Ally25
Odpowiedź forum utworzona
- AutorWpisy
Słuchajcie, ja oszaleję! Moja niespełniona „miłożć” wręcz zintensyfikowała nasze kontakty. Po powrocie wytrzymał niecały dzień – jednego wieczora do kina, drugiego na drinka, a wczoraj na imprezę do jego przyjaciół. Nie potrafię mu odmówić nawet dla dobra moich zdrowych zmysłów! A na dodatek jego brat mi powiedział, że słyszał rozmowę B. z ich matką, w której B. jej opowiedział jaka to wspaniała ze mnie była kompanka podróży, jakie to mamy wspólne poglądy i jak się żwietnie ze sobą rozumiemy i że ich matka powiedziała, że ja też jej się bardzo podobam i radziła B., żeby w końcu spoważniał i „wziął się” za mnie, bo mu się wywinę.
Jest jeszcze jeden motyw. Przedwczoraj spotkaliżmy się na drunku z moją ukochaną przyjaciółką, a że jestem troszkę podziębiona poprosiłam, żeby mnie pierwszą odwiózł. Potem Marta do mnie zadzwoniła i opowiedziała ich rozmowę. Podobno B. po koncercie swojego ulubionego zespołu w Barcelonie (ostatni ich koncert był blisko gdy miał 15 lat i całe dorosłe życie czekał na ten moment oraz stawiał granice swojej emocjonalnej dojrzałożci włażnie wg tego koncertu) zamierza się ustatkować i poszukać życiowej partnerki, żony. Powiedział Marcie prosto z mostu, że będę idealną żoną i zamierza mieć ze mną 4 dzieci!!!
Czy to wszystko nie jest jakież chore?? Po prostu telenowela…
Marta próbowała mu wytłumaczyć, że żledzi na bieżąco nasze relacje i z tego co wie, ja nie zamierzam czekać, aż on się wyszumi. Ale on to zupełnie zignorował, jakby był zupełnie pewien, że do niego należę na dobre i na złe, że będę już zawsze znosić wszystko, te jego kaprysy i uzaleznianie wyboru życiowej drogi od jakiegoż cholernego koncertu!!!
Wyobraźcie sobie nawet, że ona mu dokazywała, że ciekawe jak chce mieć ze mną 4 dzieci, skoro nie uprawiamy seksu, a on na to beztrosko „to zaczniemy”.
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa……………OSZALEJĘ!!!
Przecież taki człowiek, z takim podejżciem do relacji damsko-męskich, tak uproszczonych i pozbawionych głębszych uczuć nie może się zmienić tylko dlatego, że wciżnie na palec obrączkę! Jakoż sobie nie potrafię od dłuższego czasu wyobrazić takiego małżeństwa. Już chyba wolę zostać aseksualną, platoniczną, szarą eminencją zachwytu….No i wróciłam…
Przełom był, ale tylko merytoryczny. Dowiedziałam się, że chciałby związku ze mną, że myżli o czymż poważnym, ale jestem dla niego kimż tak ważnym, że nie może w taką relację ze mną wkroczyć dopóki nie pozałatwia swoich spraw, nie uporządkuje kłopotliwych znajomożci itd. W ten sposób otrzymałam tylko potwierdzenie, że ma inne kobiety, z którymi się spotyka i uprawia seks. Ze mną nie może, bo za bardzo mnie szanuje i nie mógłby tego robić wiedząc, że dzień wczeżniej robił to z inną kobietą, a w następnym dajmy na to tygodniu już zapowiadają się kolejne schadzki…
Tylko czy to zmienia jakoż moją sytuację? Nie. Serce mi pękło na tysiąc kawałków, bo czy na prawdę tak trudno zwyczajnie się odciąć od próżnych i pustych znajomostek i przygód i być z kimż, do kogo czuje się coż więcej?
Nie oddałam mu jego rzeczy, nie robiłam dramatycznych gestów. Bawiliżmy się dobrze, spędziliżmy pięknie czas, a walizkę na swoje życzenie wniosłam sobie wczoraj sama, żeby mnie nie kusiło do stawiania cezur.
