Rak to nie strach, zbadaj się!

kayah1
KAYAH. Kampania Rak to się leczy

24 maja 2015 roku rozpoczęła się kampania społeczna Rak. To się leczy. Po debatach na temat jej skuteczności przeprowadziłam wywiad z Kayah, ambasadorką akcji. Rozmawiałyśmy o podejściu do choroby, o profilaktyce i przeżyciach będących sprawdzianem własnej odpowiedzialności.

Jak zmieniło się Pani podejście do nowotworów, zważywszy na osobiste doświadczenia związane z chorobą wykrytą u mamy?
– Mam to szczęście, że moja mama jest osobą pozytywnie nastawioną do życia i w trakcie zmagań z chorobą nie obarczała mnie swoim własnym strachem. Byłam młodą dziewczyną i nie potrafiłabym okazać jej takiego wsparcia, jakiego oczekiwałaby. Czuła się wtedy bardzo osamotniona. Na szczęście jej chorobę wykryto w bardzo wczesnym stadium, co jest bardzo istotne w walce z rakiem. Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większa szansa na wyleczenie. Należy o tym przypominać – i jest to istotą dzisiejszego spotkania.

W jaki sposób mama poinformowała Panią?

– Właściwie to było tak, że lekarka ginekolog, endokrynolog, przewidując, że mama przechodzi okres klimakterium, zapisywała plastry hormonalne dla wyrównania gospodarki. Kiedy skończyły się i należało przepisać kolejne – pani doktor zaproponowała wykonanie mammografii.
Ja nie zapomnę tego dnia, miałam około 14 lat, gdy spytałam dokąd idzie? Odpowiedziała, że „na mammografię”. Gdy wróciła, a ja dopytywałam: jak było? – usłyszałam: „Nie zdążyłam, bo było zamknięte!” Poczułam wtedy, że kiedy wybierze się kolejny raz, usłyszy złą wiadomość. Miałam dziwne przeczucie, nie potrafię tego wyjaśnić. I tak też się stało. Wróciła ze złą wiadomością…

Czy Pani zdawała sobie sprawę z zagrożenia?
– Wiedziałam, co to jest mammografia, ale wydawało mi się, że jest to walka o pierś, a nie o życie. Dzięki właściwej opiece lekarki – kobiety, obie walki zostały wygrane. Zastanawiam się teraz, czy jest różnica między kobietami-lekarkami i mężczyznami–lekarzami.

Może kobiety-lekarki rozumieją bardziej ten problem?
– Być może bardziej zdają sobie sprawę z tego, jakim obciążeniem psychicznym może być utrata piersi. Są bardziej empatyczne i wiedzą, co kobieta czuje po takim zabiegu. Być może zadają sobie więcej trudu, aby tę pierś uratować.

Jakie odczucia wzbudził komunikat Angeline Jolie?
Negatywne, choć nie chcę oceniać. Wszyscy możemy wykonać badanie tego genu i u wielu z nas może on się ujawnić.

Czy to oświadczenie przyniosło społecznie skuteczny efekt?
– Uruchomiło dyskusję o chorobach nowotworowych piersi, bo znów temat się pojawił. Debatujemy nad celowością takiego podejścia do zabiegu. Mam nadzieję, że więcej kobiet zbada ten gen i pójdzie na badanie piersi. Cudownie.

Czy choroba nowotworowa piersi w dalszym ciągu przeraża, mimo że mamy znaczną wiedzę na ten temat?
Oczywiście, że tak. Mnie przeraża nawet wizyta u dentysty. Wielu z nas wychodzi z założenia: „Nie będę się badać, bo wolę nie wiedzieć. Jak się dowiem, to się załamię. Poddam się, zrezygnuję z życia, nie będę wiedzieć, co zrobić…”

Ale przecież powinniśmy się badać profilaktycznie…
– No właśnie i temu ma służyć akcja „Rak. To się leczy”. To nie jest zabawa w chowanego, będąca domeną dzieci. Zakrywają oczka rączkami i już ich nie ma. Problemy nie znikają, więc przemilczanie tematu wcale nie spowoduje, że go nie będzie.
To od nas zależy, jakiej jakości życiem chcemy żyć, czy kochamy siebie samych. Jeżeli mamy braki w tej własnej miłości, to czy chcemy naszym bliskim fundować tragedię bezsilności?

Czy w dalszym ciągu nie jest tak, że musimy pokonać psychiczną blokadę przed samobadaniem ?
Uważam, że poniekąd problem tkwi w naszej psychice i błędnym myśleniu o profilaktyce, ale – niestety – również brak edukacji zbiera żniwo.

Ale nasz system szkolnictwa nie przewiduje tego typu edukacji. Zatem, w jaki sposób mamy uświadamiać nasze córki?
Może właśnie poprzez kampanie społeczne… To skandaliczne, że podczas dzisiejszej konferencji brakowało przedstawiciela ministerstwa i…

I leczmy się i kontrolujmy…
Pomyślałam, że muszę być szczera wobec siebie i akcji, którą wspieram. Uczciwie się przyznaję, że biorę udział, nakłaniając do czegoś, czego sama systematycznie nie robię. Uświadomiło mi to, jak ogromny błąd popełniam. Szczególnie ja, w mojej sytuacji, kiedy jestem w grupie ryzyka. Sama zadałam sobie pytanie: czy kocham siebie, czy jestem wdzięczna Bogu za to, że mnie stworzył, czy kocham siebie i bliskich? I postanowiłam, że będę się badać regularnie.

I z takim apelem zwracamy się do naszych czytelniczek

Rozmawiała Monika Rebelak