Jestesmy ze soba od dwoch lat, od roku ze soba mieszkamy. wszystko ukladalo sie dobrze, jestesmy dla siebie czuli, spedzamy ze soba duzo czasu, wiemy o sobie bardzo duzo. oczywiscie sa tez problemy, jak wszedzie, wiec ich nie uwypuklam. wczoraj bylismy na zakupach, bo trzeba bylo kupic garnitur na wesele, na ktore sie wybieramy. jak juz wybralismy wyszlam ze sklepu wczesniej, zeby nie spoznic sie z zakupem biletow do kina. kiedy przyszedl przyniosl mi jeszcze moje ulubione chrupki i powiedzial, ze pani w sklepie powiedziala, ze taka slodka para najpierw wspolne zakupy a potem kino. Pomyslalam- faktycznie, nigdy nie docenia sie czegos poki sie to ma na codzien. wieczorem, jak kladlismy sie spac moj chlopak zaczal mowic cos o tym, ze para na ktorej slub idziemy jest ze soba tyle co my a sa od nas mlodsi (my 24,25) i ze w sumie przeszlo mu przez mysl, ze wlasciwie dlaczego w przyszlym roku nie mielibysmy tez zrobic kolejnego kroku. nie wiem czemu, ale poczulam jakby cos mi przycisnelo na klatke. powiedzialam, ze to jeszcze zdecydowanie za wczesnie, a on, ze nie rozumie o co mi chodzi, skoro mamy tyle lat ile mamy. zaczelam mu wymianiac starsze pary bez slubu jakbym chciala usprawiedliwiac swoja reakcje. kocham go, ale nie chce jeszcze brac slubu. absolutnie nie! z drugiej strony widzialam, ze nie spodobala mu sie spontanicznosc mojej reakcji. nic dziwnego. strasznie dziwinie sie z tym czuje. co o tym myslicie? dodam ze ja jestem jeszcze studentka a on pracuje i bedzie teraz robil studia uzupelniajace. moze dlatego czuje brak stabilizacji majatkowej?