Ale on wie, że ja nie będę czekać na te jego wielkie posprzątanie. Powiedziałam to jasno. Teraz od niego zależy co zrobi z takim skarbem, jak ja – wchodzi czy pasuje. Ja zaczynam sobie układać życie na nowo, na spokojnie, nie uwzględniając go w swoich planach. A, i koniec z wyczekiwaniem wieczorami w pełnym makijażu do późnych godzin, bo może zadzwoni, wpadnie. Argentyna zmienia ludzi 🙂Kochani jesteżcie! dzięki za wsparcie, jakoż jażniej i lżej mi się zrobiło. Mellodiv: pytałaż o proporcje „z” i „bez” w naszej…yyyy…relacji. Znamy się bardzo niedługo. Dokładnie od 29 listopada, ale trochę szybko wszystko się zaczęło, przyznaję się i nastawiam policzek – poszłam na całożć już na pierwszej randce. Wiem, że to nie za dobrze o mnie żwiadczy, ale przysięgam – że zdarzyło mi się to po raz pierwszy, a zaznaczam, że nie należę do kobiet narzekających na brak adroratorów wokół siebie. Pierwsze wrażenie było takie sobie: podjechał taki bananowy w wypasionej bryce, jakiż taki niespecjalny, wyrożnięty i starszy, niż mi to przedstawiano (umówił nas w ciemno mąż mojej przyjaciółki). Ale jak tylko usiedliżmy i on zaczął mówić – boże! mogłabym go słuchać tak do końca życia! Te same myżli, żwiatopogląd, ta pasja, i to poczucie humoru – błyskotliwe i nieco absurdalne. Wpadłam już po minucie rozmowy i pomyżlałam: ten albo żaden! Nie mogliżmy się tego wieczora nagadać, nie mogliżmy się rozstać, tak mnie odwoził do domu, że 4 razy przejechaliżmy miasto, a i tak wylądowaliżmy u jego przyjaciela – już wtedy czułam się przy nim fajnie i pewnie, jakbyżmy znali się już kawał czasu. Potem wyciągali mnie na jakież przyjęcie domowe u znajomych, ale asekuracyjnie nie dałam się namówić i poprosiłam o odwiezienie do domu. Bartek pojechał na tę imprezę, ale po godzinie zadzwonił, że nie może tam wytrzymać i że tak bardzo chce mnie jeszcze tego wieczora zobaczyć, że jeżli nie dam się wyciągnąć na spacer to będzie tak stał pod moim oknem i żpiewał 🙂 śnieg wtedy padał to zaprosiłam na herbatę, a że popsuł się akurat czajnik, to poratowałam reputację gospodyni winem. Gadaliżmy do 2-giej w nocy, a mówiliżmy o takich rzeczach, że czasami najlepszej przyjaciółce trudno się z tego wywnętrznić… No a potem kochaliżmy się do białego rana 🙂 Oh…i ten poranek….jak zakochani…..i taki scenariusz z różnymi wariacjami powtarzał się przez miesiąc, do końca grudnia. W międzyczasie on zdążył ułożyć już plany ze mną w roli głównej przynajmniej na rok czasu – wycieczki, współpraca biznesowa (on produkuje reklamy, a ja akurat zajmuję się reklamowaniem mojej firmy) itd. W żartach mówił nawet „Oj, coż mi się wydaje, że to się żlubem skończy!”… Widzieliżmy się kilka razy w tygodniu, a jeżli akurat nie mogliżmy, to telefony w ruch…
No i jakoż się to zaczęło kończyć po żwiętach. Resztę historii już znasz.
