Konkurs „Box pełen miłości”

Konkurs rozpoczyna się 13 lutego, o godzinie 12.00 i potrwa do 25 lutego do godziny 23.59.

Konkurs „Box pełen miłości”

Walentynki nie zawsze kojarzyły Ci się z czymś dobrym? Chcemy to zmienić! W zamian za Twoją historię miłosną podarujemy Ci coś, co poprawi ten dzień.

Zadanie:

Opisz w komentarzu (pod tym artykułem) w żartobliwy sposób historię swojej pierwszej miłości. Nagrodzimy 3 najciekawsze odpowiedzi.

Nagrody:

Do wygrania trzy boxy BeGlossy.
W boxach znajdują się: 3 minutowe odżywki do włosów, maszynki do golenia, chusteczki do demakijażu, intensywnie czerwone pomadki, kojący krem, kredki do brwi oraz trychologiczne peelingi oczyszczające.

Nagrodzimy trzy osoby!

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj

Dziękujemy za wszystkie zgłoszenia i piękne historie, postanowiliśmy nagrodzić:

Kamila Łobutka
Dominika Jastrzębska
Aleksandra 

Prosimy przesłać dane adresowe na adres mailowy: konkurs@obcasy.pl w temacie „Konkurs Box pełen miłości”, z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych wg zmian RODO.

Gratulujemy!

Wpis znaleziono dzięki:

- Konkurs

- Walentynki

- BeGlossy

  • Jestemsobą

    Pamiętam jak byłam w wieku nastoletnim i wróciłam któregoś dnia ze szkoły w złym humorze. Moja babcia posadziła mnie przed sobą, spojrzała na mnie badawczo swoimi roześmianymi oczami i powiedziała: „Pokaż kotku, co masz w środku!”. Mimo, iż grałam twardzielkę – babcia potrafiła mnie rozbroić jednym swoim spojrzeniem. „On mnie nie widzi…” – powiedziałam smutno niczym Kłapouchy z „Kubusia Puchatka”. Tak, to był dramat dla mojego nastoletniego jestestwa. Chłopak z równoległej klasy z burzą czarnych loków i o oczach koloru mlecznej czekolady zdawał się nie zauważać moich tęsknych spojrzeń ani nawet faktu, że ktoś taki jak ja istnieje. „A rozmawiałaś z nim?” – zapytała babcia. „No-co-Ty! Babciu!” – wykrzyknęłam, jakby zapytała co najmniej o to, czy wybrałam już suknię ślubną;) „Ale dlaczego? Jak ma Cię poznać?” – odpowiedziała po chwili babcia. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam jej tłumaczyć, ze przecież kobieta musi być tajemnicą i fascynować faceta, że on ma się zakochać w błękicie moich oczu, w którym utonie mijając mnie na szkolnym korytarzu i w ogóle jak to rozmawiać, skoro to on nie zaczął jakiejś ciekawej rozmowy, o dziełach Heideggera na przykład…Moja babcia wyglądała w tamtej chwili jak ryba szukająca drogi w mętnej wodzie, nie mogąc nadążyć za moim nastoletnim tokiem rozumowania. A potem zaczęła się śmiać. I śmiać. I śmiać. Wtedy to ja zaczęłam wyglądać jak ryba, wyrzucona na brzeg pewnie…”Kochanie, ja też lubię komedie romantyczne, ale życie jest prostsze!” – odpowiedziała, ocierając z twarzy roześmiane łzy – „Miłość Twojego życia ma zakochać się w Tobie, a nie Twoim tajemniczym wizerunku. Ma być Twoim najlepszym przyjacielem, bo to z nim będziesz szła przez resztę życia…”. Pamiętam, że tamtego dnia zrozumiałam, że tajemniczość to nie ja. Powłóczyste spojrzenia, niedomówienia ciężko wiszące nad dwojgiem ludzi, sekrety próbujące wydostać się na brzeg myśli niczym foka spod tafli lodu – to nie ja. Miłosne gry, gdzie jedna strona kusi drugą niewypowiedzianą obietnicą i cieszy się przewagą, którą ma nad innym sercem – to nie ja. Dlatego w moim życiu nie ma cichych dni ani niewypowiedzianych słów. Nie ma rozwiązywania problemów ani snucia domysłów samotnie. Wolę moją spontaniczność, bezpośredniość i bycie blisko siebie. Tajemnice budują niewidzialne mury, za którymi chowamy prawdziwe „ja”, nie dając mu szansy na to, by poznało smak życia wraz z jego wszystkimi odcieniami…Oto ja – spontaniczna i biegnąca przez życie z prędkością Pendolino. I choć czasem świat stara się wbić mnie w ramy „należy”, „wypadałoby” czy „trzeba…” – to skutecznie stawiam temu opór, ciesząc się tym, że mogę być sobą, mogę mówić o tym, co mnie cieszy, bawi, złości, inspiruje, smuci czy zadziwia…To dla mnie smak szczęścia i wolność, której potrzebuję jak tlenu <3 Oto moje wspomnienie…pierwszej miłości:)
    Janina, jankapazio@gmail.com

    • Kosurek

      Jest historii takich wiele, jak Pan Panią – ot! poderwał na intelekt.
      Lecz ta jedna sytuacja była nieco inna,
      Ją poderwał słowem Chłopak, a jego – Dziewczyna.

      Zakochali się już w listach, rebusami ją zaskoczył,
      jak się potem okazało, w dwóch kolorach ma też oczy.
      Kiedy w końcu się spotkali, czuli jakby się już długo znali.
      Chociaż nowe były usta, dłonie oraz nowy profil twarzy,
      jakby znany gest i uśmiech, i błysk co się w oku żarzy.

      On i Ona już z plecakiem, gdzie doświadczeń lat kamienie,
      łatwo było poczuć bliskość i okazać zrozumienie.
      Napisali własne story pełne niewy(ja)śnionych bajek,
      a że kulinarny gust podobny: pomidorów oraz jajek.

      Połączyły ich radości z rzeczy większych i malutkich,
      a gdy radość nieco mniejsza zajadają razem smutki.
      Takich chwil jest jednak mało, bo w zasadzie ciągle w biegu,
      jak nie w pracy czy podróży, to Ogarę gonią w śniegu.
      Albo w trawie. Różnie bywa, również tak, że piesek pływa.

      Robią razem głupot wiele, sami sobie przyjaciele.
      Od pikników, wypraw, imprez do pobudek późną nocą.
      Żyć bez siebie może mogą, ale przecież nie ma po co.

      Mają swoje tajemnice i stworzyli własne słówka,
      Ot niezwykła para: cośtamiczek i żbik–sówka.
      Raz na filmie usłyszeli i do dzisiaj brzmi Jej w uszku:
      “Przepraszam, co taka piękna kobieta robi sama w łóżku”?
      Ewa P.

  • Anna Trochimczyk

    Moja pierwsza miłość miała na imię Dominik, mieszkał we Wrocławiu i nigdy go na oczy nie zobaczyłam bo poznałam go przez gazetkę z dowcipami. Miałam wtedy 15 lat i namiętnie czytałam wszelkiego typu dowcipy a że było mi dość smutno to pisałam listy do ogłaszających się tam osób. I tak poznałam Dominika. Nasza korespondencja trwała kilka miesięcy. Dostałam od niego nawet dyskietkę (!!!) z nagraniem na którym coś tam śpiewał z kumplami. No ale jak to w listownych miłościach bywa – się skończyło szybciej niż się zaczęło. Listy długo szły, na poczcie trzeba było długo czekać no i trzeba było mieć i na znaczek i się napisać… Cierpiałam bardzo ale potem się zakochałam w kolejnym listownym chłopaku a potem to już darowałam sobie listowne miłości bo jednak odległość i ta poczta to mnie wykończały.

  • Natalia

    Do miłości szczęścia nigdy nie miałam,
    z zakochania zawsze się śmiałam.
    Jednak w pewnej chwili wszystko się zmieniło,
    stało się coś co mi się nawet nie śniło.
    Postanowiłam pójść na park linowy,
    pomysł był świetny,taki adrenalinowy.
    Dzielnie śmiało pokonywałam przeszkody
    bojąc się bo pod spodem było dużo wody.
    Niestety pokonało mnie jedno zadanie:
    Zawisłam w powietrzu krzycząc „Panie”.
    I wtedy pojawił się mój bohater-
    nie wiem ile wtedy wyciskał na klatę.
    Wiem ze w trafiłam w jego objęcia
    kiedy poprawiał w uprzęży moje zapięcia.
    Przestałam się śmiać z zakochania.
    Opanowałam za to sztuka latania.
    Do parku linowego codziennie chodziłam,
    chodząc między drzewami się czaiłam.
    Któregoś razu znów mój Wybawca się pojawił
    numer telefonu od razu mi wyjawił.
    I tak zaczęła się nasza wspólna przygoda
    Dla nas nie liczyło się już nic- nawet pogoda.
    Zakochanie nad naszym umysłem przejęło rolę
    Teraz zamiast w parku -morze wolę
    Ale wspomnienia piękne Nam zostały
    Do tej pory ubaw jest nie mały.
    Jak to żona w powietrzu zawisła
    A pod nią koloryzując była Wisła
    Jak to mąż żonę uratował silną ręką
    I z jaką miłością się spotkało to wielką.

    [K] Krótki opis chcę do rymowanki dodać
    [O] Opisać kilka szczegółów które w rymowance nie zawarłam
    [C] Chciałam powiedzieć że ta sytuacja w parku była bardzo poważna
    [H] Hałas się przy tym zrobił niesamowity
    [A] Analizowałam jak przejść jedną przeszkodę
    [M] Miałam pomysł żeby zamiast jej normalnie przechodzić zjechać po linię
    [J] Jednak mój pomysł nie był dobry
    [A] Akrobatycznie zawisłam w powietrzu na 3h bo do platformy było za daleko
    [K] Kilka stów poszło w plecy
    [U] Uprzęż została odcięta bo się poplątała w inne liny
    [B] Bardzo zła była Pani w parku a ja byłam cała obolała bo wisiałam w powietrzu
    [A] a mój mąż przyszły był przerażony a przy tym bawiła go ta historia.

  • Sylwia

    Gdy 14 lat miałam

    To pewnego chłopca poznałam …
    Miłość była to niesamowita
    Taka wiecie „na zawsze „, do końca życia 😉
    Niestety szybko się okazała,
    Że te płomienne uczucie za długo nie przetrwało 🙂
    Bo niestety jedyna nie byłam …
    Razem z trzema innymi się nim dzieliłam 😀

  • Oksana Skocz

    Przy serniczku na zimno Ciebie poznałam
    I ostatni kawałek łakomczuszkowi oddałam
    A z tym kawałkiem swoje serduszko
    Szepnęłes kilka miłych słów na uszko
    Lecz duszę moją nie kupiłeś słówkami
    Lecz siłą ducha i odważnymi
    Czynami!❤

  • Mariusz Kosowski

    Wstałem rano i jak zwykle chciałem zrobić kawę. Odkręcam kurek, a tu nic nie leci. Paradoks, Wenecja miasto na wodzie a w kranie posucha. Zabrałem czajnik i udałem się do sąsiedniego mieszkania. Zapukałem, po chwili ,drzwi się uchyliły a ja poczułem się jak Dante gdy zobaczył Beatrycze. „Kto ją raz ujrzał, już jest wniebowzięty”. Po angielsku z uśmiechem od ucha do ucha spytałem czy jest woda w kranie. Nie wiem co mnie zdradziło, ale odpowiedź usłyszałem w języku ojczystym. – Wejdź sprawdzimy. Wody nie było ale jak się okazało, Anna miała pełny czajnik. Zaproponowała abym został na kawę. Z kawy zrobiło się śniadanie, potem wspólny spacer po mieście. A teraz Ania jest moją żoną a ja jestem wciąż uśmiechnięty.

  • Ćwiek Nikola

    To było w podstawówce, my jeszcze dzieci
    Czekałam aż muzyka wolna z głośnika poleci
    Tańczyliśmy razem całe trzy minuty
    Aż od koleżanek zazdrości doszły mnie słuchy
    Niedługo potem przyszły walentynki
    Piosenkę zadedykował dla Martynki
    Ja łzy wylałam, nocy nie przespałam
    W walentynki miano głupiej gąski otrzymałam.

  • Paulina Szymańska

    Codziennie na ulicy się mijali, nigdy ze sobą nie rozmawiali,

    o krok od siebie mieszkali i czym innym się zajmowali.

    Ona zawsze w głową w chmurach, on samotnie chodził po górach…

    Pewnego ponurego dnia i tego pechowego, moim zdaniem dla nas przeznaczonego,

    w depresyjnym amoku wpadli na siebie, i jak te błyszczące gwiazdy na niebie,

    z impetem razem spadli na ziemię.

    Ona tylko wzrok nieśmiale podnosi, on o nią tylko w myślach prosi.

    Złączyli razem swe zimne dłonie i od miłości każdemu serce płonie.

    Życie pisze ciekawe scenariusze i wiedzą to nie tylko geniusze!

    Trudno jest dostrzec, to co jest blisko, może trzeba włożyć kij w mrowisko?

    I czasem gdy popatrzymy pod ukosem, ujrzymy , że miłość jest tuż pod nosem.

  • Karolina Gil

    Lokalny festiwal rockowy. Siedzę na ławce z przekrzywionym kapeluszem i rozmazanym makijażem, bo ktoś postanowił oblać mnie piwem. On śmieję się głośno wśród swojej grupy znajomych. Widzę go w tle, ale uznaje wieczór już raczej za zakończony i nie miałam ochoty na znajomości – od wprost przeciwnie. Powiedział swoim znajomym, że dopóki nie wypiję z nim drinka przy barze, on nie wróci do hotelu. Podszedł, wytłumaczył swój diabelski plan, ja, by odciążyć znajomych, potowarzyszyłam mu i pojechałam do domu (jego znajomi byli w niebie!).
    Nazajutrz wpadliśmy na siebie w sklepie. Okazało się, że mamy ze sobą dużo wspólnego i spędziliśmy ze sobą kilka dobrych lat 🙂

  • Patrycja305

    Moja pierwsza miłość, śmieszna jak żart
    Pomimo tego, że był tego wart
    Ja byłam dzieckiem, a on jeszcze młodszy
    Od naszej pary nie był nikt słodszy
    Milion buziaków, serc też tysiące
    Ja odliczałam wspólne miesiące
    Byłam z nim krótko, kilka tygodni
    Nic nie jest gorsze od tej trylogii
    Choć teraz to śmieszne, wtedy bardzo przykre
    Minęło wszystko z wiatrem, pamiętam go przez mgłę
    Choć był on ze wsi, zajęty karmieniem owiec
    Do tej pory nie napisał mi, że to koniec

  • Magda

    Moja pierwsza miłość? Hmmm Sebastian z podstawówki , wyboru nie miałam dużego w klasie miałam tylko czterech chłopaków z czego jeden był kuzynem więc na wstępie odpadał aby ulokować w Nim uczucia, padło na Sebę bo nie miał brzucha ani odstających uszu ale a za to był obcięty na „Grzybka” wylądał jak Leonadro z filmu Titatnic, który akurat w tamtych czasach był na topie i każda z Nas marzyła że jest ” Kate” i szukała swego Dicaprio. Jak się okazało moja miłość miała wiele wspólnego z historią Titanica…czyli to była kompleta katastrofa i nie wyszłam z tej historii cało. Sebastian odrzucił moje uczucia dlatego że miałam piegi i lekką nadwagę… i moja miłość szybko poszła na dno

  • Edyta Wieladek

    Pierwsza miłość była szczenięca;) i mocno niezdarna. Było to w podstawówce, a my wstydziliśmy się nawzajem, tego , ze się sobie podobamy. Kiedy patrzyliśmy się na siebie, obydwoje oblewaliśmy się rumieńcem . Pamiętam Walentynki, Piotrek ,aby zwrócić na siebie uwagę wrzucił mi do moich butów ,które stały w szatni cukierki, a ja po lekcjach włożyłam je jak gdyby nic i pomaszerowałam do domu, sądząc, że to co mnie uwiera to źle założona skarpetka. Prawda wyszła na oczach mamy gdy zdjęłam buty, a skarpetki miałam brązowe. Mama myślała, że to błoto, ale po chwili po oględzinach potwierdziły się moje przypuszczenia ,że to słodkości. Domyśliłam się od kogo i nie pozostałam dłużna. Następnego dnia wzięłam dla niego czekoladę i schowałam mu do plecaka, nauczona doświadczeniem, że słodycze pochodzenia skarpetkowego nie są zbyt jadalne.Do końca podstawówki zerkaliśmy na siebie przychylnym wzrokiem. Dziś po latach , gdy przypadkowo się widzimy też się czerwienimy.

  • hello_7

    W czasach kiedy nie było jeszcze smartfonów i internetu, a telefon stacjonarny na mojej wiosce zabitej dechami miało parę rodzin, umówiłam się na pierwszą randkę w miastowym chłopakiem. Był początek jesieni, a my umówiliśmy się dwa tygodnie wcześniej. Chłopak nie przewidział niestety ani paskudnej pogody w tę niedzielę, ani tego, że autobusy kursują tylko w dni robocze. Mieliśmy po 17 lat, więc o samochodzie i prawie jazdy mogliśmy jeszcze pomarzyć. Moja miastowa miłość nie miała więc jak dać znać o ewentualnym przesunięciu naszego spotkania. Od rana wyszykowana stałam w oknie, patrząc na dziurawą, błotnistą drogę prowadzącą do mojego domu. Gdy wybiła nasza umówiona godzina piętnasta, z sercem w gardle zaczęłam obgryzać paznokcie. Matka z ojcem na dole czekali z rosołem (sic!), bo koniecznie chcieli ugościć absztyfikanta swojej jedynej córki. Nie dali sobie przemówić, że pierwsza randka to za wcześnie na oficjalne zapoznawanie z rodzicami. I tak oni wypatrywali przez okno na dole, ja na górze. Minuty mijały, kwadranse mijały, minęła godzina. Matka zaczęła się wściekać, ojciec był poirytowany, bo głodny. Kiedy już zrezygnowana zeszłam na dół, oznajmić, że koniec czekania i pełna wstydu zaczęłam nalewać rodzicom rosołu, matka która nadal sterczała w oknie krzyknęła – jedzie! Z oddali wyłonił się wątły chłopiec, jadący w tym paskudnym deszczu…na rowerze! Podszedł do spotkania ambitnie i nie dał za wygraną. Przyjechał zmokły jak kura, brudny i zziębnięty. W reklamówce dzierżył ubranie na przebranie i wymiętolonego kwiatka dla mamy i dla mnie. Zaimponował mi tym, że nie odpuścił, a rodzice byli zachwyceni moim pierwszym chłopakiem. Ojciec oddał mu nawet swoje nowe skarpety.
    30 km w deszczu to nie lada wyzwanie! Musiało mu niezwykle zależeć 🙂 Drogę powrotną zapewnił mu już kochany ojczulek – nie pozwoliłby mu w życiu u nas nocować po pierwszej randce. 🙂

  • Marlena

    Dawno, dawno temu byłam zakochana poraz pierwszy. Wydawało mi się że jest jak w bajce. Byłam szczęśliwa bo spotkałam swojego księcia. Niestety książę okazał się żabolem i to tchórzliwym żabolem. Zerwał że mną w sumie chyba tak po męsku, pisząc do mnie smsa, że wyjeżdża do innego miasta a w miłość na odległość nie wierzy. Wiadomo popłakałam trochę, koleżanka nazwała go wrednym trepem i w końcu wielka miłość przeszła. Jakie było moje zdziwienie, gdy po jakimś czasie zobaczyłam go w popularnym programie rozrywkowym. Naszczęście przegrał.

