razem otworzyliśmy szkołę dla modelek, prowadziłam ją przez 11 lat.

A właśnie: skąd to się wzięło, ten modeling?

  • Gdy przyjechałam z Austrii do Kalifornii, to trochę zajmowałam się modelingiem. W1975 roku (teraz każdy będzie wiedział, jaka stara jestem – śmiech) Janusz Sobolewski, znakomity fotograf, fashion photographer w Warszawie, wyłapał mnie na ulicy. Zrobił mi zdjęcia próbne. Już wtedy, w latach 70., chciał mnie wysłać do Paryża. Kilka dziewczyn już wtedy pracowało dla domu mody.
    A ja akurat wtedy Afgańczyka poznałam. Afgańczyk: no gdzie, no modelka, w ich oczach modelka to się musi rozbierać. A ja po prostu byłam zakochana i go posłuchałam. Ale jak przyjechałam do Stanów, to znów chciałam spróbować swoich sił. Pracowałam wtedy dla takiego dużego sklepu Hinshaws. Zarabiałam dobre pieniądze. Kilka razy byłam na wybiegu. Miałam już 27 lat i byłam za stara na pracę modelki. I pojawiła się myśl: dlaczego nie otworzyć szkoły dla modelek i aktorów? No i otworzyłam sama Izel Modeling and Actring Studio. Zatrudniłam aktora, który prowadził klasę, na acting zatrudniłam make-up artist, stylist i jedną dziewczynę, która mi pomagała. Bo potrzeba było in roll robić. Chodziłam na taki career days, nie wiem, czy w Polsce jest coś takiego. Że się po szkołach chodzi i mówi o modeling, acting, confidence, i w ten sposób dziewczyny przychodziły do mnie z rodzicami i podpisywały umowę na sześć miesięcy. Uczyły się, jak się malować, jak chodzić, jak zachowywać się przed obiektywem i ja jeszcze dodałam tę etykietę – szłyśmy do restauracji i wynajmowałyśmy całą salę, i uczyłam je nożem i widelcem jeść, kulturalnie.

Społeczeństwo wychowane na KFC i McDonaldzie nie potrzebuje sztućców.

  • O tak, masz rację.

Ale zamknęłaś, dlaczego?

  • Mój syn Giorgio miał 12–13 lat, moja teściowa powiedziała, że tutaj w Stanach jest tak, że trzeba pilnować swoich dzieci, z kim się zadają, z kim przestają. I udało się, mój syn jest bardzo successfull, ma swój biznes. W tej chwili jest w Afryce.
Syn Giorgio. Foto prywatne archiwum

A co tam robi?

  • Dostał zaproszenie od swojego klienta, jest na safari chyba cztery dni. Później będzie uczestniczył w zjeździe biznesmenów, co produkują e-cigarettes, te elektryczne papierosy. Mój syn produkuje te juice. Ma biznes Juice Man USA. I co trzy miesiące wprowadza na rynek nowe juice, sprzedaje na wielką skalę. Największymi odbiorcami są: Moskwa, Filipiny, Francja, RPA. Oni strasznie to lubią.

To ma głowę do interesów.

  • Ma 24 lata, a zaczął, jak miał 19 lat. Byłam bardzo niezadowolona, że przerwał studia.

A co studiował?

  • Biznes. Mój mąż powiedział: „Najwięksi milionerzy nie mają w ogóle studiów skończonych”.

Jeżeli zaczyna się biznes w młodym wieku, to tak naprawdę nie ma czasu na studia.

  • Tak więc półtora roku chodził i przerwał. Nie wierzyłam w to, że mu się uda. Najpierw zaczął w kuchni gotować te juice.

A skąd mu to przyszło do głowy? W ogóle wtedy palił?

  • Popalał właśnie e-cigarettes i juice i tam, gdzie kupował, to zakolegował się z tym chłopakiem, który sprzedawał. I za każdym razem, jak ktoś kupował te juice, to mój syn Georgio sobie nabijał na telefonie, ile sprzedane. Pod koniec dnia patrzył i mówił: mamo, to jest dobry biznes. Ja w ten biznes wchodzę.

Czyli zrobił taki research najpierw, w ciemno nie wszedł.

  • Mnie by to nigdy do głowy nie przyszło, żeby siedzieć na kanapie w sklepie i podsłuchiwać, ile ludzie sprzedają i jakie juice kupują najczęściej.

Faktycznie było to cwane.

