uwielbiam alkohol.
milosc do dobrego piwa to normalnie odziedziczylam w genach.
ale: dobre winko, drinki, likiery tez uwielbiam.
czystej wodki od kilku lat nie pijam chocby nie wiem, co sie dzialo. nigdy.
nie pijam tez byle czego (wyjatek stanowi bieda emigracyjna i chardonnay w kartonie 😆 ).
i teraz tak…mimo mojego zamilowania do dobrego alkoholu, nie kojarzy mi sie on z zapijaniem sie na imprezach do zarzygania. dobre zarcie tez lubie, a mimo to nie jestem gruba jak swinia.
moj facet tez lubi dobry alkohol.
jednak: jak to facet. ma wiecej za uszami alkoholowych przygod z okresu liceum. jego koledzy lubia wypic.
zdarza nam sie wspolnie wstawic, zdarza nam sie wstawic osobno ze znajomymi. ale raczej sporadycznie. po prostu nie wlewamy w siebie, ile wlezie.
moj facet kilka razy wrocil w stanie, w ktorym nalezy pilnie porozmawiac z klozetem z jakiejs tam meskiej imprezy. rano spotkaly go oczywiscie drobne zlosliwe uwagi, ale bez przesady.
nie moglabym byc jednak z facetem, ktory pije codziennie. tak samo jak nie moglabym byc z hazardzista czy innym nalogowcem. zadnych nalogow pod moim dachem i koniec.