  • Dominika Jastrzębska

    Strzała amora może nas dopaść wszędzie,bez względu na miejsce, czas i okoliczności o czym przekonałam się na własnej skórze i nie żałuję,bo akurat w moim przypadku Kupidyn się nie pomylił i uczucie trwa do dziś,a to już 14 lat. Wszystko zaczeło się dość niefortunnie,bo od kradzieży mojego jedynego środka transportu-roweru,który pewnego dnia po prostu zniknał z klatki schodowej. Całą sprawę musiałam zgłosić na pobliskim posterunku policji i poszłam tam z przeświadczeniem,że najpewniej zostanę szybko odprawiona z kwitkiem. Zgłoszenie odebrał młody i szalenie przystojny policjant i co ciekawe poważnie podszedł do sprawy kradzieży. Pomijając okoliczności rozmawiało nam się naprawdę miło i po prowrocie do domu często o nim myślałam. Żałowałam nawet,że żadne z nas nie zainicjowało spotkania, ale co zrobić…
    Dwa tygodnie później zostałam zaproszona na grilla do znajomych i gdy wśród gości zobaczyłam „mojego policjanta” poczułam motyle w brzuchu. Rozmawialiśmy niczym starzy znajomi,niemal zapominając o reszcie gości a na koniec nie tylko „oficjalnie” wymieniliśmy się numerami ale te z umówiliśmy na pierwszą randkę. Przy okazji wydało się,że ja również wpadłam mu w oko,ale będąc w pracy nie zdecydował się na flirty i tym podobne podboje. Okazało się,że oprócz wspólnych znajomych mamy również wspólne pasje- jak wspinaczka skałkowa i podróże, a przy tym oboje uwielbiamy wszelkie gry planszowe. Podobne zainteresowania i hobby sprawiły,że każda spędzana razem chwila jeszcze bardziej zbliżała nas do siebie, więc po roku chodzenia zdecydowalismy się stanąć na ślubnym kobiercu i razem budować naszą przyszłość. Cóż, historia naszej miłości choć rozpoczęta niemiłym incydentem zakończyła się happy endem i chociaż już nigdy nie odzyskałam skradzionego roweru, zyskałam dużo więcej-prawdziwą miłość i wiarę,że nic nie dzieje się bez przyczyny!

  • Kamila

    Moja przygoda była tka, że zamówiłam paczkę kosmetyków przez internet, odbiór kurierem… no ale niestety padł mi telefon i nie miałam możliwości odebrać telefonu od mojego pana kuriera, dodam że byłam poza domem i nie miał kto odebrać paczki. Wracam koło południa do domu, na schodach stoi paczka z załączonym liścikiem ” nie było Cię, ale ja byłem, paczka czeka i ja także” i podany numer telefonu… Ten kurier od roku mi się podobał bo zazwyczaj systematycznie zamawiam paczki, napisałam do niego i podziękowałam, a potem poszliśmy na randkę. Dzisiaj jesteśmy już narzeczeństwem 🙂

  • Kora

    Pierwsza miłość. To zdecydowanie w podstawówce. Na imię miał Maciej. Starałam się być blisko niego. Nawet na kółko matematyczne chodziłam, bo chłopak nie głupi był. Na urodzinach koleżanki z klasy pocałowaliśmy się grając w butelkę. Nie miałam mu nawet za złe, że popchną mnie na przerwie i przez niego miałam rozcięte kolano. Blizna na kolanie zostanie do końca życia i będzie mi o nim przypominać każdego dnia. I co się stało? Jak już Maciej zapytał mnie w 8 klasie czy będę jego dziewczyną, puściłam tzw. buraka, powiedziałam że muszę zapytać się siostry i pobiegłam. Jak można się domyślić nic z tego nie wyszło, bo jak to później powiedział, szukał dziewczyny a nie dziecka…

  • Izabela Muszyńska

    Chciałabym się podzielić swoja najpiękniejszą historią miłosną, która trwa do dziś…

    Jak wiadomo każdy ma swoją historię. Dla jednego ta pierwsza miłość
    będzie jedyną i na całe życie, a dla innego ta ostatnia, która pojawi
    się nie wiadomo skąd. W moim przypadku to jest ta pierwsza miłość.

    Znaliśmy się od żłobka, przedszkola, potem był czas kiedy
    rozeszliśmy się każdy do innej szkoły podstawowej, ale w liceum znowu
    się spotkaliśmy, nie byliśmy nawet na „cześć” bo jakoś się nie
    zaprzyjaźniliśmy jako dzieciaki.

    Zaczęło się od momentu kiedy w roku 1994 kuzynka robiła wesele i
    zaprosiła mnie z osobą towarzyszącą na tą uroczystość, oczywiście był
    problem, bo ja nie miałam żadnego kolegi, z którym mogłabym iść na to
    wesele.

    Przyjaciółka z mojej szkolnej ławki miała wtedy już chłopaka, który
    grał w zespole heavy metalowym i powiedziała, że zapyta się go czy
    jakiś jego kolega nie mógłby pójść ze mną. Okazało się, że zaproponował
    Jacka, który nie ma dziewczyny, i też gra w podobnym zespole na gitarze
    basowej.

    Pomyślałam…raczej nie…nie dość, że praktycznie go nie znam, to w
    dodatku ten heavy metal i długie włosy…to zupełnie nie mój świat…i
    jeszcze podejść zapytać czy pójdzie ze mną, a jak odmówi, to dopiero
    będzie…,w tą intrygę została wciągnięta nawet moja mama.

    Przyjaciółka przyszła do mojej mamy i podała jego numer domowy i
    poprosiła, żeby mama zadzwoniła do niego i się spytała czy ze mną
    pójdzie na to wesele.

    I tak też się stało mama zadzwoniła na rano w dzień wesela,
    przedstawiła się kim jest, powiedziała o co chodzi i ku mojemu
    zdziwieniu zgodził się i zapytał gdzie ma przyjść.

    Przyszedł, ubrany prawie na sportowo, długie kręcone włosy, rodzice
    jak „go” zobaczyli nie mogli uwierzyć w to co widzą…śmiesznie to
    wszystko wyglądało..,ale pojechaliśmy w końcu na to wesele fiatem 126p,
    rodzice, mój brat, ja i Jacek.

    Było super, pośmialiśmy się, potańczyliśmy, poznał moją całą rodzinkę.

    Po weselu spotkaliśmy się już w szkole w poniedziałek, podszedł i
    zapytał czy będę jego dziewczyną oczywiście bez zastanowienia
    odpowiedziałam, że tak.

    Od tego dnia byliśmy już razem, zawsze i wszędzie 🙂
    Dla mnie przestał palić papierosy, ja dla niego zaczęłam chodzić na koncerty na, których grał…

    Po prostu zakochaliśmy się w sobie.

    Od tego czasu minęło 20 lat, był okres studiów, pracy, wyjazdu
    Jacka do Irlandii, stworzenia pełnej rodziny, mogłabym tak opowiadać
    naprawdę długo..bywało różnie, ale ta prawdziwa, najpiękniejsza miłość
    jest z nami do dzisiaj, miłość w związku to tajemniczy eliksir
    zapewniający trwałość relacji przez całe życie. Jest to wynik
    prawdziwego i ciągłego zaangażowania, oparty na wzajemnym szacunku i
    świadomości, że bycie razem jest to wybór, który odnawia się każdego
    dnia.

  • Anita B

    Była to liceum druga,
    klasa „C” – języków luba.
    Ja kujonka a on nie, i tak własnie poznaliśmy się.
    Kiedyś książki mu zabrakło, więc pożyczyć mu się nagło,
    i szybciutko w dół po schodach, przepadł gdzieś jak kamień w wodę.
    I akurat tam się znalazł, gdzie ja lekcje odbywałam.
    Książką go poratowałam, ale trochę też się bałam,
    że nie odda, że ją zgubi, taki to już temat długi.
    Książka do mnie powróciła, a w niej jakaś kartka miła,
    zaproszenie na spotkanie, chyba randka, o mój Panie!
    I tak to się potoczyło, że już pare lat jest miło,
    bo rok mija nam już szósty, a nasz związek jest dalej kwiecisty <3

  • Izabela Kowalska

    Może to nie będzie piekna opowieść jak z przeminelo z wiatrem . Może nikt nie napisze o tym pieknego Harlekina ani nie skrzyknie producentow z Hollywod aby pusić to na wielkim ekranie, a moja sukienka nie bedzie sexownie powiewać jak na słynnym zdjeciu przy Lexington Avenue.
    Bylo lato cieple fajne jako nastolatka lato wygadalo zupelnie inaczej czytaj wolnosc ! Spotkalam chlopca pan A. piekny wygadany mial to cos czego szlo pozazdrościć tey która zdobędzie tego pewniaka.
    Jako ze blask i blysk pana A byl bardzo szeroko pojetym blaskiem i ja niczym slepnac od swiatel szlam za tym jak dzik w żołędzie nie zwracajac uwagi na pana B ktory był kolega pana A takim dobrym duszkiem , milym chlopcem ktoremu w zasadzie niczeg nie brakowalo ale mial jedno ale no … niestety nie byl panem A. Zanjomość uladała sie dobrze do tego stopnia ze chcąc byc bliżej pana A swobodnie zaczelam sie czuć przy panu B, bylam poprostu sobą …luzzzzz przecież to nie byl obiekt moich westchnień to logiczne moglam siorbac, przeklnąć czy poplakać sie na filmie o pieskach .

    Zapytacie pewnie co dalej jak miłość mojego życia czy pab B zobaczył mnie jako ta zbłąkana owieczkę ależ nie ja zapatrzona na niego jak w obraz matki boskiej nie zwróciłam uwagi, że pan B był rano… pisząc mi miłego dnia, wieczorem pisząc dobrej nocy, był kumplem mojego obrazka wiec klapki na oczach miałam tak dokładnie naciągnięte, że uciskały na mózg i wtedy głowa nie mogła dojść do porozumienia z sercem, bo krew nie dopływała.
    Lecz przyszedł i ten dzień, w którym musiał nastąpić armagedon zwrot akcji nawet życie miało dość tej dramatycznej sytuacji plakatowej miłości. Jak to się stało? A stało się tak, że pewnego dnia ja księżniczka nie otrzymała wiadomości od pana B. ślad zaginął nie było dzień dobry, ani dobranoc. I co z tego, że nie odpisywałam często na takie wiadomości kto dał mu prawo zrezygnować z mojego towarzystwa czułam żal miały tak kolejne dni, a aj wiedziałam, że wpadłam co dzień coraz bardziej. Kolejne dni nie były łatwe teraz to życie kazało mi zadbać o moje szczeście tak dosadnie pokazując mi gdzie jest moje miejsce i o kogo mam zawalczyć 🙂 Wygrałam ta walkę i już 12 lat jestem moim ukochanym w zawiązku, czy jest happy end ? Nikt nie mówił ze będzie łatwo, lecz kocham mojego pana B w którego zapatrzona będę juz zawsze 🙂

  • Aleksanda

    Kiedys chciałam z okazji Walentynek zrobić mojemu chłopakowi romantyczną kolację przy świecach w domu. To były początki naszego związku. Niestety nie wiedziałam, że jego organizm niezbyt dobrze trawi białko… Wieczór skończył się dwojako: ja w aptece po smektę, On na tronie prezentując odnośnie całą symfonię swoich jelit. Porada dla pozostałych par: upewnijcie się wcześniej czego nie może jeść Wasza połówka 🙂

  • Ewe11

    Poznaliśmy się w szkole , na początku pomyślałam o Nim ” Rany boskie co to za natrętny gostek” ale miłość nie wybiera. Na początku znajomości prawie by mnie potrącił ale „dzięki” temu zaprosił mnie na 1 oficjalną randkę 🙂

  • Zuzanna

    Siedziałam w zaciszu mojego ciepłego pokoju. Nie spodziewałam się, że coś mnie wtedy trafi. Że coś się zmieni. Wtedy go zobaczyłam przez szybę. Był ubrany cały na czarno, darł się (ale tak pięknie) z kolegami, że słyszała go cała Polska. Wstałam i podeszłam bliżej szklanej szyby. Serce zabiło mi mocniej, motyle pojawiły się w brzuchu. Chciałam, żeby mnie zauważył, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Oddałabym wszystko, aby z nim być. To był Muniek Staszczyk z zespołu T.Love. A ja miałam 10 lat i oglądałam koncert w telewizji.

  • Weronika Szewczyk

    Moją pierwszą miłość spotkałam w gimnazjum. Tak, tak jestem z czasów kiedy chodziło się do gimnazjum jeszcze. Zaczepiał mnie i szturchal, ale kto się czubi ten się lubi jak to mówią. Historia mojej pierwszej miłości jest, krótka i przeszła.

  • Nigdy tego nie zapomnę. Akurat wyszłam z koncertu i przystawiał się do mnie taki jeden podpity drab, nie miałam jak uciec i wtedy…kolega też wyszedł i z miejsca się nagle rzucił mnie ratować. Bohatersko. Walecznie. Z bitewnym okrzykiem jak brave heart. Tylko, że tamten wielki jak szafa, a on dość wątły… Więc koniec końców sama musiałam go bronić! Rzuciłam się też go ratować z moimi piąstkami, a też byłam malutka, było to dość zabawne, wszyscy wokół zaczęli chichotać. Wisiłam mu na plecach i krzyczałam, że ma go, kolegę zostawić. Drab pękał ze śmiechu, coś tam przeprosił i sobie poszedł Nikt nie odniósł obrażeń, ucierpiała tylko duma mego dzielnego wybawcy…więc go odprowadziłam do domu i zaprosiłam na obiad następnego dnia w ramach podziękowań. Okazało się, ze od dawna czuł do mnie miętę, tylko się bał wyrazić…Cóż, od tamtej pory niczego się nie boi, jesteśmy już razem od pamiętnego obiadu 12 lat. Wypada podziękować drabowi, czyż nie?

  • Kinga Strzałka

    Nasza znajomość trwałą długie lata i nikt nie zapowiadał żadnego „trzęsienia świata”, a tu kiedyś na imprezie stałam sobie w koncie sama tu podchodzi luby mój i pyta „czemu sama stoi dama?” I gdy w tany nas porwało to wieczora było mało. Spojrzenia w oczy i delikatne gesty ale trafiły się i tandetne teksty;). I tak już wpadłam w jego ręce raz a teraz jestem tutaj cały czas. I nasze lata znajomości często wspominamy i z tego ogromny ubaw nieraz mamy. A lata temu przyjaciółce mówiłam że z takim facetem na pewno szczęśliwa by była. Dzięki Bogu mnie nie posłuchała i do tego czasu starą panną została;D

  • Edyta M

    Moja pierwsza miłość miała bujną blond czuprynę ala król lew, ufne błękitne oczy, zawadiacki uśmiech z niewielką ilością zębów i wielkie serce. Poznaliśmy się w przedszkolu, do którego razem uczęszczaliśmy. A na imię mu było Kubuś. Wydawał się prawdziwym dżentelmenem pośród innych chłopców, jakich już na tym świecie nie ma. Podobało mi się, że zawsze przepuszczał mnie w drzwiach, dawał mi drobne prezenty, typu lizak lub batonik oraz że wybierał zawsze miejsce koło mnie podczas leżakowania bądź posiłków. Nie mogło być inaczej, wkrótce udało mu się zdobyć moje serce. Byliśmy jak papużki nierozłączki, nawet występowaliśmy razem w przedstawieniu na podstawie wiersza Brzechwy ,,Czapla i żuraw”. A mowa w tej inscenizacji o przyszłym mężu i żonie, którzy pobrać się nie mogą. Skrycie marzyłam wtedy, iż faktycznie nadejdzie taki moment w przyszłości, że staniemy razem na ślubnym kobiercu i zagra nam marsz Mendelssohna. Wszystko układało się jak w bajce… do czasu. Pewnego razu mój luby bez wcześniejszego uprzedzenia nie przyszedł do przedszkola. Nie było wtedy komórek, ani komputerów, pozostawało tylko czekać na jakąś wiadomość. Przez cały tydzień zamartwiałam się i chodziłam osowiała. Bałam się, że chłopiec zachorował. W kolejnym tygodniu pani przedszkolanka zrobiła zebranie dla wszystkich dzieci i oznajmiła, iż Kuba już nie wróci, ponieważ z całą rodziną wyjechał do innej miejscowości. Ale tak bez pożegnania? Nie mogłam w to uwierzyć. Zalana łzami w wieku sześciu lat przeszłam swój pierwszy zawód miłosny. Z czasem doszłam do siebie, ale nigdy o nim nie zapomniałam. Po pierwszej miłości pozostały mi wspólne zdjęcia, wspomnienia i bobas, który został nazwany Kubuś, na pamiątkę dawnego ukochanego.