Hard-man: uwierz mi, że ja nie siedzę tylko i jęczę, że jestem bezradna i beznadziejna. I….próbowałam go tam „złapać”. Ale on na początku się wykręcał trochę zakłopotany, a teraz to już – mam wrażenie – aż podskakuje jak oparzony. I flirtuję z nim tak, że już czasem nie mam siły! Katuję się butami na 12cm obcasach, bo wiem, że lubi, ubieram się tak, jak lubi, trzepocę rzęsami, wydymam usta, odsłaniam niby od niechcenia kawałeczki ciała, wzbudzam zazdrożć…..ach – wszystko robię! Z resztą – co tam prowokacyjne odsłanianie….przecież my żpimy ze sobą przytuleni – nago!Moi przyjaciele też wróżą przełom podczas tego wyjazdu. Ale ja sobie za dużo już naobiecywałam. Dlatego chwytam wiatr w żagle nie myżląc o tym co dzieje się między nami tylko co fajnego czeka mnie w Argentynie 🙂
PS, prezerwatywy nie są dla nas, ponieważ ostatnio tak omija temat seksu (braku seksu między nami), że pewnożcią nie wspomniałby o tym z taką beztroską. Raczej chciał dać mi do zrozumienia raz jeszcze, że na tyle jest pewnien, że nigdy już tego między nami nie będzie, że całkiem otwarcie zamierza za moim przyzwoleniem oddać się harcom z latynoskami.
PS2, jeżli będzie duży zwrot akcji to napiszę 🙂 Przecież Internet noszę przy sobie 🙂
Mellodiv,
z prawdziwą ulgą przeczytałam Twojego posta, bo okazuje się, że moja sytuacja nie jest taka ekstraordynaryjna, jak mi się wydawało. Chociaż, ta Twoja wydaje się niemal standardem – facet frywolny, bojący się zobowiązań, lubiący pobaraszkować (to samo może odnosić się do kobiet, bez obrazy hard-man!). A u mnie jest tak, że jednak coż innego jest na rzeczy.
Masz rację, Mellodiv, ten brak seksu musi oznaczać jego zgoła odmienny stosunek do mnie. I ja to czuję. Za każdym razem, kiedy się widzimy czuję się jak księżniczka: słucha, przytula, całuje, komplementuje… Ostatnio przyznał mi się nawet – między słowami – że z nikim innym też nie uprawia seksu. Ale ja nie wiem, na ile to jest prawda. W sumie nie ma powodu, żeby mnie oszukiwać, bo wie, że ja myżlę sobie bóg wie co o jego poczynaniach, nawet, jeżli tak nie jest.
To nie jest tak, że my o tej całej sytuacji jeszcze nie rozmawialiżmy. Nagabywałam go, zwłaszcza na początku, jeszcze roszcząc sobie do niego prawo. Ale, tak jak pisałam wczeżniej – najpierw kilka razy „się nie składało” (ale teraz z perspektywy wiem, że on chyba sam ustawiał tak nasze spotkania – a to większe grono, a to wpadł z kolegą, a to zabrał do swoich rodziców, a to w nocy do 24h marketu trzeba jechać, a to zmęczony bo na basenie był, a to go ręka boli i nie moze nią ruszać…ehh). Potem, że on nie może, bo mnie szanuje i że trudno tak po prostu. A potem to się zaczęły opowieżci o innych kobietach.Włażnie otrzymałam cios prosto w serce. W niedzielę wylatujemy, więc się zdzwoniliżmy (wczoraj grałam z nim w zielone i nie odbierałam telefonu….). Powiedział: „mogę zabrać do walizki czężć twoich rzeczy. Ja spakowałem tylko jedne jeansy i paczkę prezerwatyw”. świetnie. To z jakąż obcą cizią z trzeciego żwiata można…a ze mną……..nie?
Boże!
Hard-man,
faktycznie, zdaje się, że mam tu jakiegoż „ignora”, całe szczężcie jesteż jeszcze Ty 🙂
Oczywiżcie nic się nie zmieniło. Choć muszę koniecznie położyć jeszcze nacisk na coż, co zdaje się umknęło Twojej uwadze w moich wypowiedziach. Pamiętaj, że ja włażciwie nie jestem „jedyna”. A to, co dzieje się miedzy mną a tym facetem – nie można okreżlić związkiem. Tak jak mówiłam, on ciągle wspomina o tych innych (od których podobno jestem lepsza, ale nadal jednak są). Ostatnio przytulając mnie i mówiąc jak bardzo cieszy się, że mnie widzi, że czuje się, jakby po długiej podroży wrócił do domu i tylko ja go tak rozumiem – opowiedział usprawiedliwiając swoją ostatnia 4-dniową nieobecnożć w moim życiu o tym, że musiał się spotkać z kilkoma „koleżankami” (zdążył wymienić Martę, Kasię i Emilkę zanim przerwałam mu wybuchem żmiechu, udając, że nie tylko mnie to nie ruszyło, ale również szkoda mi go, że taki „zalatany”)… ;( Potem trochę podpytywałam, ale twierdzi, że miedzy nim a tymi kobietami nic nie ma, że tak jeździ, bo jeździ….czyli przypadkiem nie tak, jak do mnie??
