Mam pytanie. Dlaczego pewna (chyba dożć duża) czężć kobiet boi się równouprawnienia w modzie? Tzn. żeby mężczyźni też mogli wybrać, czy chcą nosić spodnie czy spódnicę. Albo buty na płaskich obcasach czy szpilki.
Z moich obserwacji i dożwiadczeń wynika, że w Polsce mężczyzna jest pod znaczną presją otoczenia. Musi zachowywać się i wyglądać zgodnie ze stereotypem tzw. prawdziwego mężczyzny.
Kobieta woli twardziela i zdarza się nawet, że może zerwać z takim panem, który sobie latem założy spódniczkę. Nie mówiąc już nawet o przewiewnej sukience.
Jak dla mnie to nie do pomyżlenia, gdyż uważam, że „nie szata zdobi człowieka”.