„Poszłam za głosem serca” – Anna Dereszowska apeluje do rodziców!

Anna Dereszowska kojarzona jest głównie z aktorstwem. Mało kto pomyślałby, że była uzdolnioną pod wieloma względami dziewczynką, która przypadkowo odkryła pasję.

Foto. instagram.com/dereszowska

Dziś gwiazda mówi o odnajdywaniu swojego hobby przez dzieci i roli rodziców w tej kwestii. Zdradza także kilka wątków z życia rodzinnego.

Czym interesowałaś się w dzieciństwie?

Lubiłam matematykę, historię, przyrodę, wówczas nazywała się to biologia, a teraz przyroda. Lubiłam grać na fortepianie, lubiłam śpiewać, lubiłam występować, lubiłam sport – grę w tenisa… Tak naprawdę trudno było powiedzieć, co ja będę robiła w życiu. Wszystko dzięki mądrości moich rodziców, którzy dali mi spróbować wielu rzeczy… Tata woził mnie na tenisa, jazdę konną, jeździliśmy na nartach, chodziłam na fortepian. Potem spróbowałam przez chwilę śpiewu klasycznego – mój brat tego nie udźwignął, więc też szybko się to skończyło, trwało dwa miesiące. Potem kółko teatralne, na które jeździłam. Robiłam wiele rzeczy, jeździłam na zajęcia rysunku przez 2 lata, bo przygotowywałam się na architekturę. Od sasa do lasa – rodzice pozwalali mi szukać. Nie było tak, że „postanowiliśmy, wydaliśmy kasę na to, że chodzisz na rysunek, to jest koniec, tak już będzie”. Pozwalali mi rozwijać się w różnych kierunkach i smakować różnych rzeczy. Aktorstwo tak naprawdę przyszło na samym końcu, było pomysłem. To miała być zabawa.

Zostałaś aktorką z przypadku?

-To był naprawdę przypadek. Poszłam na egzaminy do szkoły teatralnej, nawet nie myśląc szczególnie, że będę tam studiować. Nic kompletnie nie wiedziałam o tej uczelni. Nie wiedziałam, że studia trwają 4 lata. A piąty rok? Przecież wszystkie studia mają 5 lat, medycyna ma 6.. Jak to 4? A na czwartym roku już nie ma zajęć, a zajęcia są w weekendy. To wszystko było dla mnie dziwne, nic nie wiedziałam o tej szkole. Nie miałam wielkiego ciśnienia. Powiedziałam, że będę zdawała na architekturę. Wydaje mi się, że miałam całkiem spore szanse, żeby się dostać. Kiedy dostałam się do ostatniego etapu selekcji w szkole teatralnej, zostało nas z 80, a miejsc było 20, 24. Równolegle były egzaminy na architekturę. Moja macocha powiedziała mi… To brzmi strasznie banalnie, ale  powiedziała: Idź za głosem serca. I poszłam za głosem serca.

Co na to rodzice? Architektura lub aktorstwo – to wszystko jedno?

– Tata jest lekarzem, a mama zmarła wcześnie, także była lekarzem. Tata przez chwilę może miał ambicje na to, żebym została lekarzem, ale to była chwilka. Mam bardzo wspierającego tatę. To jest taki tata bardzo ciepły, przytulający, kochający… Naprawdę. Powiedział mi, że on by chciał, żebym była szczęśliwa i chciałby, żebym miała fajną rodzinę, a to jest tak trudny zawód – lekarz, lekarka. Zresztą wiem, bo byłam dzieckiem z kluczem na szyi.. Szczęśliwym dzieckiem, ale jednak moich rodziców nie było. To były też inne czasy, wiadomo, ale oboje dyżurowali, wówczas dyżury… Teraz już nie ma takich dyżurów, że każdy wychodzi w piątek rano do pracy i wraca w poniedziałek – bo tak było. Wszyscy byli na paru etatach i tata nie chciał dla mnie takiej przyszłości. Być może gdybym rzeczywiście bardzo chciała i to by mi sprawiało frajdę i lubiłabym chemię, której nienawidziłam, poszłabym w tym kierunku i tata by mnie wspierał.

