Porozmawiałam z nim. I teraz kompletnie nie rozumiem.
Powiedziałam mu, że go kocham. Że broniłam się przed tym uczuciem, że nie spodziewałam się, że bałam się, że coż poczuję.
On na to, żebym się nie broniła przed niczym, żebym nie zadawała sobie tylu pytań, tylko dała się w tych pytaniach swobodnie zagubić. Podziękował za szczerożć i za to uczucie.
Powiedział „nie broń się, nie okłamuj, kochaj mnie”.
Padły z jego strony słowa „Ja Ciebie też. Bardzo.”
Na koniec powiedziałam mu, że dawno mi się nie żnił, a on na to, że może kiedyż nie będę musiała żnić.
Totalnie mi namieszał.