  • Taa 999

    Moja przygoda zaczęła się dosyć…tragikomicznie. Pewnego dnia, źle się poczułam, drętwiała mi lewa część mojego ciała, miałam trudności z mówieniem a na dodatek drgała mi co jakiś czas powieka lewego oka. Pojechałam do szpitala, gdzie okazało się że muszę położyć się na oddziale neurologicznym w szpitalu sporo oddalonym od mojego domu. Tam nie znał mnie nikt. Leżałam kilka dni a mój stan się nie poprawiał. Znał mnie już jeden starszy ratownik, który przewoził mnie na badania, wiedział jaki jest mój stan. Tego dnia znany ratownik razem z drugim, młodym, przystojnym wieźli mnie na łóżku na badania. Przystojniak stał akurat za moją głową. Moja powieka dalej drgała, co ratownik nie znając sytuacji odebrał jako…podryw 😉 I zaczął się do mnie uśmiechać i puszczać oczko. Ten starszy nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Później po badaniach, ratownik dowiedział się o mojej historii i zaczął mnie odwiedzać na sali. Choroba minęła, a miłość została

  • Cecylia Owczarek

    w przedszkolu byłam tak pochłonięta pierwszą miłością do jednego urwisa, że przebierając się na gimnastykę zdjęłam majtki!

    Do tej pory przyjaciele w mieście rodzinnym to wspominają i się ze mnie śmieją!
    Ale nie od dziś wiadomo, że wiele pierwszych miłości kończy się tylko po zdjeciu majtek 😀

  • Małgorzata Wwzz

    Poznaliśmy
    się w sklepie przy stoisku z bananami, kiść złapaliśmy tę samą swoimi
    rękami. Tak miłość się zrodziła i trwa aż do dziś. Taka to oto historia
    naszego poznania, niewiarygodna a jednak, bo miłość na nas spadła
    nieoczekiwana.

  • Agata Stadnicka

    „Udany związek wymaga wielokrotnego zakochiwania się. Ciągle w tej samej osobie.” ~Mignon Mac Laughlin. A jaka jest historia mojej miłości? Prosta i taka jak tysiące, ale wyjątkowe jest w niej to, że mam to szczęście codziennie zakochiwać się na nowo w mojej pierwszej miłości.

    On: produkt niemalże idealny, wyhodowany w domu z 5 kobietami (4 siostry+mama), dzięki czemu potrafi uszanować kobietę, zaradny życiowo, przystojny, z absurdalnym poczuciem humoru, hobby: rozśmieszanie żony niezbyt mądrymi żartami

    Ona: realistka, kompletnie nieromantyczna, praktyczna do bólu idealistka, która nie da sobie w kaszę dmuchać, hobby: śmianie się z niezbyt mądrych żartów męża
    Historia: poznali się w szkole i tak już zostało. Ona była świetną uczennicą, ale lubiła zabawę. On rozrabiaka i klasowy bawidamek z klasy sportowej. On – produkt najwyższej jakości – twierdzi, że zakochał się od pierwszego wejrzenia. Ona, w końcu kupiła ten produkt – po dwóch latach znajomości i nękania w końcu się skusiła i … są ze sobą do teraz (to już 10 lat).

    Dokładniejsza charakterystyka postaci JEGO: na przerwach w szkole (gdy akurat nie nękał JEJ) zajadał bułki z parówkami, prawie wyleciał ze szkoły po pewnej (nie)udanej wycieczce do Warszawy – za karę musiał z kolegami odmalować kilka klas, łobuz i trochę taka „ciapa” – to przez wielkie ręce wszystko wypada mu z rąk – „wszystko oprócz NIEJ” – jak zwykł mawiać. Już od początku randki nie były banalne – a to lot balonem, a to skok ze spadochronem, a może wypad do Kenii? Czemu nie… Skoro randki nie były banalne, to już zaręczyny musiały być całkiem z pompą. Kilka tygodni przed JEJ urodzinami robił tajne narady z rodziną i przyjaciółmi, żeby zorganizować wspaniałe zaręczyny. W dniu Jej urodzin, zabrał Ją na piwo (chyba, żeby zmiękczyć trochę rozum), a później na wrocławski rynek, gdzie nakazał wrzucić pieniążek mimowi. Mim zrobił przedstawienie tylko dla Niej, poprosił aby usiadła na jego miejscu, po czym On uklęknął, a za nim wszyscy Ich znajomi z transparentami „WYJDŹ ZA MNIE” i koszulkami „POWIEDZ TAK”. Sensacja dla obcych i swoich – razem z 50 osób Ich otoczyło. Otworzyli szampana na rynku i wnet zjawiła się policja… Cóż, na szczęście obyło się bez mandatów. I tak oto historia tej miłości toczyła się dalej, był i ślub, wybudował się dom i córka została spłodzona. Jeszcze syn i drzewo by się przydało.

    Jaki będzie koniec tej historii? Tego nie wiem, ale wiem, że i Ona i On są razem bardzo szczęśliwi i zakochują się w sobie każdego dnia od nowa…

  • Alexandra Pawluk

    Pierwszej miłości doświadczyłam w gimnazjum, nie sama historia jest śmieszna ale „podchody” jakie robił do mnie mój ówczesny, przyszły chłopak. Wiadomo jak żałośnie zachowują się chłopaki w wieku 14 lat tylko po to żeby zainponować dziewczynie.Na jednej z dyskotek szkolnych zamówił numer dla mnie który polegał na zaśpiewaniu przez jego piosenki, pamiętam do dziś jak wszyscy się na mnie patrzyli.Kiedyś nawet przebrał się za dziewczynę, gdy robiłam nocowanie moich koleżanek a mama nie pozwalała mi zapraszać chłopaków.Już nie wspominając o ciagłym zaczepianiu mnie na lekcjach przez które w końcu oberwał i musiał napisać referat jako kara za niegrzeczne zachowanie.Miło wspominam tamte głupie lata swojego życia, choć minęło już trochę czasu z tym kolegą mam do dziś kontakt.

  • Kosurek

    Jest historii takich wiele, jak Pan Panią – ot! poderwał na intelekt.
    Lecz ta jedna sytuacja była nieco inna,
    Ją poderwał słowem Chłopak, a jego – Dziewczyna.

    Zakochali się już w listach, rebusami ją zaskoczył,
    jak się potem okazało, w dwóch kolorach ma też oczy.
    Kiedy w końcu się spotkali, czuli jakby się już długo znali.
    Chociaż nowe były usta, dłonie oraz nowy profil twarzy,
    jakby znany gest i uśmiech, i błysk co się w oku żarzy.

    On i Ona już z plecakiem, gdzie doświadczeń lat kamienie,
    łatwo było poczuć bliskość i okazać zrozumienie.
    Napisali własne story pełne niewy(ja)śnionych bajek,
    a że kulinarny gust podobny: pomidorów oraz jajek.

    Połączyły ich radości z rzeczy większych i malutkich,
    a gdy radość nieco mniejsza zajadają razem smutki.
    Takich chwil jest jednak mało, bo w zasadzie ciągle w biegu,
    jak nie w pracy czy podróży, to Ogarę gonią w śniegu.
    Albo w trawie. Różnie bywa, również tak, że piesek pływa.

    Robią razem głupot wiele, sami sobie przyjaciele.
    Od pikników, wypraw, imprez do pobudek późną nocą.
    Żyć bez siebie może mogą, ale przecież nie ma po co.

    Mają swoje tajemnice i stworzyli własne słówka,
    Ot niezwykła para: cośtamiczek i żbik–sówka.
    Raz na filmie usłyszeli i do dzisiaj brzmi Jej w uszku:
    “Przepraszam, co taka piękna kobieta robi sama w łóżku”?

  • Aleksandra

    Pamiętam te licealne dyskoteki. Pamiętam jak mi się podobał, jak o nim rozmyślałam, z każdym dniem coraz więcej. Taki typ chłopaka, co to trochę na uboczu się trzymał, ale z drugiej strony miał zawsze wokół siebie kolegów, czymś im imponował, przyciągał. Przez to myślenie o nim dzień i noc, jak przypuszczam lekko wyidealizowałam jego obraz 😉 W końcu dzięki koleżance nastąpił cud- chłopak zaprosił mnie na randkę, tyle, że zapowiedział, że trochę nietypową. Matko, ile ja się zastanawiałam co to będzie! Skok na bungee, spacer brzegiem jeziora, maraton filmowy? W końcu ten dzień nastąpił, a my poszliśmy do … domu kultury, gdzie trwały rozgrywki jakichś gier, mnóstwo pomalowanych figurek, kilka grupek osób przy stołach z zielonego płótna i artylerią w zielonych barwach. Przy naszym stoliku była jeszcze jego koleżanka i dwóch kolegów. Na początku pomyślałam „cóż, myślałam, że będziemy sami, porozmawiamy, ale trudno, może okaże się to pasjonujące”. Jednak po 4 godzinach wysłuchiwania ciągłych komend wśród zawodników („atakuj, spalmy bazę, do boju” itd.) byłam już tak serdecznie znudzona, że klapki spadły mi z oczu, a wyidealizowany obraz ukochanego chłopaka zyskał bardziej realny wymiar 😉

  • Harmony

    Sytuacja sprzed dawien dawna, gdy miałam przed sobą dorosłość. Jechałam porannym autobusem do szkoły, a jedyne wolne miejsce było obok jakiegoś chłopaka. Pamiętam jak bardzo denerwowałam się wyjazdem, gdyż sesja była za rogiem i dosłownie świrowałam. Próbowałam skupić się na notatkach, ale uchem słuchałam tego, co odtwarzał chłopak na mp3 albo ipodzie. W pewnym momencie, w przypływie nagłej odwagi, szturchnęłam go i zapytałam co to za piosenka której słucha, gdyż wpadła mi w ucho. Pokazał mi tytuł i nazwę zespołu (Alice in Chains) i do końca podróży specjalnie dla mnie odtwarzał utwory owego zespołu. Gdy dojechałam do szkoły było mi żal wysiadać, ale jedyne co mogłam zrobić z galaretowatymi nogami to uśmiechnąć się, podziękować i zniknąć. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy, a ja do tej pory wspominam to z rozmarzonym uśmiechem 🙂

  • EwLub

    Pamiętam jakby to było wczoraj, choć działo się to wiele lat temu. Miałam chyba 13 lat i jechałam z rodzicami pociągiem odwiedzić siostrę, która spędzała zieloną szkołę nad naszym polskim morzem. Ponieważ mieszkaliśmy na południu kraju, droga przed nami była długa. I nagle do przedziału wszedł ON- Norbert, a ja poczułam pierwszy raz w życiu to wyjątkowe drganie serca. 🙂 Norbert również ze swoimi rodzicami (których znali moi jak się później okazało i jak to często bywa w małych miejscowościach) jechał w to samo miejsce w tym samym celu co oznaczało kilka godzin spędzonych razem, w malutkim przedziale. Oczywiście tego dnia, jak i przez wile następnych późniejszych dni nie zamieniłam ani słowa z moim ukochanym, gdyż wstydziłam się przeokropnie, ale wzdychałam do niego jeszcze długo po tej podróży. A okazji miałam wiele, ponieważ okazało się, że chodzimy do tej samej podstawówki (jakim cudem wcześniej go w szkole nie widziałam?), dzieli nas jedynie tylko kilka klas. I tak teraz sobie myślę, że moja miłość wygasła, gdy Norbert opuścił mury szkoły podstawowej i rozpoczął dalszą edukację.

  • EwaLub

    Pamiętam jakby to było wczoraj, choć działo się to wiele lat temu. Miałam chyba 13 lat i jechałam z rodzicami pociągiem odwiedzić siostrę, która spędzała zieloną szkołę nad naszym polskim morzem. Ponieważ mieszkaliśmy na południu kraju, droga przed nami była długa. I nagle do przedziału wszedł ON- Norbert, a ja poczułam pierwszy raz w życiu to wyjątkowe drganie serca. 🙂 Norbert również ze swoimi rodzicami (których znali moi jak się później okazało i jak to często bywa w małych miejscowościach) jechał w to samo miejsce w tym samym celu co oznaczało kilka godzin spędzonych razem, w malutkim przedziale. Oczywiście tego dnia, jak i przez wile następnych późniejszych dni nie zamieniłam ani słowa z moim ukochanym, gdyż wstydziłam się przeokropnie, ale wzdychałam do niego jeszcze długo po tej podróży. A okazji miałam wiele, ponieważ okazało się, że chodzimy do tej samej podstawówki (jakim cudem wcześniej go w szkole nie widziałam?), dzieli nas jedynie tylko kilka klas. I tak teraz sobie myślę, że moja miłość wygasła, gdy Norbert opuścił mury szkoły podstawowej i rozpoczął dalszą edukację.

  • Patrycja_k

    Na portalu napisałeś,
    kilka godzin i mnie miałeś.
    Spacer mi zafundowałeś,
    ale spodni nie wyprałeś 🙂
    Miło nam się rozmawiało,
    kilka godzin to potrwało.
    Na odchodne usłyszałam,
    tylko „cześć” i się zmazałam 😉
    Ale później napisałeś,
    obiad mi ugotowałeś.
    I tak mija dzień za dniem,
    ciągle słychać: KOCHAM CIĘ 🙂

  • Marta

    Ja ze swoim mężem zostałam wyswatana dosłownie. Jego kolega i moja koleżanka są para i to właśnie oni doszli do wniosku że będziemy idealnie do siebie pasować. Jednak my mieliśmy ku temu opory ale znajomi nie odpuscili. Gdy już się oboje zgodzilismy się spotkać że sobą mój mąż nie posiadał samochodu bo tydzień wcześniej miał wypadek więc nasi znajomi przywieźli mi go pod nos. Pierwsze spotkanie było wstydliwe i krempujace ale już wtedy sobie dogadywalismy co utwierdzilo naszych znajomych że będzie nam że sobą dobrze. I od tamtej pory jesteśmy nie rozlaczni. Jesteśmy i będziemy do końca życia wdzięczni naszym znajomym za to że nas że sobą poznali. Do tej pory się śmiejemy że miałam męża podanego na talerzu

  • Dominika

    Pół roku temu przyjechałam do miasta z małej miejscowości i zatrudniłam się jako młodsza księgowa. W zawodzie dopiero zaczynałam, więc pensję miałam małą i starczało mi jedynie na wynajem pokoju. Zamieszkałam więc z koleżanką. Mijały miesiące, a moja sytuacja się nie zmieniała. Ani podwyżki, ani awansu.
    Żeby poprawić sobie humor, zaczęłam grać. Nie chodziło o poważny hazard. Po prostu w każdy poniedziałek, wtorek i piątek wysyłałam do ulubionego radia SMS-a ze swoim imieniem w ramach organizowanej przez nich loterii. Zasady były proste. Oni późnym popołudniem oddzwaniali do jednej osoby i pozwalali jej losować spośród trzech nagród. Do wygrania była może niezbyt duża, choć dla mnie wciąż kosmicznie wysoka kwota pieniędzy, następnie auto, i w końcu bardzo poważna suma, czyli dwieście tysięcy. Słałam więc regularnie SMS-y, płaciłam za to jak za zboże, ale w trzy dni w tygodniu karmiłam się nadzieją na odmianę losu.
    Pewnego dnia w biurze miałam istny sajgon i znaczną część pracy musiałam wziąć do domu. To był akurat poniedziałek i mojego „SMS-a nadziei” wysłałam z samego rana, gdy wstałam po weekendzie zmęczona i bez chęci do życia. W biurze jednak tak mnie wzięli w obroty, że szybko zapomniałam o poniedziałkowym przygnębieniu i o SMS-ie. Ganiałam tu i tam z wywieszonym językiem, a potem jeszcze zabrałam do domu dwa ciężkie segregatory. Ledwo je niosłam, a ludzie w zatłoczonym autobusie patrzyli na mnie wilkiem, bo ciągle ktoś o nie zawadzał.
    W końcu dotarłam do domu, zjadłam zupę i zaczęłam liczyć. Nie muszę mówić, że w tym, co robię, ważne są staranność i precyzja. Dlatego muszę mieć ciszę i spokój, nikt nie może mnie rozpraszać. Idealnym tłem do pracy jest cichutko brzęczące radio, które wprawia mnie dobry w nastrój. Nastawiłam więc moją ulubioną rozgłośnię, przyciszyłam ją, jak się tylko dało, i wyłączyłam dźwięk komórki. Nikt ważny i tak nie miał do mnie telefonować, a czasem dzwonił ktoś obcy i rozpraszając mnie, niweczył kilkanaście minut mojej pracy.
    Czas płynął, a ja wpisywałam liczby w słupki, stukałam na kalkulatorze i przekładałam kolejne papiery. Tak się na tym skupiłam, że przez godzinę nawet nie podniosłam oczu znad stołu. Gdy chodzi o pracę, jestem mrówką. Nie zauważyłam więc od razu, że telefon mruga światełkiem sygnalizującym połączenie. Gdy na niego spojrzałam, zaświecił ostatni raz i zgasł. Spuściłam wzrok z powrotem na papiery, bo nie miałam zamiaru nawet oddzwaniać, gdy nagle przypomniałam sobie, że to poniedziałek, a ja zagrałam w loterii SMS-owej. Serce mi zadrżało. Może przeoczyłam telefon z radia?!
    Chwyciłam komórkę i weszłam w połączenie nieodebrane. Widniała tam informacja: „Numer prywatny”, czyli zastrzeżony. Wtedy poderwałam się zza stołu i podkręciłam głośność w radiu.
    – No cóż, dzwonimy do następnej osoby – akurat mówił spiker. – To jakiś czarny poniedziałek. Nie odebrały już dwie dziewczyny. Najpierw Kasia, a teraz Dominika. No cóż, mamy tylko nadzieję, że nigdy się nie dowiedzą, co je ominęło. Mogłyby przecież dostać zawału…
    Z wrażenia oblał mnie pot. Dominika… To ja jestem Dominika!
    Opadłam na krzesło, ciężko dysząc. Tymczasem w radiu konkurs trwał w najlepsze. Facet, do którego się dodzwonili, wygrał 200 tysięcy złotych i z radości krzyczał w słuchawkę. A ja czułam, że robi mi się coraz bardziej słabo, a świat wokół mnie zaczyna wirować. Miałam wrażenie, że podłoga znalazła się na suficie, a sufit w miejscu podłogi. W końcu spadłam z krzesła i zemdlałam.
    Ocuciła mnie koleżanka, która akurat wróciła do domu. Nie mogłam więc leżeć długo na podłodze, bo kiedy doszłam do siebie, to w radiu wciąż jeszcze gadali o facecie, który wygrał te 200 tysięcy. Gdy ponownie o tym usłyszałam, znowu zrobiło mi się słabo, więc Ania znów mnie cuciła, podawała wodę i mówiła, że karetka już jest w drodze.
    I faktycznie przyjechała. Ratownicy raz-dwa przywrócili mnie do życia, zbadali – i okazało się, że nic poważnego mi nie dolega. Wypytali, oczywiście, o przyczynę zemdlałam. Wszystko musiałam im opowiedzieć. Gdy skończyłam, jeden z nich zaczął się głośno śmiać. Bardzo przystojny.
    – A pana co tak bawi? – spytałam słabym głosem.
    – Nic, przepraszam – zawstydził się.
    – Proszę powiedzieć – warknęłam, coraz bardziej zła. – Też się pośmieję. Podobno śmiech jest dobry na serce.
    – Ale na nerwy już nie za bardzo…
    – Ja się nie denerwuję. U mnie tak wygląda ciekawość. No więc słucham, co pana tak bawi?
    – Pół roku temu mieliśmy zasłabnięcie faceta, co zgubił kupon z piątką w totka…
    Przez chwilę myślałam, że sobie kpi, i patrzyłam na niego wzrokiem, który zabijał. Lecz nagle dotarł do mnie komizm sytuacji – i też parsknęłam śmiechem. Po chwili śmiało się już całe zebrane u nas towarzystwo. Kiedy skończyliśmy się śmiać, ratownicy polecili mi, żebym niedługo poszła jednak do kardiologa, bo na wszelki wypadek trzeba sprawdzić moje serce, a potem pojechali. A ja zostałam z Anią i z moimi żalami.
    – A mogłam być bogata – westchnęłam i przytuliłam się do niej.
    Żal minął mi w piątek. Wtedy właśnie znów zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam nieznany mi numer. A gdy odebrałam, jeszcze raz przeszedł mnie dreszcz. Bo dzwonił do mnie ten przystojny ratownik, żeby zaprosić mnie na kolację. Poszłam – i dziś on jest moim narzeczonym.
    Przystojniak ma na imię Karol. To wyjątkowo przedsiębiorczy chłopak. Wtedy telefon do Ani zdobył od dyspozytora w pogotowiu, a od niej wyciągnął numer do mnie.

