gdy mialam 20 lat, wyprowadzilam sie od rodzicow. do kuchni mnie nie ciagnelo…oczywiscie. wpadalam regularnie na obiady do rodzicow. mama do tej pory karmi mnie dosc chetnie:)))
ale…jak tylko wprowadzil sie do mnie moj facet…oszalalam:))) odkrylam, ze umiem ugotowac absolutnie wszystko i poza wpadkami typu dwukrotne posolenie ryzu czy ziemniakow, nie zaliczylam wiekszych porazek.
moj facet gotuje swietnie, ale niestety…rzadko ma szanse wykazac sie umiejetnosciami, bo ja przejelam role kury domowej:)
mysle, ze jak ktos ma polubic gotowanie, to polubi. jesli nie…nie ma co sie specjalnie zmuszac.