Możecie mnie oceniać, ponieważ zachowałam się raczej mało racjonalnie,ale w sumie niczego nie żałuję.
Na piątkowej imprezie poznałam fajnego chłopaka. Traf chciał,że wtedy też mnie okradziono. Zaproponował mi nocleg u siebie. W sobotę poprosil bym została jeszcze. I stało się.
Dziż jestem u siebie,z jego numerem telefonu na kartce. Telefon też mi skradziono. Mam zastępczy numer i walczę ze sobą, by odezwać się do niego jak najpóźniej.
Czułam się cudownie. Dawno nikt nie okazał mi tyle zainteresowania i troski.
Boję się jednak,że z moją manią szybkiego angażowania się, po raz kolejny spotka mnie życiowa porażka.
Ajć, nie wiem czemu ja to piszę.