  • Pati

    Historia mojej pierwszej miłości sięga czasów przedszkolnych, kiedy to zakochałam się w największym przystojniaku z grupy – Sylwestrze! On zupełnie nie zwracał na mnie uwagi, co bardzo mnie złościło. Do tego stopnia, że któregoś dnia postanowiłam powiedzieć mu otwarcie, co do niego czuję. Po moim szczerym monologu tak bardzo speszyłam 6-letniego chłopca, że ukochany unikał mnie już nie tylko do końca przedszkola, ale również i przez 6 klas podstawówki, gdzie chodziliśmy do równoległej klasy… Od tego momentu nie wyznaję już pierwsza miłości!

  • Kindka

    Moja, a właściwie nasza historia może nosić tytuł: „True Rock Love Story”.
    A prezentuje się ona następująco: 2012 rok chyli się ku końcowi, Kinga, niespełniona studentka postanawia założyć własny zespół, w którym będzie wyżywać się wokalnie. Daje ogłoszenie na wiele portali, o poszukiwaniu muzyków, przebiera w ofertach i odzywa się do wybranych kandydatów w celu zorganizowania próby. Sprawa nie jest prosta, bo po próbie niektórzy znów odpadają. I tak na jednej z prób poznaje Szymona – przykładnego i zdolnego gitarzystę. Po trzech miesiącach prób, czas na pierwszy koncert. Zespół organizuje wieczorek integracyjny w celu omówienia szczegółów dotyczących koncertu, bliższego poznania się i spożycia piwka, dwóch, w porywach do siedmiu. Kinga posiada w tym dniu wysokie, wiązane glany po kolana i gdy kończy się piwo, a zespół planuje wyprawę do sklepu, mówi, że nie chce jej się wiązać tych butów i prosi kogoś by z nią został. Zgłasza się Szymon. Kinga spędza z nim miłe chwile, słuchając miłosnych ballad rockowych puszczanych przez Szymona. Kinga, znalazłszy jabłko, zaczyna je obierać. Szymon prosi, by dała kawałek. Kinga odpowiada: „za buziaka”. Tak zaczynają się całować. I tutaj True Rock Love Story się rozpoczyna i trwa do dzisiejszego dnia już sześć lat. 🙂

    Największą miłość życia poznałam
    kiedy w zespole rockowym śpiewałam,
    a on nie tylko grał bardzo spoko,
    ale od razu wpadł w moje oko!
    Już sześć lat razem – True Rock Love Story,
    wciąż mam do niego sentyment spory! 🙂

  • Ewela3333

    Miałam dosyć nietypowe spotkanie. Kolega umówił mnie na randkę w ciemno z kolegą z pracy. Nie chcialam isc poniewaz nie lubilam takich spotkan. Po czym okazało się że owa niespodzianka to chłopak którego poznałam na dyskotece kilka miesięcy wcześniej. Byłam kompletnie pijana wtedy i niestety narobiłam sobie obciachu!!!!
    Moja randka w ciemno okazała się miłością na cale Zycie. Jesteśmy razem 15 lat, 10 lat po ślubie, mamy dwójkę cudownych dzieciaków.

  • Natalia Krupitowicz

    „Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat, przed nami siódme niebo!”
    Niestety tak to nie leciało, bo on ma 20, a ja 25…
    Historia niczym z bajki, on książę na białym rumaku pewnego dnia zaczepia ją na ulicy i prosi o numer telefonu.
    „Tak zaczęła się wakacyjna przygoda on był jeszcze młody i ona była młoda.”
    Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, dzieliły ich kilometry, ale pewnego razu on odwiedził ją w odległym o 250 km Poznaniu i powiedział „chcę tu zostać i zawsze z Tobą być”.
    Odkąd przeprowadził się do niej codziennie wita ją słowami: „dzień dobry, kocham Cię” i na dobranoc szepcze jej do ucha: „śpij, zamknij oczy śnij, a ja będę Twym aniołem.”
    A jednak każdy może znaleźć swoje siódme niebo, bez względu na wszystkie przeciwności losu!

  • Ania Domaradzka

    w minionym roku udało mi się….odnaleźć prawdziwą miłość!
    Nie ukrywam, że jak każda z dziewczyn marzyłam o księciu, no może nie koniecznie na białym koniu ale mega przystojnym, inteligentnym i dobrym.
    To ON sprawił, że ta historia stała się moją najcudowniejszą przygodą życia, którą będę wspominać jeszcze wiele, wiele lat.
    Mój chłopak z którym jesteśmy razem już 7 miesięcy, postanowił wyznać mi miłość w dość nietypowy sposób….
    Otóż pewnego, szkolnego dnia, jak się później okazało, jednego z naszych najpiękniejszych, znalazłam w swojej torbie połówkę czekolady. Zdziwienie było tym większe, że była to jedyna z tabliczek, za którą wprost przepadałam…Skąd i kto mógłby wiedzieć, co kocham najbardziej?:)
    O zdarzeniu myślałam jeszcze kilka dni, lecz gdy „właściciel” się nie zgłaszał, zapomniałam o wszystkim. Do momentu, gdy za kilka dni znów „Ktoś” podrzucił mi kolejną połówkę czekolady! Tym razem jednak załączona była do niej maleńka karteczka -„Odnalazłaś już drugą połówkę czekolady. Teraz Ty odnajdź mnie”. Moje serce mocniej zabiło a wtedy podszedł do mnie wysoki i szalenie przystojny chłopak….z mojej klasy!! Ten którego nigdy nie zauważałam, traktowałam jak zwykłego kumpla i po którego nawet bym o to nie podejrzewała….Trzymał w ręku pęk czerwonych róż i wręczył mi je nie bacząc na zebrany tłum koleżanek i kolegów z całej już szkoły….
    Nie mogę powiedzieć-byłam w siódmym niebie! Nikt nigdy wcześniej nie wyznał mi uczucia i to w taki sposób! Ale pochodzenia patentu na czekoladę, nie chciał zdradzić!:P
    Od tego też momentu jesteśmy nierozłączni! Ja zarzucam sobie, jak mogłam nie zauważyć tak fajnego chłopaka?!
    Wierzę, że nasze wspólne romantyczne przygody życia jeszcze przed nami!

  • Baltazar

    Moja niebieska torebka. Tak, to ona przywodzi mi na myśl najpiękniejsze wspomnienie.
    A właściwie bardziej jej zawartość. Co noszę w torebce? Oczywiście wiele rzeczy potrzebnych i mniej potrzebnych, ale nie będę się nad tym teraz rozwodzić. Jedno jest ważne: zawsze w mojej torebce mam coś miętowego, np. gumy, cukierki, pastylki lub nawet saszetkę miętowej herbaty.

    Po co? Bo lubię zapach mięty, bo lubię mieć świeży oddech, po prostu poprawia to mój nastrój.
    Jest jednak coś więcej… wiąże się z tym pewien bardzo ważny epizod w moim życiu. Kilka lat temu,
    jadąc pociągiem na Mazury, otoczona przez ludzi skupionych tylko na swoich smartfonach, sięgnęłam do torebki po miętową gumę. Siedziałam w zatłoczonym przedziale, zapatrzona w migające letnie obrazy za oknem pędzącego pociągu. W ustach czułam ukochaną świeżość, już myślałam o rześkich kąpielach w mazurskich jeziorach i cudnych zachodach słońca.
    W pewnej chwili z zamyślenia wyrwał mnie ledwo dolatujący w komunikacyjnym gwarze głos: „Poczułem od (do) ciebie miętę”. „ Normal, czy strong?” – odpaliłam, nie dosłyszawszy właściwie, myśląc, że chłopak siedzący obok w przedziale chce gumę. „Strong” – odparł z maślanym spojrzeniem. Wyszperałam w torebce ostatnią sztukę. Chłopak, nieco zdziwiony wziął, chociaż stwierdził, że raczej nie żuje gumy…
    Tak zaczęła się nasza wakacyjna znajomość, która przerodziła się w „ miłość o smaku mięty”
    – jak ją nazywamy, wspominając tę zabawną historię po latach. W mojej torebce nadal unosi się zapach mięty, bez miętowych cukierków nie ruszam się z domu, to taki trochę sentymentalny
    talizman i niech tak już pozostanie.

  • Pycia ;3

    Mieszkałam obok chłopaka młodszego o rok. Polubiliśmy się, ale jako kumple. Do mnie często przyjeżdżała przyjaciółka a do niego kuzyn w moim wieku. Lubiliśmy się tak spotykać w czwórkę. Razem z sąsiadem wpadliśmy na pewien pomysł. Mianowicie, chcieliśmy zeswatać ze sobą tamtą dwójkę. Organizowaliśmy jeszcze częściej takie spotkania, wyjazdy na łyżwy, pizze, zakupy. Myśleliśmy, że wszystko idzie po naszej myśli. Właśnie, myśleliśmy 😉 Po jakimś czasie naszych starań wyszło tak, że to my zostaliśmy parą. Tak nas pochłonął plan jak połączyć dwójkę bliskich nam ludzi ze sobą, że nie zauważyliśmy jak my bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Śmieliśmy się z tego i bardzo często wspominaliśmy jakie były zamiary. Niestety nasz plan nie się nie powiódł, ale za to powstał i wypalił Plan B. 🙂

  • AnnaKka

    Mieszkaliśmy od siebie zaledwie 4 kilometry, a jednak się nie znaliśmy. Mój mąż jest starszy ode mnie o 10 lat. Kiedy on był nastolatkiem, ja chodziłam jeszcze do przedszkola. Kiedy on jeździł na zabawy, ja byłam w „podstawówce”. Gdy miał 28 lat (ja 18) wyjechał za granicę do pracy. Przede mną otworzył się wielki świat dorosłości, wkroczyłam w wiek, kiedy to mogłam wychodzić na dyskoteki. Pewnego dnia zadzwonił mój kuzyn z propozycją pracy dla mnie w Hiszpanii. Początkowo byłam do tego pomysłu sceptycznie nastawiona. Ja sama w tak wielkim świecie, bez znajomości języka hiszpańskiego! Zdecydowałam się na ten odważny krok i wyjechałam. W ciągu kilku tygodni poznałam jeszcze kilkoro Polaków pracujących w pobliskich restauracjach, wśród nich był mój mąż. Od początku jednak wszyscy byliśmy tylko znajomymi z Polski, żadna bliska relacja się nie wywiązała. Wszyscy podczas wolnych dni jeździliśmy na obiady, na zakupy, razem spędzaliśmy wolny czas. Dopiero po dwuletnim moim pobycie w Hiszpanii, zaczęło iskrzyć. Zbyszek zapraszał mnie do kina, zaczęliśmy tylko we dwoje jeździć na obiady itp. Ale po dwóch tygodniach naszego „związku”, ja przyjechałam na wakacje do Polski na miesiąc. Pamiętam do tej pory nasze godzinne rozmowy przez telefon każdego dnia. Zrozumiałam wtedy, że naprawdę mu na mnie zależy. Po miesięcznym powrocie z wakacji do Hiszpanii zmieniłam miejsce pracy na inne, oddalone o 70 km od miejsca, w którym pracował Zbyszek. Nie poddaliśmy się jednak i każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Postanowiliśmy także dwutygodniowe wakacje spędzić razem. Wybraliśmy się w podróż do Polski i tu też nie rozstawaliśmy się na dłużej. Gdy wróciliśmy do Hiszpanii, do tego codziennego rytmu, nie było nam łatwo. Zaczęliśmy myśleć o powrocie do Polski na stałe. We wrześniu wróciliśmy do kraju, potem zaplanowaliśmy nasz ślub i wesele, a rok później urodziła nam się wspaniała córka. Teraz będziemy obchodzić piątą rocznicę ślubu.

  • Roman S.

    Pierwsza miłość; I jedyna. I trwa! Niezmiennie od 30 lat.
    Mamy zasadę, by wszystkie kłopoty „zajechać” uśmiechem.
    To działa; naprawdę- spróbujcie kiedyś do kogoś kto Wam ubliża uśmiechnąć się serdecznie; zgłupieje; i my tak robimy z przewrotnym losem.
    W naszym życiu było i jest wiele bardzo,bardzo trudnych sytuacji; i to takich prawie bez wyjścia. Byliśmy w wielkich tarapatach życiowych, finansowych, zdrowotnych; przeszliśmy biedę z nędzą i otarliśmy się trzykrotnie o śmierć. Utrapień, problemów nam los nie szczędził.
    Największą zakałą byli moi rodzice. Te klasyczne dowcipy o wrednej teściowej to pikuś w porównaniu z tym co moi starzy zgotowali mi,mojej żonie, mojej rodzinie. Moja matka zawsze była przeciwna naszemu małżeństwu:”was to tylko seks łączy”; ha! żeby wiedziała jaki udany i wyjątkowy! Stawała na uszach, a im bardziej ją zżerała nienawiść albo teraz myślę zazdrość tym lepiej nam się układało.
    Ale ja mam teściową na medal! Mogę z nią konie kraść.
    Żonę mam wspaniałą!
    Mimo trudnego życia jest taka dzielna!
    Wychowała nam wspaniałego, mądrego syna. Mamy wyrzuty, że materialnie nie zapewniliśmy mu takiego dzieciństwa jak inne dzieci miały,ale staraliśmy się mu dać jak najwięcej miłości,ciepła, zrozumienia. Jesteśmy bardzo ze sobą związani- takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego!
    W najgorszym okresie,gdy żona ciągle była hospitalizowana syn miał 2 lata po kolei średnią 6,0 !
    Teraz to już młody mężczyzna. Duma nasza i skarb. 2 kierunki studiów ścisłych i tytuły, osiągnięcia!
    Tłumaczę żonie, że może Jej choroba była po to, by wychować takiego mądrego człowieka. Nigdy w życiu nie miał z niczego korepetycji. Żona starała się i dbała o jego edukację.Jestem Jej za to wdzięczny. Nawet biedę można oszukać. Wiecie jakie piękne kopytka robi moja żona?! W kształcie choinek, misiów, króliczków- wycinane foremkami.
    Jest bardzo, nieuleczalnie chora i ciągle dochodzą jej kolejne choroby w wyniku choroby podstawowej. 3 razy myślałem, że Ją stracę.
    Odradzali Jej ciążę. Ginekolog ostrzegł mnie, że może będę musiał wybierać między Nią a dzieckiem. Udało się! Z milionem problemów, ale udało się. Wtedy pierwszy raz w życiu upiekłem ciasto i zaniosłem Jej do szpitala 🙂
    A szpital to powszedniość… Na oddziale mówią na nas papużki-nierozłączki. Chemie, operacje, pielęgnowanie żony jak dziecka… Co to dla prawdziwej miłości!
    2 razy stawały Jej nerki; ciśnienie nie do zbicia; wypróbowali na Niej wszystko i w końcu powiedzieli, że nie ma Jej czym leczyć. Doszła śpiączka cukrzycowa. Przytyła bardzo- 160 kg, ale mówiliśmy, że taka żona to skarb, bo zimą ogrzeje a latem duży ceń daje. Z synem wygłupialiśmy się, gładziliśmy ją po brzuchu „uuuu, buddo przynieś nam szczęście”, mówiłem jej, ze wygląda młodziej, bo wcale zmarszczek nie ma- wszystko byle problem wydał się nieistotny.
    Ludzie tak szkalują czasem lekarzy a gdy z Moją Żoną było tragicznie doktor zamówiła za Nią mszę w szpitalnej kaplicy. Poszedłem do spowiedzi i nie dostałem rozgrzeszenia. Nawet ksiądz przeciwko nam!
    Nie dał, bo nie byłem u spowiedzi od 6 miesięcy w tym na Boże Narodzenie („jak ty usiadłeś do wieczerzy wigilijnej!”). Zapytał dlaczego teraz przyszedłem, powiedziałem,że żona jest w krytycznym stanie a on „tak, dopiero jak ci źle to pamiętasz o bogu!” i wygonił mnie bez rozgrzeszenia…. Straszne to było. Ale przezwyciężyliśmy i to. Pomyślałem jak Grzesiuk:”to pies księdza…”. Najważniejsze, ze byłem przy niej.
    Troszczę się o Nią jak potrafię; pewnie niezgrabnie, ale najlepiej jak potrafię. Pielęgnuję Ją i naszą miłość. Żona to moje życie. Dużo Jej zawdzięczam.
    Prócz tylu somatycznych a właściwie w ich wyniku dała nam się we znaki też Jej depresja. Wierzcie mi, że to straszna choroba. Dajemy radę!
    Ciężko koszmarnie było; bardzo źle bywa, ale nie ma takiej siły,by nas rozdzieliła. Tak jak przyrzekaliśmy-razem zawsze, do końca. A sprzeczamy się bardzo często; po prostu żyjemy.
    To właśnie paradoksalnie te wszystkie nieszczęścia, kłopoty umacniają naszą miłość, bo wystawiona na próby trwa i chociaż to niemożliwe, że może być większa rośnie,wzmacnia się.
    To jak żołnierze w boju; staramy się być dzielni, odważni, nie straszne nam nic. Żaden kryzys nam nie straszny! Pokonamy wszystko i wszystkich byle być razem. Jak najdłużej!

