a włażciwie tzw. podgrzybki. są super! moja kuzyneczka – parę lat młodsza 😉
już dba o mnie. dała mi 1,5 kilo. zrobiłem z tego coż boskiego! fajny barszczyk. doprawiłem.
jeżli pozwolicie, to Jej tu podziękuję…
bo nie musiała, a użyczyła, jak mnie zobaczyła, na tym rowerze, całkiem przemoknięty…
polałem na ziemniaczki. ciutkę mięska. ale ciutkę. w takich dużych filiżanach gorący wywar.
i do tego twarde chrupiące rożki z wołowiną w żrodku (mała ilożć).
w oddali polałem winko – koniecznie białe, bardzo wytrawne, że aż usta cierpną…
zapraszam, naprawdę warto!
ps. zaprosiłem kuzynkę. powiedziała, że się opłaciło. znaczy dać tyle za tak niewiele, hehe.
nie wiem, co miała na myżli, ta żliczna kobieta.
epiloge: piszcie przepisy na grzybeczki. mniam. ja skorzystam.
dodatek do epiloge” kuzyneczka zachęcała mnie,
żebym czężć zarezerwował na Boże Narodzenie.
niestety nie posłuchałem jej. może jak ją odwiedzę w listopadzie (późnym) coż mi jeszcze da.