Twój brat jest lekarzem?

Nie. Jest informatykiem. Mam ogromny szacunek i podziw dla mojego taty, że tak nas wspierał. Proszę o tym pamiętać, że to były inne czasy. Ale były wówczas giełdy komputerowe i ten mój brat jako dzieciak, mający lat kilkanaście zarabiał kupę szmalu na tej giełdzie komputerowej.. Więcej niż mój tata. Miał powypychane kieszenie pieniędzmi, ale one nie były najważniejsze. Chodziło o fun z tych komputerów. Nawet nie wiedział, ile gubił tego, to wypadało wszędzie. To była pasja. Jeździł do Katowic na giełdę komputerową . Jak tata nie mógł go zawieźć, bo był na dyżurze, wtedy pakował taki wielki plecak. To nie był laptop, to były dyskietki. Jeszcze pamiętam jak to ładowało się 40 minut na kasetach, po czym się zepsuło i trzeba było lądować od nowa. Totalna pasja Andrzeja, było wiadomo, że on będzie coś robił w tym kierunku. Tata też go wspierał, woził go, umożliwiał mu spotkania, żeby się uczyć. Pasja to zawsze apel do rodziców. Żyjemy w tak trudnych czasach, bo chcemy żeby dzieci były dobre w tym i w tamtym. Zapisujemy je na mnóstwo zajęć dodatkowych. Te dzieci są potwornie zmęczone, odbierają zbyt dużo bodźców. Z tym też trzeba bardzo uważać. Wy, rodzice, najlepiej znacie dzieci. Trzeba je bacznie obserwować i wiedzieć, co tak naprawdę daje im szczęście.

– Jesteś teraz mamą i masz córkę i syna, prawda? Córka ma 9 lat? Może to jakiś stereotyp, ale w rodzinach aktorskich często dzieci idą śladami rodziców. To jest tak bardzo charakterystyczny zawód. Ludzie z zewnątrz obserwują, że to jest takie proste. Mam koleżankę aktorkę, która specjalnie zabrała na zdjęcia swoją córkę, żeby jej pokazać, jakie to  trudne. Pomyślała, że musi pokazać jej, że to nie jest takie, jakie się wydaje na ekranie. Jak Ty myślisz o swojej córce i patrzysz na nią? Gen aktorski często przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Jak wspierasz córkę, jeśli chodzi o talenty? Myślisz o tym, że będzie aktorką?

Lena chodzi na zajęcia wokalne. To jej sprawia ogromną frajdę. Widzę, że muzyka jest jej pasją, więc być może jakaś tutaj konkurencja rośnie dla Roksany. Trudno uwierzyć. Traktujemy ją jak dorosłą i tak też wygląda, a jest dzieckiem, chociaż wygląda na dorosłą babę. Śpiewanie sprawia jej wielką frajdę. Chodzi na zajęcia. Na początku Kasia Winiarska, do której ja chodziłam na zajęcia wokalne, mówiła, że dziećmi nie za bardzo się zajmuje, ale poszła do niej Lenka i stwierdziła, że jest z nią taki kontakt jak z paro-nastoletnią Roksaną Można się z nią dogadać, ma dużą wyobraźnię, jakby też taką przestrzenną, wokalną. Jeśli będzie chciała być aktorką i będzie jej to sprawiało przyjemność, będzie to jej pasją- super, ale np. gra w piłkę też. Myślę sobie, co to za przyszłość, piłka nożna dla dziewczyny. Powiedziała mi, że to jest miłość jej życia i chodzi na Legię. Uwielbia to, w szkołę też chodzi na piłkę, z tymi chłopakami tam w piłkę gra. Jeżeli jest jej miłość i to chce robić w przyszłości i to da jej na szczęście, to niech to robi. Niech wybierze piłkę.

Wpis znaleziono dzięki:

- Anna Dereszowska

- Wychowanie dzieci

- Pasja