  • Roman S.

    Pierwsza, jedyna i na zawsze-nasza miłość! I trwa! Niezmiennie od 30 lat.
    Mamy zasadę, by wszystkie kłopoty „zajechać” uśmiechem.
    To działa; naprawdę- spróbujcie kiedyś do kogoś kto Wam ubliża uśmiechnąć się serdecznie; zgłupieje; i my tak robimy z przewrotnym losem.
    W naszym życiu było i jest wiele bardzo,bardzo trudnych sytuacji; i to takich prawie bez wyjścia. Byliśmy w wielkich tarapatach życiowych, finansowych, zdrowotnych; przeszliśmy biedę z nędzą i otarliśmy się trzykrotnie o śmierć. Utrapień, problemów nam los nie szczędził.
    Największą zakałą byli moi rodzice. Te klasyczne dowcipy o wrednej teściowej to pikuś w porównaniu z tym co moi starzy zgotowali mi,mojej żonie, mojej rodzinie.
    Ale ja mam teściową na medal! Mogę z nią konie kraść.
    Żonę mam wspaniałą!
    Mimo trudnego życia jest taka dzielna!
    Wychowała nam wspaniałego, mądrego syna. Mamy wyrzuty, że materialnie nie zapewniliśmy mu takiego dzieciństwa jak inne dzieci miały,ale staraliśmy się mu dać jak najwięcej miłości,ciepła, zrozumienia. Jesteśmy bardzo ze sobą związani- takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego!
    W najgorszym okresie,gdy żona ciągle była hospitalizowana syn miał 2 lata po kolei średnią 6,0 !
    Teraz to już młody mężczyzna. Duma nasza i skarb. 2 kierunki studiów ścisłych i tytuły, osiągnięcia!
    Tłumaczę żonie, że może Jej choroba była po to, by wychować takiego mądrego człowieka. Nigdy w życiu nie miał z niczego korepetycji. Żona starała się i dbała o jego edukację.Jestem Jej za to wdzięczny. Nawet biedę można oszukać. Wiecie jakie piękne kopytka robi moja żona?! W kształcie choinek, misiów, króliczków- wycinane foremkami.
    Jest bardzo, nieuleczalnie chora i ciągle dochodzą jej kolejne choroby w wyniku choroby podstawowej. 3 razy myślałem, że Ją stracę.
    Odradzali Jej ciążę. Ginekolog ostrzegł mnie, że może będę musiał wybierać między Nią a dzieckiem. Udało się! Z milionem problemów, ale udało się. Wtedy pierwszy raz w życiu upiekłem ciasto i zaniosłem Jej do szpitala 🙂
    A szpital to powszedniość… Na oddziale mówią na nas papużki-nierozłączki. Chemie, operacje, pielęgnowanie żony jak dziecka… Co to dla prawdziwej miłości!
    2 razy stawały Jej nerki; ciśnienie nie do zbicia; wypróbowali na Niej wszystko i w końcu powiedzieli, że nie ma Jej czym leczyć. Doszła śpiączka cukrzycowa. Przytyła bardzo- 160 kg, ale mówiliśmy, że taka żona to skarb, bo zimą ogrzeje a latem duży ceń daje. Z synem wygłupialiśmy się, gładziliśmy ją po brzuchu „uuuu, buddo przynieś nam szczęście”, mówiłem jej, ze wygląda młodziej, bo wcale zmarszczek nie ma- wszystko byle problem wydał się nieistotny.
    Ludzie tak szkalują czasem lekarzy a gdy z Moją Żoną było tragicznie doktor zamówiła za Nią mszę w szpitalnej kaplicy. Poszedłem do spowiedzi i nie dostałem rozgrzeszenia. Nawet ksiądz przeciwko nam!
    Nie dał, bo nie byłem u spowiedzi od 6 miesięcy w tym na Boże Narodzenie („jak ty usiadłeś do wieczerzy wigilijnej!”). Zapytał dlaczego teraz przyszedłem, powiedziałem,że żona jest w krytycznym stanie a on „tak, dopiero jak ci źle to pamiętasz o bogu!” i wygonił mnie bez rozgrzeszenia…. Straszne to było. Ale przezwyciężyliśmy i to. Pomyślałem jak Grzesiuk:”to pies księdza…”. Najważniejsze, ze byłem przy niej.
    Troszczę się o Nią jak potrafię; pewnie niezgrabnie, ale najlepiej jak potrafię. Pielęgnuję Ją i naszą miłość. Żona to moje życie. Dużo Jej zawdzięczam.
    Prócz tylu somatycznych a właściwie w ich wyniku dała nam się we znaki też Jej depresja. Wierzcie mi, że to straszna choroba. Dajemy radę!
    Ciężko koszmarnie było; bardzo źle bywa, ale nie ma takiej siły,by nas rozdzieliła. Tak jak przyrzekaliśmy-razem zawsze, do końca. A sprzeczamy się bardzo często; po prostu żyjemy.
    To właśnie paradoksalnie te wszystkie nieszczęścia, kłopoty umacniają naszą miłość, bo wystawiona na próby trwa i chociaż to niemożliwe, że może być większa rośnie,wzmacnia się.
    To jak żołnierze w boju; staramy się być dzielni, odważni, nie straszne nam nic. Żaden kryzys nam nie straszny! Pokonamy wszystko i wszystkich byle być razem. Jak najdłużej!

  • Iwona Skorek

    Wszystko zaczęło się od tego, że chciałam uwieść go spojrzeniem i oczarować pięknymi rzęsami, kiedy nie zwracał na mnie uwagi. Ale ja nie odpuszczałam i ciągle machałam swoimi rzęsami tak zalotnie, aż zwrócił na mnie uwagę. Poznaliśmy się w dniu otwarcia roku akademickiego, niby nic, ale okazało się, że jest w mojej grupie, super, pomyślałam. I tak ze spotkania na spotkanie, robiłam maślane oczy i to spojrzenie. Zaczęły się spotkania, szczególnie przed zaliczeniem semestru, wspólna nauka i preteksty do częstszych spotkań. I tak minął nam okres studiów. Po studiach dalej uwodziłam go spojrzeniem, aż w końcu skapitulował i wpadł w sieć mojej miłości. Do dziś jesteśmy razem, małżeństwem, a ja nadal robię te maślane oczy do niego i uwodzę moim spojrzeniem, aby to, co zaczęło się na początku trwało do końca naszych dni.

  • Mirosława Wawrzyniak

    Wioska. Mały domek skromny.
    W nim rodzice, siostra z bratem,
    i ja, szkrab najmłodszy w rodzie,
    trochę pomijany zatem…

    Brat – dorosły w moich oczach,
    bo ma osiem lat mniej więcej.
    A historia się wydarza
    w czasie tych letnich miesięcy,

    co zawrócić mogą w głowie
    samym ciepłem i zapachem
    kwiatów w ogrodzie, powietrza,
    słońca, co rozgrzewa blachę…

    Lato zatem. Brat kolegów
    ze szkoły zbiera codziennie,
    by na łące, polu, w lesie
    spędzać czas całkiem przyjemnie

    na zabawie w bardzo groźnych,
    niemal krwiożerczych piratów…
    Ja za nimi łażę ciągle.
    Nie daję się przegnać bratu.

    Powód ma na imię Jarek
    i lat 8 jak mój braciak.
    Wysoki jest, chudy, rudy
    i mówią na niego Makak,

    bo świetnie małpę udaje
    na pirackiej łajbie starej.
    A w dodatku jego tata
    ma w domu – ludzie! – gitarę…

    Nic dziwnego, że uczuciem
    zapałałam do Makaka.
    Ja, pięcioletnia lądowa
    szczurzyca nie byle jaka!

    Zostałam tam nawet majtkiem,
    byle bliżej być miłości,
    choć musiałam często ginąć
    (mnie poświęcić było prosciej

    dla rekinów albo w wielkich
    bitwach morskich na przynętę…).
    Ale co tam. Ja ginęłam.
    Wszak uczucie było święte!

    Czasem Jarek nawet chwalił,
    że malowniczo się wiłam,
    tonąc w męczarniach na morzu…
    Ze szczęścia pijana byłam!

    Otrzeźwienie przyszło nagle,
    gdy Jarek spadł kiedyś z drzewa
    podczas ktorejś z naszych wypraw.
    Obraził się czy pogniewał,

    że nikt go nie poratował,
    a rozbił przecież kolano.
    Strzelił focha, łzy pociekły…
    Już nie byłam zakochaną,

    Bo co to za pirat, który
    płacze nad zbitym kolanem?
    Facet to ma być wszak twardziel!
    Rycerzowi taki lament

    Nie przystoi ani fochy…
    Zraziłam się, odkochałam,
    a w tej pirackiej ekipie
    w mig z majtka awansowałam!

    Kiedy zaś dziś spotkam Jarka
    na zakupach czy spacerze,
    w duchu się na jego widok
    zawsze czule śmieję. Szczerze. 😀

    A na zdjęciu ja w wieku mniej więcej pierwszo-miłościowym. 😉

    https://uploads.disquscdn.com/images/048949bc100e515b879004bb3fe1a416e94d24a5d41336ea40e8613a9741d6c5.jpg

    Akceptuję regulamin.

  • Kaisa85

    Mojego męża poznałam, kiedy był na randce z inną dziewczyną.Do tej pory twierdzi, że to było tylko wyjście na piwo z koleżanką. Od tamtego pierwszego spotkania spodobaliśmy się sobie i mój przyszły mąż juz nie wychodził z koleżankami na piwo, tylko mnie zabierał na randki.

  • Mariola Pawłowska

    Była zima gdy Cię poznałam
    Choć na Twój widok oniemiałam
    To jednak kosza Ci dałam
    Ty nie zrażając się mym chłodem
    Żeby Mi zaimponować
    Stawałeś na głowie
    I choć ciężko Ci było
    Walczyłeś jak lew o swą miłą
    Dawałeś kwiaty i wiersze
    I w końcu zdobyłeś Me serce
    Choć dzieliła Nas różnica wieku
    Miłość nie wybiera człowieku!
    I choć już dawno Nas nie ma
    To mam miłe wspomnienia!

  • Klaudyna Strzępka

    Z mężem mym pierwsze spotkanie to też pierwsze zakochanie…
    Innej nie ma odpowiedzi, bo gdy to piszę mąż obok siedzi 🙂

    Kilka lat temu poznaliśmy się… na przystanku. Zapytał czy mam rozmienić 5 złotych i… miałam lecz przy okazji serce Mu oddałam, a potem rękę i ślubną przysięgę.

    Nie pomyślałam, że to złodziejaszek
    i mógł mi portfel zwinąć czasem.
    Trochę w tym prawdy jednakże było,
    bo mu się serce z portfelem pomyliło.

    Na te Walentynki świętowaliśmy dwa miesiące Matyldy – Naszej pociechy – dzięki Niej dom Nasz wypełniły śmiechy, a także spełnione marzenia, wiem…, że to nie do uwierzenia.

    Spotykając się mieliśmy wrażenie, że znamy się od lat i chcemy stworzyć Nasz wspólny świat.

    Głupio się przyznać, bo w Nasze Walentynki 15 LUTEGO obsypał mnie buziakami, a przy okazji zdarł skórę z twarzy brodą… mój tata chciał go ukarać srogo.

    Tłumaczyłam się wszystkim, że się przewróciłam i ze wstydu czerwieniłam.

    Zakochani po uszy, pomimo trudności zawalczyliśmy o wygraną prawdziwej miłości.

    On odważny i dumny, ja z kolei nieśmiała lecz bez słowa…
    dla Niego wszystko zrobić gotowa!

    Jesteśmy podobni, bo zauroczeni sobą od pierwszej chwili, ambitni prywatnie i zawodowo, kochamy, gdy wokół jest kolorowo!

    Otwarcie mówimy o swoich uczuciach i często z małych rzeczy się cieszymy. Hałaśliwi jesteśmy, bo ciągle coś mówimy. Alkoholu nie pijamy lecz czekoladę chętnie zajadamy.

    Uwielbiamy góry, ponieważ chcemy być blisko natury.
    O poranku zaparzamy kawę,
    cenimy popołudniowe drzemki, skoczne śpiewamy córci piosenki 🙂

    Zaskakujemy się każdego dnia i tak nasza miłość trwa.

    Gdy prosił o rękę… powiedział krótko „Jestem w Tobie zakochany po uszy”, serce me z kamienia tak zwyczajnie skruszył 🙂

    Kamil i Klaudyna – on mi miły, ja mu miła.

    Złapał mnie w sidła jak pająk muchy, nawet nie wykazał skruchy.

    Jak Bolek i Lolek, jak Reksio i szynka
    jak szczęściarz i czterolistna koniczynka.

    Jak bułka i masło, jak skarpety do pary – pasujemy do siebie, czyż to nie są czary?

    Jak kropla i morze, jak biegun i polarne zorze, jak struny i gitary – my dwoje się uzupełniamy!

  • Historia ze szkolnych lat, chodziliśmy razem do klasy, mieszkaliśmy na tej samej ulicy. Mieliśmy może w okolicach do 10lat. Na lekcjach religii był taki zwyczaj, że modliliśmy się w konkretnej intencji i na każde zajęcia przypadała kolej na ucznia, by tę intencję wybrał. Tym razem padło na mojego lubego i gdy trzymał już zapaloną świecę, rzekł na forum klasy „A ja proszę, żeby Grażyna została w przyszłości moją żoną”…

  • Ola Olczyk

    Moje pierwsze kolonie, miałam jakieś 10 lat. Miał rude włosy, piegi i odstające usz, nie chciał ze mną chodzić za rękę po plaży, wiec się obraziłam 😀 Gdy rozmawialiśmy wysłał mi sms w ogóle nie patrząc mi w oczy i bardzo mi tym zaimponował. W wiadomości wynał mi miłość, a ja dałam mu buziaka w policzek. Nasza miłość zakończyła się oczywiście po zakończeniu koloni 😀

  • Iza Klejdysz

    Moja pierwsza miłość była w przedszkolu, miała na imię Janusz i miała burzę włosów i piękne loki. Bardzo mi się podobał ale jemu podobała się Kasia bo dzieliła się z nim wszystkimi zabawkami, dawała mu wszystkie deserki jakie chciał i zjadła za niego obiad. Próbowałam się z nim pobawić, porozmawiać ale się denerwował i odchodził do Kasi. Któregoś razu ja się zdenerwowałam powiedziałam jak nie to nie i poszłam się bawić do koleżanki ale na odchodnym Kasia oberwała ode mnie plastikową łopatką a Januszka walnęłam czymś ,nie pamiętam co to było. Wiem tylko że stracił 2 zęby mleczaki i wtedy ja tak się zaczęłam śmiać bo Januszek już mi się tak nie podobał. Pamiętam tylko że powiedział że za babami nie nadążysz, ale że to facet to nawet nie płakał

  • Izabella S.

    Miałam wtedy niecałe 17lat 🙂 Umowilam się z chłopakiem raz. Lecz on nie przyszedł na spotkanie sam, czyzby sie mnie bał 😀 ? Dla towarzystwa zabrał kolegę swojego… I tak się stało że to z jego kolegą się ku sobie mialam :p I w ten sposób z moja pierwsza miłością 9lat miłych i złych chwil zmarnowałam :p

  • Jedna z moich pierwszych randek miała miejsce kilka dni po Komunii Świętej. Było to w czasach, kiedy dzieciak obowiązkowo wtedy dostawał rower i trzeba go było przetestować, więc kolega, który od jakiegoś czas zaczepiał mnie w szkole, pewnego słonecznego popołudnia zaprosił mnie na „randkę” na boisko szkolne. Oczywiście, obydwoje przyszliśmy z tatusiami, którzy stali sobie z boku i plotkowali, a ja wraz z moim pierwszym oficjalnym chłopakiem jeździliśmy grzecznie po obwodzie boiska, co jakiś czas ścigając się i próbując wyprzedzić. Było to dobre dwadzieścia kilka lat temu, a nadal gdy sobie o tym przypomnę, mam banana na twarzy, bo to takie zabawne i słodkie wspomnienie zarazem 😀

  • Claire Sassy

    Moja pierwsza miłość jest małym ewenementem wśród towarzystwa w jakim się obracam, ponieważ spotkała mnie już w wieku 14 lat. Jestem cały czas w tym samym związku, a w grudniu minęło całe pięć lat. Tak-byliśmy dzieciakami, tak-wiele razy ‚kończyliśmy’ ten związek i tak-nadal chcemy się czasem nawzajem pozabijać. Prawda jest jednak taka, że prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy chce się zabić swojego partnera, ale cały czas odkłada się to na jutro 😉

  • Marta Korandy

    Pierwsza miłość przychodzi z nienacka, gdy się najmniej tego spodziewamy. Zgubiłam się w wielkim mieście ale nie sama lecz z nim… Przyjaciel…haha. Ach ta pierwsza miłość 🙂

  • Maria Gwiazda

    Moja pierwsza miłość w kościele się pojawiła,
    Gdy z niego wychodząc Ciebie zobaczyłam.
    Już do domu z Tobą szłam rozmawiając z entuzjazmem,
    Tak szczerze o szkole i życiu własnym.

    Miłość jak ogień nas ogarnęła

    Dając tak wiele a jednak za mało.
    Bo byliśmy za młodzi aby przetrwa,
    Więc po roku już nie byliśmy parą.

