- Ten temat ma 3 odpowiedzi, 2 głosy, a ostatnio został zaktualizowany 17 lat, 1 miesiąc temu przez
isztar.
-
AutorWpisy
-
16 września 2009 o 17:16 #5748
Mufka34
Członek- Tematów: 2
- Odp.: 1
- Początkujący

Witam. Moje małżeństwo od kilku lat przechodzi poważny kryzys. Już 2 razy składałam pozew rozwodowy, jednak za każdym razem wycofywałam… Powód?… Nieustanna wiara w to,że uda nam się utrzymać ten związek… Związek, który powstał z wielkiej namiętnożci, miłożci… Niestety tuż po żlubie, mój mąż zaczął traktować mnie jak swoja własnożć… Próbował za wszelką cenę mnie kontrolować… Ale po kilku rozmowach zaprzestał tych praktyk i nawet szczężliwie nam się żyło. Problem zaczął się około dwóch lat po żlubie.. Małżonek zaczął wracać później z pracy i niestety był nietrzeźwy.. A co za tym szło był agresywny.. Nie! Nie bil mnie.. ale trzaskał drzwiami, krzyczał, wmawiał mi,że go zdradzam, twierdził, że mnie kontroluje , że wie więcej niż mnie się wydaje. ( takie brednie) Zazwyczaj kiedy był nietrzeźwy nie wdawałam się z nim w dyskusje, lekceważyłam to co mówi- choć było to męczące. No nic… w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy z nim na pewno wszytko ok. Nie mogłam zrozumieć skąd u niego takie urojenia. Ta ciągła podejrzliwożć o moje rzekome zdrady. Poszłam do psychologa- opowiedziałam kobiecie o zachowaniu męża. Poprosiła abyżmy oboje do niej przyszli. Po wizycie u specjalisty ustaliliżmy zasady , mieliżmy jasno okreżlać swoje potrzeby.. nie pozostawiać żadnych niedomówień, niedokończonych zdań. Cieszyłam się z tego , bo włażnie dzięki tym niedomówieniom następowała między nami eskalacja negatywnych emocji. Poza tym zobowiązał się,że nie będzie pił każdego dnia . Nie byłam pewna ,czy dotrzyma słowa.. ale wspierałam go jak mogłam . Niestety po 2 tygodniach spił się okrutnie i nasze ustalenia poszły w niwecz… Załamałam się.. Już nie wiedziałam jak ja mam z nim rozmawiać.. W końcu widząc,że żadne argumenty do niego nie docierają, a jego picie staje się nie do zniesienia, wyprowadziłam się z naszego mieszkania..Wynajęłam dwupokojowe mieszkanie, spakowałam dziecko siebie i odeszłam… Po dwóch miesiącach poprosił żebyżmy spróbowali jeszcze raz… długo rozmawialiżmy. Uzgodniliżmy zasady. On powiedział co jego drażni we mnie -ja co mnie w nim.. Pewna tego, że po takiej lekcji cokolwiek zrozumie- wróciłam. Starałam się jak mogłam. Niestety sielanka nie trwała długo. Mąż upewniwszy się, że nadal mi zależy na nim, na małżeństwie- zafundował mi powtórkę z rozrywki. W efekcie od dwóch lat nie mieszkamy ze sobą.. Nie mamy rozwodu. kontaktujemy się. Obojgu nam zależy na tym związku. Niestety on nie umie sobie użwiadomić tego,że powinien udać się na terapię. Zaoferowałam mu swoją pomoc- ale ją odrzucił. Kiedy nas odwiedza nie pije, pomaga mi, prowadzimy normalne życie. Ale wystarczy że wraca do siebie, kilka dni się nie widzimy i niestety nie umie przestać popijać piwka.- tzn. upijać się nimi.:( Wyparł myżl,że ma problem. Nie dopuszcza do siebie tego, że picie wymknęło mu się spod kontroli… Znam profilaktykę uzależnień- ale niestety bez chęci samego zainteresowanego żadna terapia nie ma sensu- a co najważniejsze zwyczajnie do niej nie dochodzi..Tak się zastanawiam czy warto jeszcze walczyć o to małżeństwo. Zwyczajnie boję się, że ponownie mnie oszuka, kiedy ewentualnie zdecydowałabym się na powrót do niego. Nie jest złym człowiekiem, jest czułym ojcem, kiedy nie pije pomaga mi w wielu rzeczach., jednak obawiam się,że mój rozsadek zaprowadzi mnie w końcu przed oblicze sadu i niestety zakończę te farsę raz na zawsze. Targają mną sprzeczne emocje. Rozsądek podpowiada, że bez radykalnych kroków nic się nie zmieni w jego zachowaniu, że każdy mój gest w jego kierunku utwierdza go tylko w przekonaniu, iż i tak nie starczy mi odwagi aby go zostawić. Z drugiej jednak strony nie przestałam go kochać i kurcze naprawdę jestem skłonna wiele mu wybaczyć byle tylko przestał pić.
16 września 2009 o 20:34 #159706isztar
Członek- Tematów: 27
- Odp.: 491
- Zasłużony

Trudna sytuacja i bardzo Ci współczuję. Trudno cokolwiek tutaj powiedzieć ale jedno jest pewne – alkoholik musi zostać całkowicie sam żeby użwiadomić sobie że ma problem inaczej zawsze będzie mu się wydawało że to żwiat na niego się uwziął.
Rozumiem że Ci zależy na tym związku, macie dziecko, ale pomyżl włażnie o tym dziecku – takie zachowanie ojca, widok pianego ukochanego tatusia odbija się na psychice i zostaje w głowie już na zawsze…
Może spróbuj zabronić mu kontaktów z Tobą i dzieckiem dopóki nie zacznie chodzić na terapie…postaw wszystko na ostrzu noża – inaczej nie ma sensu moim zdaniem. A rozwód to ostatecznożć gdy już na prawdę nic nie będzie dało się zrobić…
Alkoholizm to straszna choroba i chory często nie zdaje sobie sprawy jak krzywdzi najbliższych.17 września 2009 o 16:16 #159707Mufka34
Członek- Tematów: 2
- Odp.: 1
- Początkujący

Dziękuję za ciepłe słowo. Oczywiżcie masz rację. Nie pisałam tego aby się użalać nad sobą- daleka jestem od tego. Odkąd nie mieszkamy razem,żyję bardzo spokojnie. Jestem niezależna finansowo więc nie martwi mnie to,że mąż nie łoży na utrzymanie dziecka. Zresztą nawet nie prosiłam go o to. Jedyny warunek jaki mu postawiłam to zdecydowane kroki ku temu, aby zacząl postrzegać siebie przez pryzmat człowieka, który ma problem z alkoholem. Póki co efekty tego są marne;(
Ale szpileczko mas zrację.. muszę ograniczyć jego kontakty z dzieckiem( wiem, ze będzie się złożcił, bo kocha dziecko całym sercem). Ale tak jak napisałaż- musi zostać sam , aby zobaczył ile na tym traci.
Dziękuję za przeczytanie tych moich wypocin:)) Pozdrawiam:)17 września 2009 o 19:58 #159708isztar
Członek- Tematów: 27
- Odp.: 491
- Zasłużony

Nie ma za co, życzę powodzenia i jakbyż chciała pogadać to daj znać np. na priv albo gadu.
Pozdrawiam 🙂
-
AutorWpisy
- Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.