  • I żadnej szkoły chemicznej przecież nie ma. Wynajmuje wielkie laboratorium. Ma czterech pracowników. A on tylko ciągle na telefonie. Od rana do nocy. Właściwie od nocy do rana. Dlatego że przeważnie z Europą pracuje, to tak śpi do dwunastej, do pierwszej, i potem znów pracuje cały czas. Kiedyś był dobrze zbudowany, opalony, bo mieszka rzut kamieniem od oceanu, a teraz to taki biurowy szczurek. Biały, chudy, tylko na tym telefonie cały czas wisi.

Prawie jak korporacyjna mrówka!

  • Mówię: dzieciaku, idź na studia, weź ze dwie klasy, przecież my płacimy za wszystko. „Mamo, ja nie chcę. Ja chcę się sam dorobić”.

Jest to niezwykle wartościowa postawa.

  • Dziewczyny nie ma. Ma tylko przechodnie, bo mówi, że dziewczyna to jest jak żona, ciągle kontroluje i dopytuje: a z kim byłeś, a co robiłeś. Mówi: I’m too busy, I make money.

Czy jesteś matką tolerancyjną czy bardziej zaborczą?

  • Jestem bardzo otwarta na rozmowę z moimi dziećmi. Nawet seks to nie jest tabu dla nas. Nigdy nie był. Moja mama Teresa ma 81 lat i my o seksie możemy rozmawiać.
Izabela Yamagata z mamą Teresą. Foto prywatne archiwum

A w czasach, kiedy ty byłaś nastolatką, też była taka otwarta?

  • Nie, zmieniła się.

Może dlatego, że od dwudziestu paru lat mieszka w Stanach Zjednoczonych?

  • Tak, inne otoczenie, ludzie inaczej myślą. Gdy mój syn miał 13 lat, to mu powiedziałam, jak się zabezpieczać nie przed ciążą i przed chorobami. I on się tak boi i pamięta. I mówi: „Mamo, najlepsze, co dla mnie zrobiłaś, to to, że mnie uświadomiłaś. Każda kobieta, z którą idę, to mówi, a po co się zabezpieczać, jestem na tabletkach”. A on mówi nie. Dba o swój interes.

Jaka jest w Stanach dostępność edukacji seksualnej?

  • Tak, jest w high school, to tak jak liceum. Dziewczyna może iść do doktora, do pielęgniarki i dostanie tabletki. Bez zgody i wiedzy rodziców.

A świadomość wśród nastolatków?

  • Zdają sobie sprawę, nie chcą mieć „bachorów”, w Ameryce przeważa tendencja, że dziewczyna wychodzi za mąż grubo po trzydziestce.

W Polsce jest podobnie.

  • Kiedyś 25 lat to już stara panna była. A teraz dziecko w wieku 34–38 lat, inne czasy. Myślę, że w mojej generacji kobiety były bardziej dojrzałe, teraz 30 lat to takie jeszcze… Pstro mają w głowie.

Jak myślisz, z czego to wynika?

  • Ludziom teraz żyje się lepiej. Przedtem trzeba było zapracować na wszystko i jeszcze nie było niczego. Pamiętam czasy, że kartki był nawet na buty. Pamiętam, rzucili arbuzy, ojciec Laili stał dwie godziny w kolejce za arbuzem i dali mu jeden plaster. I on mówi: „Iza, wyjeżdżamy z tego kraju”.

No, ale w Afganistanie przecież też było wtedy biednie.

  • Tak, ale jego rodzina miała fabrykę kożuchów i mieli sklepy, więc im się dobrze powodziło. Gdy trafili do Niemiec, to ich haftowane afgańskie kożuchy sprzedawały się bardzo dobrze. Oni wtedy majątek w Niemczech zrobili dzięki tym kożuchom.

Czyli oni, gdy dostali się do Europy, osiedlili się w Niemczech, ale mąż nie podtrzymał tradycji?

  • Nie, pierwszy mąż chciał być w ogóle pilotem, ale się okazało, że ma wadę wzroku. Wtedy wybrał studia polityczne. Tak się zaczęła jego kariera dyplomatyczna. Tę wadę wzroku odziedziczył po nim wnuczek. Jest color blind [daltonistą].

Często przypadłości dziedziczymy nie bezpośrednio po rodzicach, tylko po dziadkach. À propos kolorów, jakie lubisz najbardziej?

  • Uwielbiam biały, turkusowy i czerwień, ale musi być taka inna czerwień, bardziej zmieszana z pomarańczą. Blondynkom dobrze w takiej. A w takiej krwistej – brunetkom.

Co czytasz?