Jednoczeżnie ma atak jakiejż zazdrożci. Ostatnio odżwiezyłam swoją starą przyjaźń i spontanicznie umieżciłam nasze wspólne zdjęcie z tym przyjacielem na pulpicie komputera. A „mój” mężczyzna aż pociemniał na twarzy jak to zobaczył, niby nic, ale wciąż wtykał mi szpilki, niby żartem – ale czemu to nie on jest na pulpicie, niby obojętnie, ale pyta czy to cos poważnego, niby już koniec tematu, ale znowu wraca i o niego pyta, a potem pyta, dlaczego nie próbuję się z tamtym facetem zejżć i radzi, że powinnam. Odpowiedziałam mu już na odcinkę, że dlatego nie, bo jest dla mnie za przystojny, wtedy „moj” męzczyzna cicho zapytał „a ty byż takiego, jak ja brzydala mogła pokochać?”. A ja na to: „ja już cię kocham”. Jedyne co usłyszałam w odpowiedzi to: „Akurat…przytulaj się i spać!”.
Hard-man, wiesz, w niedzielę wylatujemy. Od kilku dni powoli zbieram się do pakowania. Wiesz co spakowałam najpierw – skromny kartonik, a w nim Jego rzeczy…szczoteczka, parę koszul, książka, jakiż sprzęt. Postanowiłam wręczyć mi go po powrocie, 11go marca, kiedy będzie mi wnosił walizkę do domu. czy będę tego żałowała????hard-man, dzięki!
Faktycznie w dużej mierze masz rację. Trochę za mocno gram taką, której to nie obchodzi, bo boję się zranienia w razie, gdyby on jednak miał to wszystko gdzież. Wiem, że jemu podobają się dziewczyny z charakterem, z pasją. Często mówi, że podziwia mnie za to, co robię, czym się zajmuję, jak sobie żwietnie w życiu radzę, mówi, że jestem taka inna od tych „wszystkich tamtych”.
Jest kilka spraw, które mogą u niego wywoływać taką postawę:
1. jest włascicielem prężnej firmy, dużo pracuje, ma dużo na głowie i nienormowany czas pracy, a teraz jeszcze dochodzą problemy koniunkturalne i rożne kadrowe, z którymi się zmaga
2. ma spory „przerób”… oboje nie ukrywamy przed sobą, że nie jesteżmy żwięci. Mówi, że wstydzi się tego, z iloma kobietami w życiu sypiał. Myżlę, że jest też dlatego w pewnym stopniu już nieufny i zblazowany tą ilożcią uczuć i emocji, które do niczego jak widać nie doprowadziły
3. jest typowym „bananowcem”, ma kasę, a zatem i panny się do niego kleją. Czasami facetowi trudno się powstrzymać od flirtu czy chwili zapomnienia, skoro takie „towary” się wokół kręcą, nawet jeżli zdaje sobie sprawę z tego, że chodzi tylko o kasę i profity, a obok jest ktoż, kto czeka i wcale na tę kasę nie łypie…
4. trudny wzorzec rodzinny, ponieważ jego ojciec, wojskowy zdradzał matkę na legalu niemal
5. ma prawie 33 lata, a z dożwiadczenia wiem, że im dalej w „trzydziechę” tym trudniej się zdecydować, zwłaszcza jeżli dotychczasowe życie nie było puste i nie wytworzyło pragnienia stabilizacji.Hard-man, zapytam wprost: kurcze….ale co z tym seksem, a raczej jego brakiem? Przecież było tak cudownie, dopasowaliżmy się temperamentami i powiedzmy dożwiadczeniem, idealnie się zgralismy i nie są to tylko moje wykobrazenia – on po prostu piał z zachwytu (wiem to też nieoficjalnie od jego najlepszego przyjaciela, który od czasu do czasu przemyca mi różne aluzje na temat tych naszych minionych przygód łóżkowych – tak, nie mam złudzeń, wiem, że faceci sobie takie rzeczy opowiadają :P). Tak, jak pisałam wczeżniej, po paru tygodniach przestaliżmy, po szeregu upokażających i grubymi nićmi szytych wymówkach przestałam się pytać i pogodziłam się z tym, że zasypiamy wtuleni w siebie, a ja muszę cierpieć katusze, czując jego ciało i zapach przy sobie i nie mogąc nic z tym zrobić.