  • Katarzyna Kiszła

    może nie pierwsza ale ostatnia 🙂 z moim lubym uczyliśmy się razem w szkole średniej, w jednej klasie 🙂 gdy zobaczyłam go pierwszy raz, nawet nie myślałam o tym ze kiedykolwiek z nim będę, od razu co mi się nasunęło do głowy to ze wieśniak trochę z niego. Ale że dojeżdżaliśmy razem autobusem to czasami coś tam do siebie gadaliśmy. Wszystko zaczęło się pomiędzy drugą a trzecią klasą gdy on zdał prawko i czasami spotykaliśmy się paczką. Wtedy zaczęła się przyjaźń, mieliśmy swoją grupkę czteroosobową i wszędzie chodziliśmy razem 😉 w czwartej klasie gdy próbowałam go spiknąć ze swoją koleżanką już coś mi nie pasowało ale po wspólnej zabawie sylwestrowej wiedziałam ze już coś jest na rzeczy i tak do końca roku robiliśmy ku sobie podchody i z dniem zakończenia szkoły do dziś jesteśmy razem 😀 i pomyśleć że, z tym wieśniakiem nadal jestem i planujemy wesele 😀 jednak nie warto wierzyć pozorom wyglądu, bo środek jest znacznie ciekawszy 😀

  • Aga

    Pyszne ciasto w kawiarence,
    piękny bukiet miałeś w ręce.
    W oczy Twoje raz spojrzałam,
    i się chyba zakochałam!
    Wtem nadeszła gorsza chwila,
    bo kelnerka sok upuściła.
    Piękną suknię mi zalała
    i choć długo przepraszała,
    to randkę pędem zakończyłam,
    do domu prędko się zmyłam.
    Ty mnie jednak zatrzymałeś,
    pierwszego całusa szybko dałeś.
    Tak zaczęła się historia naszej miłości,
    a felerny sok do dziś u nas gości. <3

  • Maciej Mazur

    Zwróciłem na nią uwagę zupełnie przypadkiem
    a później długo zerkałem na nią ukradkiem
    od razu wiedziałem że to ta wymarzona
    jeszcze tylko ją do siebie musiałem przekonać!
    I choć niewiele o niej wiedziałem
    to coraz bardziej poznać ją chciałem!
    z natury bywam jednak nieśmiały
    przyznaję brakuje mi w siebie wiary
    to jednak wtedy postanowiłem zaryzykować
    i z jak najlepszej strony się jej zaprezentować
    nie idealnie lecz śmiesznie było
    najważniejsze jednak że dobrze sie skończyło,
    albowiem chcąc zaimponować mojej wybrance
    wybrałem sie do dyskoteki na … tańce
    Odważyłem się ją zaprosić i chcąc jej zaimponować
    z dobrej strony sie zaprezentować
    dwa razy się dookoła obróciłem
    i tak nieszczęśliwie się wywróciłem
    że nogę w dwóch miejscach złamałem
    zamiast przy barze – na SOR-ze wylądowałem!
    Na szczęście moja wybranka mnie nie opuściła
    mnie samiutkiego nie zostawiła
    i choć okoliczności naszego poznania w szpitalu się skończyły
    to jednak najszczęśliwszym facetem mnie uczyniły 🙂
    Nie tylko poznałem moją Anię
    ale wkrótce ona wyjdzie za mnie!

  • Agnieszka Mielczarek

    A wiec było to tak …
    W słoneczne piękne lato pojechałam z rodziną na plaże zabrałam oczywiście ze sobą cały zestaw z piaskownicy.Jak juz dotarliśmy na miejsce postanowiłam ze będę robić „babki” nieźle mi to szło,gdy chciał się pochwalić rodzicom jak pięknie wychodziły nagle mały chłopczyk szybko biegnąc zepsuł mi je wszystkie.Zaczęłam płakać to szybko przybiegli rodzice moim oraz tego chłopczyka sprawdzić co się dzieje.Andrzejek mnie przeprosił i przyniósł mi dobrego wafelka na przeprosiny oraz dal mi buziaczka Później z piasku robilsmy nowe babeczki.Po wakacjach okazało się ze będziemy chodzić razem do 1 klasy i byliśmy para ❤❤❤

  • Emilia Grzonkowska

    Miało to miejsce około dwie dekady temu i pamiętam, że wówczas strzała Amora trafiła mnie idealnie w serce…można by rzec w sam jego środek. A że na czasy licealne przypadła moja wielka pierwsza miłość, to do wszystkiego podchodziłam wtedy w sposób wybitnie idealistyczny. W sekrecie przed rodzicami wytatułowałam sobie imię mej miłości na ramieniu, nosiłam jego t-shirty oraz nawet nauczyłam się perfekcyjnie zasad wszelkich gier zespołowych…. . No, a już przygotowania do pierwszego wspólnego wielkiego wyjścia były przez parę dni pieczołowicie doglądane…. . Otóż babcia mego Marcina, owładnięta piękną skądinąd ideą szerzenia miłości do muzyki klasycznej, podarowała nam bilety do filharmonii…. . Aby sprawić jej przyjemność, „potrenować” przed Studniówką noszenie eleganckich ubrań i po prostu pobyć razem, zgodziliśmy się bez jakiegokolwiek sprzeciwu. No praktycznie wszystko miałam przygotowane, piękną sukienkę, efektowną biżuterię, torebkę etc.etc., tylko w sobotnie przedpołudnie postanowiłam jeszcze „zafundować” sobie GOŁĘBI KOLOR NA WŁOSACH…. . No i jak to zwykle bywa, los bywa złośliwy, albo nie starcza nam w kluczowym momencie umiejętności, bowiem okazało się, że zamiast zamierzonego koloru uzyskałam o zgrozo….CIEMNY F-I-O-L-E-T!!!. Jejku, omal nie zemdlałam jak się zobaczyłam wtedy w lustrze…. . Mój spazmatyczny szloch usłyszała nawet sąsiadka, która przybiegła mi z odsieczą, myśląc, że się pali…. . Do wielkiego wyjścia pozostało niecałe pięć godzin, a ja wyglądałam jak z filmu rysunkowego!. No, ale od czego są przyjaciele!. Szybko w sukurs po moim pełnym rozpaczy telefonie przyszła mi przyjaciółka Natalia i po jeszcze trzykrotnym zmyciu mojej głowy, ułożyła mi fryzurę w stylu GLAM ROCK. Oczywiście nieco także zmodyfikowałyśmy mój ubiór, zyskał on bardziej drapieżny look, ale wszystko w pewnych granicach. Okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Marcinowi owa stylizacja bardzo przypadła do gustu i w ogóle cały wieczór był niezwykle udany. Nasze uczucie niestety nie przetrwało, ale dziś czasem się mijamy i spotykamy chociażby podczas zakupów i wtedy wspominamy dawne chwile…. . A tamto wydarzenie po dziś dzień wywołuje uśmiech na mej twarzy, a Marcin skądinąd nie poznał sekretu owego październikowego dnia sprzed dwóch dekad…. .

  • Patrycja Krystofik

    Ja z moim chłopakiem byliśmy przyjaciółmi i dopiero później nas coś łączyło. Postanowiliśmy że się spotkamy i porozmawiamy o naszej relacji. Gdy się spotkaliśmy mój chłopak postanowił że pójdziemy do mcdonald’a, niechętnie się zgodziłam. Gdy już tam doszliśmy zapytałam się co kupuję, powiedział że nie wziął pieniędzy, to więc zapłaciłam za niego. Jak wrócił po zamówieniu jedzenia postanowiliśmy że zostaniemy parą. Do tej pory wypomina sobie że zostaliśmy parą w McDonaldzie i to ja stawiałam całe jedzenie a nie on.

  • Ka Jas

    To będzie historia pewnej mocnej,
    lecz tragicznej miłości…
    To lżejsza wersja szekspirowskiego
    dramatu przeniesiona do 1999 roku…
    Ja i On.
    Świetlica szkolna.
    W tle cichutko daje o sobie znać melodia czołówki „Było sobie życie”…
    Ja otoczona koleżankami,
    On zdecydowany przywódca grupy chłopców.
    Brzmi jak fabuła „Grease”?
    Nieważne.
    Tak bardzo chciałam do Niego podejść,
    jednak coś mnie zatrzymywało…
    to było ukryte przeświadczenie
    2-klasistki, że „chłopcy są fuj!”
    Widać było, że też przykułam jego uwagę
    i wcale nie było to spowodowane moją
    kitką z brokatowymi spinkami
    niczym u kucyka pony…
    Czy go kochałam?
    Z pewnością..
    Przecież wszystkie wiersze na konkursach recytatorskich dedykowałam właśnie jemu…
    Może odległość mojej pozycji końcowej od pierwszego miejsca w konkursie wróżyła klęskę także naszego uczucia…
    A to wszystko przez Ankę z 2B.
    Kto by pomyślała, że podejście do Niego
    i spytanie o „chodzenie” będzie skuteczniejsze
    od moich subtelnych, aczkolwiek sensualnych jak na 8-latkę prób łapania kontaktu wzrokowego…
    Dzięki Anka, bierz go sobie.
    Ja jednak nie zapomnę…

  • Alicja Śnieżek

    Miłość mojego życia
    poraziła mnie ponad 10 lat temu w lipcu jak błyskawica .
    Tak jakby ciemność mi rozświetliła
    Dała cudowną ciszę , mocne uderzenie poprzedziła.
    Gdy przystojnego mężczyznę wtedy ujrzałam,
    Od razu pomyślałam:
    „ To jest ten jedyny, na całe życie,
    Chcę się budzić przy Nim codziennie o świcie”.
    Jak co dzień na przystanek autobusowy wędrowałam,
    I dokładnie 16 listopada przystojniaka ujrzałam.
    Akurat tego dnia autobus spóźniał się minut kilkanaście,
    I wtedy do Niego odezwałam się właśnie.
    Pamiętam ten dzień jakby to wczoraj było,
    Ależ wtedy słońce parzyło, ale serce jeszcze mocniej waliło.
    Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać,
    Ohhh ciężko mi było słowa wypowiadać.
    I tak poprzez rozmowy na przystanku codziennie się zbliżaliśmy,
    Tak krok po kroku się poznawaliśmy.
    Już jesteśmy ze sobą ponad 10 lat i 3 miesiące
    Nasza miłość kwitnie – wspólne chwile są kojące.
    Obok Niego czuję się jak w siódmym niebie,
    Chcę Go mieć zawsze blisko siebie.

  • Paulina Kornacka

    Gdyby człowiek mógł wymazać niektóre błędy młodości…Chyba każdy posiada takowe wspomnienia, o których wolałby zapomnieć, ale jakże życie byłoby nieciekawe! Moja młodość wypelniona jest po brzegi żenującym sytuacjami, aż ciężko mi wybrać jedną. Ale pamiętam jak dziś to zauroczenie swoim pierwszym ukochanym, który wydawał się tak idealny..Ahh, gimnazjalny Adonis! Miałam tego farta, ze jakimś cudem zwrócił na mnie uwagę, więc przed każdą randka starałam się zrobić na bóstwo (czyt. bluzka ukradziona starszej siostrze, łańcuszki starszej siostry, najlepsze perfumy mamy). Jednak jako posiadaczka bladej cery, która nigdy się nie może oaplicm, postawiłam na modne wtedy jasne rybaczki. Nie wiadomo co mnie podkusilo, aby na chwilę przed przybyciem ukochanego N umówiony plac zabaw, postanowiłam zjechać ze zjeżdżalni. I nagle podczas zjazdu nabrałam zbyt dużego rozpędu i zamiast gładko wyhamować, wylądowałam tylkiem w mini kałuży..choć sytuacja wywołała wiele śmiechu u mojego ukochanego, który zdawało mi się, ze nawet bardziej mnie za to polubił, to poczucie wstydu i zażenowania towarzyszy mi przy samym wspomnieniu tej młodzieńczej randki (i powrotu do domu młodej damy z tylkiem w błocie).

  • Aneta Czyszczon

    Odkąd pamietam moją wymarzoną wizją związku było to, aby być inspiracją i muzą dla mojego mężczyzny, artysty. Zawsze miałam w sobie ogromną duszę romantyczki i wydawało mi się, że nie można zrobić nic piękniejszego dla kobiety, niż zamienić ją w sztukę. Pomyślicie sobie, że to jak czekać na księcia na białym koniu i to już koniec historii mojej pierwszej miłości, bo z takimi wymaganiami to pewnie jeszcze jej nie było:). Otóż nie! Po raz pierwszy na własnej skórze doświadczyłam powiedzenia „uważaj o co prosisz, bo rzeczywiście możesz to dostać”. I również wtedy nauczyłam się, żeby zawsze dokładnie precyzować swoje życzenia, bo owszem, byłam inspiracją dla mojego chłopka, a mój chłopak rzeczywiście był artystą, ale…komikiem. Robert zajmował się standupem. Kiedy pierwszy raz przedstawił mnie swoim kolegom z branży, jeden z nich przywitał mnie pytaniem: „Ile on Ci płaci za to, żebyś mówiła, że jesteście razem?” Nie chcąc pozostawać w tyle z żartami i wiedząc z kim mam do czynienia, postanowiłam odpowiedzieć w równie humorystyczny sposób: „Przecież Robert jest nauczycielem. O jakich pieniądzach mówimy?” 🙂 Byliśmy w sobie bardzo zakochani. Robert, kiedy budził się rano, odwracał w moja stronę, uśmiechał i rozmarzony nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. I ja robiłam to samo – budziłam się, patrzyłam na niego i również nie mogłam uwierzyć w…jego szczęście :)) Nasz związek bywał komedią romantyczną, sitcomem, czasem i tragikomedią. I mimo że pewnego dnia zdecydowaliśmy się nie kręcić kolejnego sezonu, to nauczył mnie bardzo ważnej rzeczy – śmiech jest jedną z najlepszych metod na walkę ze smutkiem.

  • Paulinka

    Historia mojej pierwszej miłości.. Otóż.. Było to w przedszkolu, miałam jakieś 5 latek, burzę loków na głowie, a w niej pstro. Obiektem moich westchnień był mój rówieśnik Artur, był taki męski, miał swoje sprawy – zawsze bawił się tylko samochodami, żołnierzykami. Nie zwracał uwagi na dziewczyny, nawet nie chciał się z nimi droczyć – jak inni, pewnie ta jego niedostępność sprawiała, że byłam coraz bardziej zakochana! O rety, co ja z nim miałam! Ale jak na kokietkę przystało – zaczęłam udawać, że interesują mnie te jego resoraki, że wiem kto to oficer itp. Musiałam się nieźle napracować, żeby zwrócił na mnie uwagę. Ale wiecie co? Udało się! Nasz romans trwał jakiś tydzień, bawiłam się lalkami koło niego – bawiącego się samochodami, czasem coś do mnie powiedział, raz poklepał mnie po plecach, a ja dałam mu całusa w policzek, żeby pokazać koleżankom, że mam chłopaka. Nawet mu gotowałam! I tutaj pojawił się problem, który zakończył naszą sielankę, ponieważ dania, które mu serwowałam były z plasteliny, a że wyglądały bardzo apetycznie – zjadał je ze smakiem, a ja co? No, cieszyłam się, że mu smakuje, a następnego dnia płakałam, bo okazało się, że wylądował w szpitalu. Na szczęście nic mu się nie stało, ale w naszym przypadku powiedzenie: ”przez żołądek do serca” się nie sprawdziło, bo incydent ten radykalnie zakończył nasz związek.

  • malutka9

    To był nasz pierwszy, wspólny obiad: my naprzeciw siebie, cichuteńko grała zupełnie nienastrojowa – ale jednak – muzyka… Bielusieńki obrus, lśniące sztućce jak i dwie pary oczu… Dookoła roznosił się aromatyczny zapach. Chłonąc go pospiesznie kątem nosa, wstałam w ubrudzonym już fartuszku i otwarłam drzwiczki mojego – podstarzałego już chyba – piekarnika. Przede mną ukazał się kolor złota, za którym poszłabym w ogień. Tajemnicę wieczoru wyjęłam delikatnie na talerz, brudząc się tu i ówdzie. „Cóż, ważne jednak, że się pięknie prezentuje” – pomyślałam. Postawiłam na stół niezbyt pewnym ruchem i oczekiwałam reakcji. „Ooo, kaczucha!” – krzyknął z podejrzliwym uśmieszkiem luby, i choć o lubczyku kompletnie zapomniałam, zakodowałam sobie za to, że uwielbia wręcz paprykę, która pasowała mi tu jak ulał. A że dużych w sklepie nie mięli, to wzięłam te małe, a co! Słuchajcie – ten oto mężczyzna ze smakiem zajadał ziemniaki w mundurkach (same!), popijając od czasu do czasu obłędnie czerwone wino. I choć mijały cenne minuty, nie usłyszała m ani krzty pochwały w formie słownej, po czym osobnik czym prędzej wpakował się do mojego łóżka, argumentując, że teraz musi się ” wszystko” przecież „uleżeć”. A że i mnie dopadło zmęczenie, wskoczyłam bez zastanowienia i co dziwniejsze – bez skrępowania pod kołdrę, a że mam jedną to… to śniadanie robił on! Podając starannie przygotowane SUSHI wypowiedział te oto słowa: bo wiesz… yyy yyy yyy. No bo ja to… WEGETARIANINEM jestem, no! A tych papryczek chili zdzierżyć też nie mogłem! Moja mina była bezcenna. To była prawdziwa szopka. Jak na przedświąteczny czas zaliczona na sto procent – czułam się niczym „szopkowy” baran! 😉 Pozdrawiam! 🙂

  • Monika Chyczewska

    taka oda;)
    Najdroższa ukochana!
    niedościgniona jesteś pępkiem świata o nieodgadniona! Za tobą szaleją mężczyźni
    i wieszcze, którym ciągle mało i ciągle chcą jeszcze! Dzięki tobie świat ten
    dziwny ciągle jest uroczy każdy men na twój widok ma maślane oczy zapalasz
    iskierkę w sercu stęsknionego i poprawiasz humor tego przegranego. Kobieca
    urodo ty jedna jedyna bądź jak wiosna zawsze świeża i bądź jedynym trunkiem,
    który uzależnia!