Uwielbiam romanse, a w telewizji mam wszystkie polskie programy. Mam obsesję.

Jesteś patriotką?

  • Laila zawsze mówi: „Mamo, ty to takie depresyjne filmy oglądasz”. Na przykład Wołyń. Straszne, co?

Jakich cech charakteru nie znosisz?

  • Kłamstwa, zdrady, fałszywości. Nawet koleżanka może cię zdradzić, udaje przyjaciółkę, a tylko wyjdziesz z pokoju i będzie na ciebie plotkować. Nie lubię też, gdy ludzie narzekają, a nic nie robią.

W Stanach, jest tak, że na pytanie „Co u ciebie słychać” zawsze usłyszy się: „Wszystko dobrze”?

  • Tak, a za pięć minut: „Ooo, moja matka umarła”…

Ale nie ma takiej wylewności, bo jest to źle widziane, czy ludzie po prostu są tak ukształtowani?

  • Tak ukształtowani są, że everything is okey, perfect. Ciągle są zadowoleni, szczęśliwi.

To chyba też nie do końca dobrze, bo zakładają różne maski.

  • Tak, a w Polsce jak z kimś rozmawiam, to już mówi, że ma długi, że jest chory. W Ameryce nie rozmawia się w ogóle o pieniądzach. To jest tabu. Ile kto zarabia…

A tutaj temat zdrowia i pieniędzy na porządku dziennym.

  • Oni żyją dniem dzisiejszym, ale są pracowici.

Czujesz się w jakiejś części Amerykanką?

  • W niewielkiej, bo cały czas myślę po polsku. Zawsze mówię, że jestem Polką i jestem z tego dumna.

A czy była sytuacja, kiedy przyznanie się, że jesteś Polką, było niewygodne?

  • Nie, nawet gdy pracowałam w Sheratonie i taki mężczyzna pytał mnie: „O, z jakiego kraju pochodzisz?” i odpowiedziała, że z Polski, a on na to: „Znasz żarty o Polakach? Że trzech Polaków trzeba do wkręcenia żarówki”. Ja powiedziałam, że nie, nie znam. „Jestem Polką, pracuję tutaj, mam dom z basenem, z jacuzzi. A ty co masz?” Zamknął się od razu. Dla mnie jest bardzo ważne, by mieć spłacony dom, bo nigdy nie wiadomo, co się może stać. A dużo Amerykanów żyje na kredyt przez 30 lat, a potem odbierają im dom, bo jest zadłużony. Wolałabym skromniej żyć, ale żeby ten dom spłacić za pięć lat. Po co ten bank bogacić?

    Izabela Yamagata. Foto Paweł Chojna

Jakiej muzyki słuchasz?

  • Uwielbiam włoską muzykę i Gipsy Kings. Byłam dwa razy na ich koncercie. Mój mąż bardzo ładnie śpiewa Eagles. Kiedyś na karaoke chodziliśmy…

Jak wygląda Twój zwyczajny dzień?

  • Wstaję rano o 7, piję wodę z cytryną i miętą i zjeżdżam w dół do oceanu. Mieszkamy trzy tysiące metrów nad poziomem morza, więc ocean mamy w dole. Uwielbiam szybki marsz po plaży. Czasami mam szczęście i widzę, jak delfiny skaczą. Po godzinie wracam do domu. Robię śniadanie, a potem oglądam polską telewizję. Czasem popracuję w ogrodzie lub spotkam się na lunch z sąsiadkami, bo mam fajnych sąsiadów.

Relacje z sąsiadami są przyzwoite?

  • Mieszkamy za zamkniętą bramą, tylko 33 domy. Są to bardzo zamożni ludzie. Kobiety nie pracują, połowa z nich ma apartamenty w Paryżu i tam jeżdżą na wakacje. Bliska znajoma jest wdową, bardzo miła kobieta, chodzimy z nią na lunche, wieczorami się spotykamy w restauracji, chodzimy wszyscy słuchać jazzu, na prosecco.

Czy to jest Twój ulubiony napój? A klasyczne wino?

  • Tak, choć wino również uwielbiam. Czerwone, białe, zależy od temperatury, bo jeśli jest gorąco to białe, czerwone uwielbiam Malbec z Argentyny, albo Mendoza z Australii, wyczuwa się taki cynamon i wiśnie. Jestem smakoszką.

Uwielbiasz gotować!