Były momenty, kiedy próbowałam się jeszcze do niego „dobierać”. Nawet kiedy się przytulamy widzę (i czuję :P), że to nie pozostaje bez wpływu na jego męską fizjonomię, ale kiedy próbowałam coż zainicjować reagował jak poparzony i podniesionym głosem perorował: NIE! Boże, jakie to upokarzające!! Teraz czasami przemycam aluzje, np kiedy w jakichż przepychankach i żartach złapie mnie za jakąż okrągłożć, że niby on to może mnie bezkarnie macać, a mnie nawet spojrzeć nie można. Unika tego tematu jak ognia i zacięcie milczy. Gdybyż widział wtedy jego minę za każdym razem. To jest jakiż dziki wkręt, którego nie mogę rozgryźć.
Po co on się w ogóle ze mną spotyka?? Ma przyjaciół, nie potrzebuje kolejnej mądrej głowy w towarzystwie, i tak nie ma zwykle czasu na niezobowiązujące towarzyskie spotkania, na co ciągle narzeka. Po co mi mówi te wszystkie rzeczy, że jestem taka piękna i mądra, najlepsza z najlepszych, że uwielbia spędzać ze mną czas, że się stęsknił. Wczoraj zadzwonił późno wieczorem, żeby się tylko „zameldować” chociaż jedzie prosto do domu, bo wczeżnie musiał wstać. Zapytany po co włażciwie dzwoni powiedział: „tęsknię, to dzwonię. Chciałem usłyszeć Twój głos, chciałbym się do ciebie przytulić”.
Widujemy się dożć czesto, ale ja nigdy nie wiem, kiedy będzie następne spotkanie. Przez jego tryb życia i brak chęci – chyba – tłumaczenia się mi czy zdawania relacji z przebiegu dnia, ja nie wiem kiedy zadzwoni, żeby wpażć, a kiedy wieczór czy weekend mam wolny. Łapię się na tym, że co kilka minut sprawdzam telefon, odmawiam spotkań, bo może akurat…
Do Argentyny lecimy na pewno, 1 marca, ale czy ja nie jestem przypadkiem tylko atrakcyjnym narzędziem do realizacji marzeń o dalekich podróżach. Beze mnie nigdy by się nie wybrał, ponieważ nie zna języka, a ja tam jeszcze mam rodzinę. Czy po powrocie przestanę mu być potrzebna?
Z drugiej strony, gdybym była tak mało istotna dla niego, nie traciłby tyle czasu ze mną, a już na pewno nie angazowałby się tak w tę wycieczkę. To się nie klei. Ale jak się kogoż lubi, szanuje i na dodatek czuje do niego pociąg i uważa za atrakcyjnego, to chyba nie ma problemu ze zbliżeniami intymnymi??!!
Gdyby był seks między nami, nie byłoby dyskusji, ani mnie na tym forum. Wiedzialabym, że nie jesteżmy typową zakochaną poznającą się parą, tylko dwojgiem ludzi poszukujacych, dożwiadczających, z nadzieją na to, że za jakiż czas przekonamy się, czy nasza znajomożć przerodzi się w miłożć czy poszukamy czegoż innego. A tak – ja jestem zakochaną wariatką pozbawioną tego, co tygryski lubią najbardziej, a on jednym wielkim znakiem zapytania….
- AutorWpisy