  • Agnieszka Maj

    Będąc małym brzdącem w przedszkolu, nie zdawałam sobie wcale sprawy ze spraw „miłosnych” jak i większość moich rówieśników. Sama już nie pamiętam za dobrze, ale moja mama uwielbia historię o „czarującym Czarusiu”. Jako że historia ta jest dosyć śmieszna i kwalifikuje się do konkursu, to ją opiszę.
    W moim przedszkolu był chłopiec o właśnie takim imieniu i był strasznym psotnikiem. Pamiętam, że przedszkolanki miały problem z ułożeniem go do łóżka na leżakowanie, a że ja też byłam niezłą łobuziarą to się zaprzyjaźniliśmy. Razem rozrabialiśmy na podwórku, huśtając inne dzieci (za mocno) lub kręcąc karuzelą (też zbyt mocno) oraz sypaliśmy sobie piach za koszulki (świetna zabawa, co nie?). W końcu nasze swawolne psoty zostały zauważone, a nasze mamy poznały się na ‚specjalnie dla nas zorganizowanym spotkaniu’ – słusznie myślicie, przedszkolanki wezwały naszych rodziców. Obie mamy rozczuliły się nad psotnikami i się polubiły co skutkowało tym, że Czaruś przestał sypać mi piach za koszulkę, był mniej psotny i przyniósł mi wykonaną przez siebie laurkę w kształcie serduszka (jego mama musiała się nieźle postarać). Jakiś czas później, zimą mama odbierała mnie z przedszkola, ale ja nie mogłam włożyć na nogę bucika. Kiedy po wielu nieudanych próbach sprawdziła co jest nie tak, okazało się, że w buciku była Kinder niespodzianka! Mimo że zgnieciona, czekolada smakowała tak samo. Kiedy następnego dnia przyszłam do przedszkola i pokazałam Czarusiowi nową zabaweczkę, on powiedział, że to był mikołajkowy upominek i on dostał też hipopotama (to była ta sama seria zabawek). Ja miałam hipopotama kapitana, a on hipopotama kucharza i razem się nimi bawiliśmy. Pamiętam też, że na przedszkolnej „choince” dałam Czarusiowi buziaka w policzek, a on mi i trzymaliśmy się za rączki, ku uciesze wszystkich obecnych mam i tatusiów. Niestety, nasze drogi się rozeszły, ale to nic, bo czarujący Czaruś i nasze wspólne przedszkolne psoty śmieszą mnie do dziś.

  • Ewa Mierzejewska

    Kiedy wyobrażałam sobie poznanie swojego pierwszego lubego, to wyobrażałam sobie, że jest przystojnym kelnerem i na paragonie podaje mi swój numer telefonu. Nawet nie wiedziałam tego, jak to będzie dalekie od rzeczywistości. Albowiem swojego mężczyznę poznałam w niezbyt romantycznych okolicznościach przyrody.
    Pamiętam doskonale ten dzień. To był maj i czas matur. ,i. Słoneczko pięknie świeciło, a ja kroczyłam po miejskim skwerze z radością i z głową w chmurach. W końcu nie patrząc na deptak, udało mi się zaliczyć przysłowiową glebę. Mój obcas utknął w kratce deszczowej! Ból n był niczym przy tym, co ukazałam światu! Moja sukienka podwinęła się i widać było mi bieliznę… Zaczerwieniłam się okropnie, a wtedy do mnie podszedł on – mężczyzna o lazurowym spojrzeniu i najpiękniejszym uśmiechu, jaki kiedykolwiek widziałam. Pomógł mi wstać, a także zawiózł mnie na pogotowie. Miałam zwichnięty staw skokowy. Okazał się Aniołem stróżem, bo podczas kilku dni mojego unieruchomienia przynosił mi bułki na śniadanie,a ja robiłam mu pyszną herbatę z miodem… Najpierw była przyjaźń, nawet nie wiem kiedy przerodziło się to w związek! Dlatego kiedy ktoś pyta kiedy jest moja rocznica, to odpowiadam, że to przełom czerwca, lipca, a może sierpnia? Jedno wiem – Amor wycelował mi w najlepszego mężczyznę!

  • Mateusz Kmita

    Z nami było tak:
    Z Gośka poznaliśmy się w czerwcu, wzialem od niej numer i zamilknąlem na pół roku.
    (Teraz wiem jakie to było głupie, ale o cóż, czasu się nie cofnie..)
    W grudniu nie miałem partnerki na 18-nastke, coś mnie pchnęło i napisalem do Gosi. Zgodziła się, poszła ze mną i zostaliśmy para, zakochaliśmy się w sobie praktycznie od razu, gdy znów się zobaczyliśmy:) Ale żeby nie było tak sielankowo, wyrzuciła mnie od siebie z domu, bo koleżanka nagadała jej jakichś głupot.. To rozstanie na szczęście długo nie trwało, a teraz już z obrączka na palcu dumnie nazywam ją swoją żoną. 🙂

  • Urszula Gryczan

    Licealne czasy, któż to pamięta? Otóż my na pewno nie zapomnimy tego wspaniałego czasu, a zwłaszcza klasy maturalnej. To wtedy, po trzech latach, setkach godzin spędzonych w jednej klasie, zaczęliśmy widzieć w sobie coś więcej. Jak to się zaczęło? Od karnawałowej domówki stylizowanej na tematykę piracką. Po 525 dniach marzeń o wspólnej randce postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zaprosiłam Maćka jako osobę towarzyszącą. Wśród gier planszowych, Piratów z Karaibów, rumu i ananasa coś zawirowało między nami. W pewnej pięknej chwili połączyły się nasze ręce. Można było się śmiać, że to licealna miłostka, nic nie znaczące, ale my wiedzieliśmy, że to coś na dłużej. Później szybko się potoczyło: wspólna nauka do matury, wyjście na studniówkę. I podróże… o tak! Odrobina wspólnego szczęścia trochę uderzyła nam do głowy, bo kto podróżuje po Serbii autostopem mając zaledwie 18 lat? Właśnie takie ekstremalne podróże uświadomiły nas, że możemy na sobie polegać w każdej sytuacji. Miłość między nami jeszcze bardziej się umocniła, kiedy zdecydowaliśmy o podjęciu nauki w mieście oddanym od rodzinnego o ponad 670 km. Kraków dodał romantyzmu w naszym związku. To właśnie w tym miejscu, w tajemniczej kawiarni w okolicach Wawelu, Maciek podjął najważniejszą decyzję w życiu. 25 listopada 2016 roku zapakował po kryjomu małe, zielone pudełeczko do marynarki i wybraliśmy się na randkę. Po dwóch godzinach on usłyszał magiczne „TAK”, a ja czułam, że miłość jest cudowna.

  • KarOla La

    Pierwsza miłość… a może druga lub trzecia? Pierwsza miłość dopadła mnie w przedszkolu, kiedy to przystojny Piotrek w przebraniu Zorro walczył o moje względy z przebrany za Batmana Kacprem.Czy to było żartobliwe? Wątpię- dla mnie było to zupełnie na poważnie, aż tak , że oddałam mu swój podwieczorkowy kisiel z jabłkami. Ale patrząc wstecz to taką prawdziwą miłosną historię przeżyłam ponad 18 lat temu ( zresztą przeżywam ją do dzisiejszego dnia). Pamiętam, że poznałam go na urodzinach wspólnego kolegi. Kilkukrotnie prosił mnie do tańca; jednak ja nie byłam zainteresowana i po trzecim zaproszeniu burknęłam: „Kolego nie widzisz , że rozmawiam?” O dziwo go to nie zniechęciło, mało tego postanowiła pojawić się tydzień później w moim życiu, zupełnie niby przez przypadek. Było to zupełnie nie po mojej myśli, ponieważ ów mężczyzna był przeciwieństwem mojego wymarzonego księcia na białym koniu. Niski, nieogolony, starszy… Gdy go zobaczyłam pomyślałam tylko… Nie napisze co pomyślałam bo do dzisiaj, ogarnia mnie zdziwienie z domieszką wstrętu. Jednak kiedy się odezwał ponownie i okazało się, że jeździ konno – szczęka mi opadła. Siadłam wygodnie i przy butelce złotego trunku z pianką przegadałam z nim pół nocy. Następnego dnia zostałam zaproszona do kina. W moich myślach kłębiły się obrazy z romantycznych komedii, kiedy to na wielkim ekranie amant całuje ukochaną i w tym samym momencie ja czuję pocałunek na szyi. Cóż z tego, kiedy to okazało się, że jedynym filmem jaki ” grają” w naszym kinie jest ” Planeta małp”???
    No cóż, film okazał się zupełną romantyczną klapą ale to co działo się po nim- już nie. Ponownie rozmawialiśmy pół nocy, i wtedy… własnie poczułam , że to jest to. Tak rozmawiamy i jesteśmy ze sobą na dobre i złe ponad 18 lat. Cóż z tego, ze połączył nas obornik koński i małpy?? No cóż…

  • Magda Magdalena

    Może zacznę od tego, że ilekroć słyszałam o „miłości od pierwszego wejrzenia” byłam przekonana, że to tylko taki filmowy trik. Jednak los najwyraźniej uznał, że warto zmienić moje podejście do miłości. I wtedy mnie trafiło! Niczym grom z jasnego nieba! Nasze spojrzenia się spotkały i nagle cały świat zawirował, a w brzuchu przefrunęło stado motylków! A jak to wszystko się zaczęło? Cóż. Niezwykła historia miłości mojego życia to okropnie słodka historia! To dzięki czekoladowym cukierkom właśnie poznałam swojego męża. Słodycze to chyba jedyna jego słabość, co zdarza się wbrew pozorom wcale nie rzadko u mężczyzn! I właśnie dzięki tej słabości, poznaliśmy się, bo poczęstowanie go czekoladką na wernisażu, jak się później okazało rozpieściło nie tylko podniebienia, ale i rozgrzało nasze serca. Ot, tak właśnie od tamtej pory słodycze, a zwłaszcza czekolada w naszym domu mają swoje miejsce honorowe. Ba! Tort a’la pralina króluje na każdej naszej rocznicy (oby było ich jak najwięcej), a gdy słyszę czekolada, to moje myśli od razu przywołują mojego męża i mam nadzieję, że działa to również w drugą stronę. Każdy słodki podarek wzbudza w nas nie tylko wspomnienia młodości, ale i namiętności, najgorętszych uczuć i bezwarunkowej miłości. Ponadto, nie od dziś wiadomo, że czekolada to najlepsza terapia poprawiająca nastrój. To taki smaczny element szczęśliwej diety, która uszczęśliwia ciało i duszę. Każdemu miłośnikowi słodyczy i nie tylko, życzę tak słodkiej miłości 🙂
    A w załączeniu zdjęcie własnoręcznie przeze mnie przygotowanej Walentynki dla mojego ukochanego męża – mojej pierwszej miłości. Ps. Uwielbiam go tak zaskakiwać!
    https://uploads.disquscdn.com/images/a252fcff62e98661c25573e29f55d9a44e5d7626296d4f5d6afa3cb1e4dbcc57.jpg

  • Kamila Łabutka

    Nasza historia miłości zaczęła się w malowniczych tatrach! Już od najmłodszych lat fascynowałam się górami, spoglądałam w niebo i marzyłam by móc kiedyś chwycić chmury! Ta fascynacja sprawiła , że pokochałam górskie wędrówki. Pewnego razu spędzałam czas w schronisku nad Morskim Okiem, mój wzrok wpatrzony był wtedy nie tylko w góry! Przy stoliku siedział piękny blondyn z niebieskimi oczami, przeglądał mapę i pił kawkę – to była miłość od pierwszego wejrzenia! Już wiedziałam, że muszę z nim porozmawiać! Zamówiłam więc kawkę i usiadłam obok! Zapytałam się jak ma na imię i czy się wybiera na Rysy z rana, bo szukam kompana do wędrówki 🙂 Uśmiechnął się do mnie i powiedział, ” Z tak piękna kobietą wybiorę się nawet na Everest ” Już wtedy wiedziałam , że spotkałam bratnią duszę! w schronisku przegadaliśmy całą noc a nazajutrz wybraliśmy się w cudowna wędrówkę na najwyższy szczyt w Polsce! Zostaliśmy parą! To musiało być przeznaczenie! Teraz gdy jesteśmy już małżeństwem, jeszcze bardziej się kochamy! Mamy wspólne pasje, marzenia i kochamy góry! Uwielbiamy wspólnie wpatrywać się w tafle górskiego stawu i słuchać cichego plusku wody! Zdobywamy każdy szczyt w naszych Tatrach i czujemy się szczęśliwi, a wspólna pasja połączyła nasze serca!

    • Dominika Jastrzębska

      Dzień dobry,czy nagroda w tym konkursie do Pani dotarła? Do mnie niestety nie. Pozdrawiam!

  • Ada Frąckowiak

    W piaskownicy sypał mi głowę piachem, podkradał cukierki, dźgał paluchem w boczki i nie szczędził mi wystawiania języka i przekomarzania. Uczył mnie „puszczać kaczuszki” na tafli jeziora i pomimo swojej dokuczliwości zawsze dał mi ostatni kawałek czekolady. Zrywał dla mnie polne kwiatki wspierał mnie w walce wspięcia się na sam szczyt pajęczyny na pobliskim placu zabaw. Tak, tak kochani… moja pierwsza miłość pamięta jeszcze czasy wczesnoszkolne. Była niewinna, troskliwa i szczera. Wojtuś nigdy mnie nie okłamał i zawsze uśmiechał się do mnie szeroko, najszerzej jak umiał. Cóż… każda kolejna, doroślejsza miłość nie była już tak piękna i prosta. Do tej wracam z ogromnym sentymentem. 🙂

  • M.

    Czasami w dużych sklepach spożywczych możemy
    zobaczyć ślicznie ułożone sterty owoców lub innych produktów. Takie misterne
    wieżyczki. Zawsze bałam się cokolwiek z takiej wieży wziąć, żeby nie rozwalić
    całej konstrukcji W okresie świąt bożonarodzeniowych wywołałam przypadkiem małą
    katastrofę. Poślizgnęłam się na świeżo wytartej podłodze i z impetem (i niemałą
    gracją ;)) wpadłam na taką wieżyczkę. Która wpadła na kolejną…w rezultacie
    zdemolowałam połowę sklepu. Leżałam w wielkim stosie różności świątecznych,
    mając nadzieję, że za sekundę spłonę ze wstydu i nie będę musiała wstawać,
    tylko wymiotą taką małą kupkę popiołu. Niestety nie udało mi się zniknąć- po
    chwili pojawiła się wyciągnięta dłoń i blond czupryna. Pracownik sklepu pomógł
    mi wstać i z rozbrajającym uśmiechem stwierdził, że zrobiłam to pięknie i
    filmowo! Prawie podleciałam, a sam upadek- majstersztyk! Jak reżyserowany.

    Jak można nie uśmiechnąć się słysząc taki
    nietuzinkowy komplement? 😉 Uśmiechając się i czerwieniąc przeprosiłam za bałagan.
    Pomogłam choć trochę uprzątnąć pobojowisko, które spowodował huragan
    „Marta”. Z panem pracownikiem przez kilka miesięcy po zdarzeniu
    randkowałam- opowiadanie znajomym jak się poznaliśmy było…ciekawe.
    Teraz już nie randkujemy…przynajmniej tak często. Wybieramy za to kwiaty, winietki i smak naszego weselnego tortu!

  • Agnieszka Obidzińska

    Jako dziecko często modliłam się do Boga, traktując go jak dobrą wróżkę, która zawsze daje to, o co prosisz. Niestety, ale wkraczając w dorosłe życie uświadomiłam sobie, iż nie ma dobrych wróżek,
    Nieudane związki, rozpacz, rozgoryczenie i to głupie poczucie winy, które zawsze wracało przy kolejnym rozstaniu.
    Nie uświadamiałam sobie faktu, iż w wielu sprawach należałoby zwrócić uwagę na własną intuicję, która zawsze podawała mi wiele odpowiedzi, które po przeanalizowaniu przez mój ścisły umysł stawały się nierealnymi złudzeniami.
    Postanowiłam, więc zmienić siebie, swoją psychiczną stronę życia, a przede wszystkim swoje dążenia dotyczące ułożenia sobie życia z księciem z bajki. Zaczęłam chodzić na spacery, żeby wyciszyć swój umysł i znaleźć w sobie rozwiązania, które tkwią we mnie samej. Kupowałam książki mówiące o ukrytej podświadomości tkwiącej w każdym z nas.
    Im bardziej byłam wsłuchana w głos natury tym głośniej słyszałam szept wydobywający się z głębi umysłu ( a może serca). Zaczęłam pogodnie patrzeć na kolejne dni kończące swój żywot pięknym zachodem słońca.
    Podczas jednego z nich, siedząc na ławce w pobliskim parku nagle spostrzegłam, iż obok w wielkiej zielonej teczce leżą dokumenty, których mogłabym przysiąc wcześniej nie było. Po 20 minutach znalazłam się w najbliższym mej myśli szpitalu, nie wiedząc, dlaczego akurat wybrałam szpital a nie policję i w ogóle, po co tam poszłam. Po krótkiej chwili zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to nie ja podjęłam decyzję, ale moje wewnętrzne „ja” kazało mi iść właśnie w tamtym kierunku. Przeszył mnie strach i właśnie wtedy usłyszałam głos: „ Czy mogę Pani w czymś pomóc, widzę, że nie czuje się Pani najlepiej?” Po krótkim uświadomieniu sobie całej sytuacji, stwierdziłam, iż bladość, która pojawiła się na mojej twarzy może być dobrym pretekstem, żeby wymknąć się z całej tej sytuacji.
    Kiedy przystojny Pan doktor zajął się badaniem mojego ciśnienia, stwierdziłam, że coś jest nie w porządku. W ciągu 5 minut opowiedziałam mu całą historię, po czym ujrzałam wielki uśmiech na jego twarzy.
    Okazało się, iż ów Pan doktor zna mnie bardzo dobrze, gdyż swoje lunche spędza w pobliskim parku, gdzie subtelnie od kilku tygodni obserwuje moją wsłuchaną w naturę personę. Z wrażenia zapomniał wziąć teczki z dokumentami, która przeleżała samotnie w parku całą noc.
    Dzięki mojemu wewnętrznemu głosowi zostałam zaproszona na jakże gorącą poranną kawę i przy okazji zrodziła się znajomość, która, przetrwała już wiele lat i mam nadzieję, iż przetrwa nawet trzecią wojnę światową.