  • Owszem, i to robię na co dzień, oprócz piątku, soboty i niedzieli, bo wtedy jadamy w restauracji. I tam właśnie zamawiam to, czego nie gotuję w domu. Na przykład sea foodie, nogi kraba, są takie wielkie, a ty wyjmujesz widelcem to pyszne mięso i maczasz w sosie z masłem czosnkowym i do tego prosecco. Life is good!
Izabela Yamagata z mężem w restauracji. Foto archiwum prywatne

Jak o siebie dbasz?

  • Hmmm, powinnam dbać o siebie bardziej, ale nie wychodzi. Nie lubię ćwiczyć, tylko chodzić. Nie stosuję żadnych botoksów, żadnych upiększeń nie robię, dlatego że jak zaczniesz, to już musisz robić to ciągle.

Ale dbasz o cerę? Są różne zabiegi.

  • Nie, byłam dwa razy w życiu u kosmetyczki, potem musiałam stosować sterydy i różne maści. Mam bardzo delikatną i wrażliwą skórę. Kiedyś sąsiadka mnie namówiła, bo ciągle chodzi na takie wizyty. Niby tylko na facial. Nie mogłam oczu otworzyć następnego dnia. No i do doktora, że jestem uczulona na coś, prawdopodobnie na witaminę C, bo oni wkładają bardzo dużo witaminy C. Będę się starzeć z godnością!

Jeszcze nie musisz o tym myśleć.

  • Słuchaj, mam 60 lat, przecież moja córka ma już 40. Kremu używam tylko z witaminą E, kiedyś Laila mi kupiła tusz do rzęs Chanel, to musiałam szybko do okulisty jechać, bo oczy zapuchnięte. Więc używam tylko CoverGirl.

To musisz hipoalergiczne?

Nie, używam covergirl od 30 lat.

Przywiązujesz wagę do marek?

  • Nie, kupuję to, co uważam, że będzie do mnie pasowało. Moim zdaniem kobiety nie powinny iść za modą, bo jeżeli jest mini modne, i „mini, mini, a nogi jak u świni”, to jak się wygląda?
    Nie to, że muszę mieć jakiś tam markowe ubrania. I tak obcinam metki, bo drażnią. Dużo szyję u krawcowej w Warszawie, teraz zostałam ambasadorką, Lattore u Renaty Gajowy. Poznałam ją przez Facebooka w zeszłym roku.
Izabela Yamagata. Foto archiwum prywatne

Jesteś ambasadorką i jaka Twoja rola?

  • Renatka mnie poprosiła, bo uważa, że jestem ideałem dojrzałej kobiety, dla której marka jest stworzona.

I jak się czujesz w tych kreacjach?

  • Dobrze.

A kreacja, którą masz na sobie?

  • Właśnie ta to jest mój projekt, kupiłam materiał, a dziewczyna w Warszawie, doskonała krawcowa, mi uszyła. Teraz szyje mi jeszcze dwie sukienki.

Czyli jak przyjeżdżasz do Polski, to bardzo intensywnie spędzasz czas.

  • Cały czas, jestem taka zajęta!

No, a chwila na odpoczynek?

  • Byłam na wsi u przyjaciół na tydzień. Rano w koszuli nocnej spacerowałam, marcheweczki i rzodkiewki się brało prosto z grządki, jajka, co naturalnie pomarańczowe żółtka mają. Oni tylko czekają na mnie, aż przyjadę, bo wtedy rządzę w kuchni, gotuję im.

Zamiast zerwać się z kuchni, to Ty jedziesz i gotujesz?

  • No, uwielbiam to, ostatnio zrobiłam carpaccio z buraka. W życiu by nie pomyśleli, że to można zrobić.
Izabela Yamagata. Foto archiwum prywatne

Co byś powiedziała kobiecie, która chciałaby coś zmienić w życiu zawodowym, która toczy wewnętrzną walkę i nie wie, co zrobić?

  • Iść do przodu, spełniać swoje marzenia, bo życie jest krótkie, nigdy nie wiadomo, kiedy jest nasz ostatni dzień. Nie można się bać, nie można gdybać, nie można patrzeć do tyłu i narzekać.

A czy właśnie najtrudniej nie jest ze zrobieniem pierwszego kroku?

  • Trzeba przezwyciężyć wszystko. I nie słuchać nikogo, bo przyjaciółki szczerze nigdy nie doradzą, powiedzą to, co ty chcesz usłyszeć.

Rozmawiała Monika Rebelak

Izabela Yamagata z Moniką Rebelak. Foto Monika Mikołajko-Podlaska

Wpis znaleziono dzięki:

- Izabela Yamagata

- Żona Hollywoodu

- Kobieta Sukcesu