SLS – czy rzeczywiście należy go unikać?

O szkodliwości kosmetyków z SLS-em w składzie jest głośno już od dłuższego czasu. Czy słusznie?

SLS – czy rzeczywiście należy go unikać. Foto unsplash by Matthew Tkocz

Na wszelkiego rodzaju forach możemy znaleźć mnóstwo wpisów na temat szkodliwości SLS-ów. Zwłaszcza zwolennicy kosmetyków naturalnych demonizują działanie tej substancji. Jednak czy rzeczywiście SLS jest tak niebezpieczny? W pewnych specyficznych sytuacjach tak, ale nie należy popadać w przesadę.

Czym jest SLS?

Rozwinięciem skrótu jest Sodium Lauryl Sulfate. Składnik ten odpowiada za powstawanie piany, a także oczyszczanie skóry, m.in. z nadmiernej ilości sebum. Jest silnym detergentem, który można znaleźć w większości środków myjących, nie tylko do włosów czy twarzy, ale także w chemii gospodarczej. Produkty z zawartością tego składnika nie są przeznaczone do długotrwałego kontaktu ze skórą. Dlatego jeśli używamy kosmetyków z SLS powinnyśmy je dokładnie i szybko zmywać, tak jak robimy to z szamponem.
Składnik ten czasami jest zastępowany przez bardzo podobny, lecz nieco delikatniejszy Sodium Laureth Sulfate (SLES). Nie działa on tak drażniąco na skórę i jest bezpieczniejszy w przypadku długotrwałego użytkowania.

Negatywne działanie

SLS – czy rzeczywiście należy go unikać. Foto by Coline Haslé

SLS może działać drażniąco, powodując zaczerwienienia i świąd, zwłaszcza jeśli skóra jest wrażliwa lub skłonna do podrażnień. Ze względu na silne właściwości myjące może powodować wysuszanie i uczucie ściągnięcia. Nadmiernie przesuszona skóra może wzmagać wytwarzanie łoju, co jest szczególnie uciążliwe dla osób, których włosy wykazują tendencję do przetłuszczania się. Z tego powodu nie warto używać tego typu produktów codziennie.
Jeśli SLS jest zawarty w kosmetykach do mycia twarzy, może spowodować pogorszenie stanu cery. Nadmierna produkcja łoju najprawdopodobniej doprowadzi do powstawania nowych krostek i zaskórników.
Skutkiem ubocznym stosowania kosmetyków z dodatkiem Sodium Lauryl Sulfate może być pieczenie po kontakcie produktu z oczami.

Nie taki diabeł straszny

W sieci możemy znaleźć wiele pomocnych artykułów na temat działań niepożądanych wywołanych przez kosmetyki z tą substancją, ale wiele z nich nie znajduje naukowego poparcia. Najczęstszym i zdecydowanie najpoważniejszym argumentem wysuwanym przeciwko SLS-om jest jego rakotwórcze działanie. Jest to mit, ponieważ na dzień dzisiejszy żadne badania naukowe nie potwierdziły tej tezy. Podczas produkcji mogą wytwarzać się niebezpieczne substancje takie jak dioksan, jednak ich ilość jest śladowa i nie oznacza to, że stosując szampon, ryzykujemy zachorowanie na nowotwór. Badania nie potwierdziły również, że SLS jest silnym alergenem.

Kto powinien uważać?

SLS – czy rzeczywiście należy go unikać. Foto unsplash by The Honest Company

Każdy organizm inaczej reaguje na zawarte w kosmetykach substancje chemiczne. Badania naukowe nie udowodniły szkodliwego działania SLS-a, więc w normalnych warunkach zawierające je kosmetyki nie powinny mieć negatywnego działania. Jeśli więc używasz produktów z SLS-em i nie zauważyłaś niczego niepokojącego, to nie masz się czym martwić. Jeśli natomiast Twoja skóra jest wrażliwa i problematyczna, lub obserwujesz na niej zaczerwienienia, spróbuj odstawić na jakiś czas używane kosmetyki na rzecz naturalnych. Uważnie obserwuj reakcję swojej skóry, bo być może okaże się, że znalazłaś źródło swoich problemów. Szczególnie wrażliwe na negatywne działanie składnika są kobiety w ciąży i dzieci, zwłaszcza malutkie, które mają jeszcze bardzo delikatną skórę.

Czy wobec tego warto sprawdzać skład kosmetyków w poszukiwaniu SLS-ów? Jak najbardziej warto, zwłaszcza jeśli zauważamy, że używane przez nas produkty nie działają efektywnie. Może nie taki straszny SLS jak go malują, jednak warto ograniczać ilość substancji chemicznych jakich dostarczamy do naszego organizmu. Zwłaszcza jeśli mamy wrażliwą skórę.

Wpis znaleziono dzięki:

- SLS

- Sodium Lauryl Sulfate

- Szkodliwe substancje w kosmetykach