  • tayen

    Moją pierwszą miłość poznałam w bajkowej scenerii! Trafił mi się rycerz na koniu, z rozwianym włosem i seksownym uśmiechem. Wśród pięknych pastwisk, wolności, gdzie tylko natura mogła nas ogladąc..
    Ale to było trochę później
    Okej i książę z długim włosem (heavy metalowiec) oraz koń się zgadzają. Nasze spotkanie miało miejsce w fundacji dla zwierząt gdzie oboje byliśmy i jesteśmy nadal wolontariuszami. Piękna sceneria pastwiskowa nie miała miejsca przy samym spotkaniu.
    Przy pierwszym spotkaniu była akcja sprzątania stajni. Ja w rozczochranym warkoczu, bez makijażu, w męskich bojówkach i końskiej kupie na gumiakach nie byłam przygotowana na romantyczne uniesienia. A jednak!
    Zaczęło się od seksownego uśmiechu, piosenek puszczonych by umilić pracę, wyciąganie moich taczek z hałdy obornika gdzie utknęłam. Nie przeszkadzały nam muchy i intensywny zapach amoniaku. Wtedy coś przeskoczyło i dalej iskrzy się.
    Więc dziewczyny, księcia naprawdę można spotkać w najmniej oczekiwanych momentach 😉

  • Weronika

    Na swoją miłość wpadłam na maratonie horrorów organizowanym przez kino. Akurat tak się stało, że usiedliśmy koło siebie. Filmy wywoływały na nim takie wrażenie, że przez przypadek wysypał na mnie cały popcorn. Zaczął mnie przepraszać, starał się zebrać cały popcorn. W ciemności było bardzo ciężko i po chwili uderzył głową w oparcie obok. Zaczęliśmy się śmiać. Ludzie zaczęli nas uciszać więc stwierdziliśmy, że wyjdziemy z seansu i pójdziemy na miasto wypić drinka… I tak to się zaczęło 🙂

  • Sylwusia26

    Pierwsza miłość ważna, lecz nie najważniejsza,
    Chwila zauroczenia ta bywa też najpiękniejsza,
    Lecz bywa też taka jak moja niczym z kosmosu,
    Brnęłam w to uczucie a narobiłam tyle bigosu !

    Zakochałam się po uszy w mego brata koledze,
    A pamiętam to jak dziś, jak po szkole go śledzę,
    Wzdychałam ciągle, liściki nawet podrzucałam,
    Pod poduszką zdjęcie przystojniaka trzymałam.

    Nosiłam mu plecak ! Byle tylko mnie zauważył,
    Czekałam, czy może nieśmiały, aby się odważył,
    Zaprosił do kina, najlepiej w policzek pocałował,
    A on co ? Na krok ten się wcale nie decydował !

    Mijały tygodnie, ja nawet lornetkę już kupiłam,
    Na jego punkcie dostałam bzika- stwierdziłam,
    Gdy dowiedział się brat nie było w szkole życia,
    Moja pierwsza miłość wyszła wówczas z ukrycia.

    Skończyło się tak – pierwsza miłość niewypałem,
    Usłyszałam tylko” Nigdy znaków Ci nie dawałem”,
    Tak kolejne miesiące w poduszce były zatopione,
    Bywa czasem, że pierwsze miłości nie spełnione.

    P.S Na całe szczęście, każda potwora miłość znajdzie,
    I mnie rycerz na białym koniu w komnacie odnajdzie,
    Raczej już odnalazł, choć pierwszą miłością nie zostanie,
    To właśnie miłość na zawsze, największe me kochanie.

  • Kraina Scarlett

    Powiadacie, pierwsza miłość? Oczywiście Grzesiu. Był kolegą mojego kuzyna. Mieliśmy naście lat. A on był kopalnią przysłów i powiedzonek. Gdy skręciłam nogę, to oczywiście ciągle powtarzał, że gdyby kózka nie skakała… Gdy starałam się na niego nie denerwować (a był czasami wkurzający) to mówił, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. I tak dalej. I tak dalej. W tym całym związku najlepsze było… nasze rozstanie. Przyszedł do mnie, na kolację, odświętnie ubrany. Zjedliśmy, pogadaliśmy. Oczywiście po chwili spokoju znów zaczęliśmy się kłócić. W pewnym momencie wstał z rozbieganym wzrokiem i powiedział: „zrywam z tobą, bo masz dziewczyno nierówno pod sufitem”. Ja tak spojrzałam do góry i rzeczywiście, zauważyłam, że w jednym rogu odpadł kawałek farby. On już kierował się do drzwi, a ja krzyczę za nim, że przecież to głupota, że mogę odmalować pokój. Zaś moja mama wszystko słyszała i umierała ze śmiechu. Ja nie znałam tego powiedzenia, a ona dobrze wiedziała, że chodziło mu o to, że jestem wariatką. Mama do dzisiaj mi to wypomina 😀 A ja, powiem o Grzesiu, parafrazując przysłowie: facet z wozu, kobyłkom lżej 😉

  • Rudanelly

    Historia mojej pierwszej miłości wyglądała tak, że chciałam zatrudnić swojego przyszłego faceta. 😀 Organizowałam koncert charytatywny i znalazłam jego profil artystyczny na Facebook. Ja potrzebowałam Beat-boxera, on nim był, w dodatku z mojego miasta. Miesiąc przed koncertem spotkaliśmy się, żeby dogadać szczegóły. Rozmowa przeprowadzona była tak szczegółowo, że po kawie wylądowaliśmy na piwie, a po piwie jeszcze na „herbatce”. Nie spodziewałabym się nigdy, że taki zwykły, niezwykły Pan A mi się spodoba. Obecnie planujemy już 3 koncert, wspólne mieszkanie i kota. 🙂 Dodatkowo bardzo zrozumieliśmy sie od strony artystycznej i tworzymy swoją płytę! 🙂

  • Ksenia Dejneka

    Poznaliśmy się w pracy. Prowadziłam rekrutacje. Trzymałam listę z osobami do zaproszenia na rozmowę. W pewnym momencie podchodzi do mnie nieznany mi chłopak, spogląda na kartkę i pyta czy też jest na liście i chciałby abym do niego zadzwoniła. Zaskoczona tą pewnością siebie chciałam zbić z jego twarzyczki ten łobuzerski uśmieszek. Oparłam się wygodnie o fotel, noga na nogę i wertuję palcem po kartce. Po chwili zastanowienia odpowiadam, że przykro mi, ale nie mam go na liście. Zapytał ‚dlaczego’ odpowiedziałam, ze najwyraźniej nie spełnia oczekiwań i podziękowałam za poświęcony czas. Odszedł, ale zauważyłam później kartę z numerem jego telefonu i tak się wszystko zaczęło.

  • Joanna

    Cofam się, w czasie do pierwszych Walentynek w podstawówce.

    Napisałam Walentynkę do chłopaka, który skradł moje serce, niestety walczyła o

    Jego względy także szkolna „piękność” (chyba w każdej klasie, znajdzie

    się takie cudo) Nie wiem dlaczego, ale przelałam na tę kartkę wszystko,

    co mi na sercu leżało i podpisałam się inicjałami. Nie wiem do dziś, kto

    pozwolił, aby kartki trafiły do „owej wspomnianej wiedźmy”, ale skończyło się na tym, że kartka nie dotarła do adresata, tylko przeczytana została na głos w klasie, a ja spłonęłam jak burak. Od tamtej pory unikam wyznań miłosnych i Walentynek! Na szczęście to było tylko głupie zauroczenie, a los sprawił, że poznałam prawdziwą miłość.

    Podróż pociągiem z przystojniakiem mi się przytrafiła,
    a że podróż była długa, to bardzo się nam dłużyła.
    Młodość i żarty nam w głowie tylko były,
    i do śmiesznej zabawy mnie podkusiły.
    Skasowany bilet w drobny mak potargałam,
    za koszulkę przystojniaka wszystko wsypałam.
    Chęć zemsty się w nim nagle obudziła,
    jak mnie dopadł, miłość nas połączyła!

  • MarKan55555

    Pierwsza, szczeniacka miłość, achhh ile to już czasu minęło, ale wspomnienia nadal są żywe, tak jakby to działo się zupełnie niedawno. To była podstawówka, a dokładnie 2. klasa. Zaczęło się od słodyczy, czyli od mojej największej miłości 😉 Pamiętam te lizaki w kształcie serca, które znajdowałam w tornistrze po przyjściu ze szkoły. Później intensywne pisanie. Tak jak teraz za pomocą smsów, tak wtedy pisane na małych karteczkach w czasie lekcji, szepcząc do koleżanek/kolegów : „Ej, podaj do Marty”. Było to urocze, ale amory te przerywała nauczycielka chcąca przeprowadzić lekcję. Kulminacyjnym momentem, o którym jeśli po tylu latach pomyślę, zawsze śmieję się do łez. Przed blokiem w którym mieszkałam, wyciągnął z plecaka różę, cukrowy pierścionek i kartkę w kształcie serca z napisem: „CZY ZOSTANIESZ MOJĄ RZONĄ?”. Zaręczynowy pierścionek został przeze mnie zjedzony, a tę kartkę trzymam ciągle w szufladzie;)

  • Piotrek

    Swoją pierwszą miłość poznałem na zajęciach języka polskiego w 1 liceum. Pewnego razu na tych właśnie zajęciach, zostałem poproszony przez nauczycielkę o to aby dosiąść się do mojej luby (wtedy jeszcze nie byliśmy razem), ponieważ akurat obydwoje siedzieliśmy sami, a były prace w parach. Byłem tym bardzo zestresowany, ponieważ to była miłość od pierwszego wejrzenia i zawsze mnie onieśmielała swoją urodą. Wracając do tej lekcji, po tym gdy zostałem poproszony o to, żeby się do niej przesiąść, bardzo się ucieszyłem, że wreszcie siądę przy kobiecie z moich marzeń i spędzę z nią chwilę rozmawiając, chociaż przy tym strasznie się stresowałem. Byłem tak zestresowany a jednocześnie w nią zapatrzony, że gdy się do niej dosiadałem, nie zauważyłem, że na krześle na którym mam usiąść ma położoną swoją kawę, której nie skończyła pić na przerwie. Usiadłem na tej kawie z wielkim impetem i nie to, że oblałem sobie całe spodnie i oparzyłem pupe, to jeszcze część tej kawy poleciała na białe spodnie 🙁 widziała to cała klasa a ja chodziłem potem jeszcze przez 3 lekcje w spodniach ubrudzonych kawą na pupie. Plus jest taki, że moją lube miał kto zawieźć do domu, żeby się przebrała, minus taki, że ta plama nie chciała zejść z jej spodni 🙁 Podsumowując, po 2 latach chciałbym jej się odwdzięczyć za te spodnie wygraną w tym konkursie 😀

  • ManieczekLove

    Pierwsza miłość? Zaczęła się już w podstawówce i miała wygląd chudego chłopaka w grzywce, obsypanego pryszczami. Dużo się śmiał i był pewny siebie. Na tyle pewny siebie, że w czwartej klasie nie wystarczyło mu to, że miał dziewczynę. Miał ich pięć! A ja się zauroczyłam i zamarzyło mi się zostać szóstą (O głupoto młodych lat. Gdzie była moja duma?!). Mimo tego że jego czas musiałam dzielić z pięcioma domagającymi się uwagi dziewojami, zapamiętałam go jako dobrego chłopaka. Na „randkę” przywiózł zmęczone goździki, a potem długo jeździliśmy na rowerach i rozmawialiśmy o jego alergii na trawę. Było w tym coś uroczego, chociaż do dziś zachodzę w głowę, jakim cudem w pewnym momencie mojego życia, w tym konserwatywnym przecież kraju, zostałam na chwilę członkinią haremu. Cóż, jak to mówią, trzeba doświadczyć wszystkiego 🙂

  • Anna Bobrowska

    Kiedy 20 lat miałam, do szkoły tańca chodziłam
    i właśnie tam swoją drugą połówkę zdobyłam.
    On był moim instruktorem,
    przewodnikiem, moim mentorem.
    Ja zwykła uczennica zaimponować mu chciałam
    i w tańcu kompletnie odleciałam.
    Porwała mnie muzyka,
    płynąca radośnie z głośnika!
    Gdy tak razem z nim tańczyłam,
    jakaś chemia między nami się wytworzyła.
    Jeden szczery uśmiech, jedno głębokie spojrzenie,
    magia słów i totalne zauroczenie.
    Moje serce biło jak oszalałe,
    bo rzekł, że skradłam mu serce całe.
    Jego słowa mnie uskrzydliły
    i na zawsze wszystko w moim życiu zmieniły!
    Miłość do tańca nas połączyła,
    ogień już na zawsze rozpaliła!
    To uczucie jest trwałe i wiecznie żywe,
    choć tak proste, gorące, a jakże prawdziwe!

  • Teresa Bobrowska

    Dawno temu, w sezonie wakacyjnym, gdy jako kelnerka w hotelu pracowałam,
    swoją drugą połówkę spotkałam.
    Siedział przy stoliku w kawiarence,
    trzymając gazetę w jednej ręce.
    Chciał zjeść pyszne jedzenie,
    więc zaniosłam mu jego zamówienie.
    Gdy się nad nim pochyliłam,
    niestety niechcący tacę na niego zrzuciłam.
    Bardzo głupio mi było,
    lecz on się tylko uśmiechnął, co mnie zaskoczyło.
    Dodatkowo chciał się na kolejne spotkanie umówić,
    więc nie mogłam mu odmówić.
    Pyszne ciasto na tą okazję upiekłam
    i tym go właśnie urzekłam.
    Jak to mawiają przez żołądek do serca strzała Amora trafiła
    i nas dwoje już na zawsze połączyła!
    Po jakimś czasie pierścionek zaręczynowy dostałam
    i w niedługim czasie jego żoną zostałam.
    Do dziś wspominamy tamte chwile,
    tak piękne jak motyle!

  • Krzysztof Bobrowski

    Było to latem 2013 roku o poranku,
    gdy stałem na autobusowym przystanku.
    Bardzo się wtedy stresowałem,
    bo do nowej pracy się wybierałem.
    W autobusie okazało się, że telefon zgubiłem
    i że go nie odzyskam się martwiłem.
    Nagle przysiadła się do mnie dziewczyna młoda,
    cudna była jej uroda.
    Rozmawialiśmy o tym co mi się przydarzyło
    i wtedy serce mocniej zabiło.
    Ona z uśmiechem rzekła, że znalazła zgubę, więc w siódmym niebie byłem
    i w ramach podziękowania na kolację ją zaprosiłem.
    Bardzo radosna była
    i bez zastanowienia się zgodziła
    Od tej pory się spotykaliśmy,
    i wspólne plany na przyszłość mieliśmy.
    We wrześniu 2017 roku ślub wzięliśmy
    i przysięgę przed ołtarzem sobie złożyliśmy.

  • Dorota Kalinowska

    Kiedy przeżywa się coś po raz pierwszy smakuje dużo intensywniej-
    nowością, tajemnicą, odkrywaniem sekretów świata, ale i własnych
    reakcji, emocji, tolerancji. Moja pierwsza miłość doświadczyła i
    żarliwych kłótni , podsycanych wybuchami zazdrości o taniec na dyskotece
    z inną i czułych wzruszeń podczas oświadczyn szklanym słonikiem mającym
    przypieczętować wieczną-dwutygodniową- miłość. Ach, a cóż to był za
    ślub! W – a jakże – białej sukience uwiązanej z
    prześcieradła i wianka – najniewinniejszego jaki kiedykolwiek nosiła
    panna młoda- pieczołowicie plecionego w słodkiej nieświadomości czego
    jest symbolem. Jakże doniosła była chwila ślubowania,że nie opuścimy się
    nawzajem do ostatniego dnia koloni- czyli mniej więcej jeszcze 3 dni od
    złożenia przysięgi, a na pożegnalnej dyskotece nie zatańczymy z nikim
    innym poza sobą nawzajem. I ból rozstania, osłodzony pierwszym i dla
    mnie i Niego pocałunkiem- słodkim, niewinnym, będącym ostatecznym
    potwierdzeniem, że to już koniec, każde wraca do domu, z cudownej
    emocjonującej podroży- nie tylko po Gdańsku, ale przede wszystkim w głąb
    swojego serca- które na zawsze zostanie już naznaczone przez tą
    pierwszą osobę, która wprowadziła je w drżenie.. Żadna miłość nie była
    tak euforyczna jak ta pierwsza , trwająca dokładnie 14 dni- tyle co
    kolonijny turnus, czasowo odmierzona od linijki, a emocjonalnie
    burzliwa,furiacka, porywcza i szaleńcza- jak serca dwojga 13 latków.
    Kamilu- mój kolonijny mężu pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Jan Bobrowski

    Hen hen daleko,
    za lasami i wielką rzeką,
    zwyczajna dziewczyna mieszkała,
    Teresa – tak się nazywała.
    Miała wielkie marzenie
    i głęboko wierzyła w jego spełnienie.
    Pragnęła na balu się znaleźć
    i tam prawdziwą miłość odnaleźć.
    I w końcu nadeszła długo oczekiwana chwila,
    dziewczyna poczuła jakby przeobraziła się w motyla.
    Na ten moment bardzo długo czekała.
    Bardzo starannie na ten wieczór się przygotowywała.
    Piękną sukienkę i buciki założyła,
    i na bal sylwestrowy wybyła.
    Ze zwykłego Kopciuszka w prawdziwą księżniczkę się zmieniła
    i tej nocy wszystkich olśniła.
    Księcia na białym koniu poznała,
    serce mocniej zabiło i w końcu się zakochała.
    Przetańczyła z nim całą noc,
    bo tak działa dwóch zakochanych serc moc.
    On rzekł do niej: „Moja najdroższa razem ucieknijmy,
    długo i szczęśliwie żyjmy!”

  • Karolina J

    Moją pierwszą wielką miłość przeżyłam w zerówce w wieku 6 lat. Zapytacie, czy przeżycie prawdziwej miłości w wieku kilku lat jest możliwe? Pewnie, że tak! Kto mi się wtedy śnił? Tylko Adaś! O kim myślałam? O Adasiu. Z kim chodziłam za rękę? Tylko z Adasiem! Na balu karnawałowym byłam przebrana za księżniczkę! Kto mógł być moim królewiczem? Oczywiście Adaś! Adaś był najlepszy! Imponował mi tym, że miał dużego psa, klocki LEGO, z których umiał budować wspaniałe budowle, kolekcję samochodzików i był świetnym „mężem” podczas zabaw w dom. Wszystkie koleżanki z grupy mi go zazdrościły, a ja chodziłam dumna, że Adaś jest tylko i wyłącznie mój. Pewnego dnia oświadczyłam rodzicom, że naprawdę się ożenię z Adasiem i będziemy mieć dużo dzieci. Niestety nasza miłość się skończyła, gdy poszliśmy do pierwszej klasy podstawówki. Ja byłam w klasie B, Adaś w klasie D. Stwierdził wtedy, że jestem w klasie baranów i nie chce już być ze mną…Znalazł sobie nową dziewczynę Natalkę, a ja wtedy stwierdziłam, że nie lubię już chłopaków i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Na szczęście po paru latach zmieniłam zdanie…

  • Dominika Jastrzębska

    Wielka szkoda,że nagroda do mnie nie dotarła 🙁