zin
Odpowiedź forum utworzona
- AutorWpisy
@chatanoga wrote:
Teraz są coraz modniejsze różne grupy wsparcia i kręgi kobiece. Zwłaszcza te ostatnie. To szansa na poznanie innych kobiet, rozwijających się, w różnym wieku. To szansa na zyskanie tych wszystkich kuzynek, cioteczek, a czasem i babć, które straciłyżmy przez zanik wielopokoleniowej rodziny.
Akurat z tym miałabym problem. Nie bardzo interesują mnie grupy, zwłaszcza grupy, które opierają się płeć i wspólnotę dożwiadczeń. Jak mówiłam, w przyjaźni nie interesuje mnie zawartożć spodni, a wnętrze. I dalej, to że jestem kobietą albo krawcową, albo mam chore dziecko, nie oznacza, że muszę przyjaźnić się z kobietami, krawcowymi lub innymi matkami. Przyjaźń to coż więcej niż jedna czy dwie wspólne cechy.
@Tarina wrote:
Moja przyjaźń z kobietą trwa już dobrych kilka lat i jej stan mogę okreżlić na idealny 🙂 Pomimo że często mamy różne zdania nie kłócimy się z tego powodu. Dyskutujemy ze sobą, ale nigdy nie obrażamy. Czujemy że to jest przyjaźń już na zawsze. I przysięgłyżmy sobie że tego „naszego związku” żaden facet nie zniszczy!! I mamy taką wielką nadzieję. Więc osobiżcie nie boję się kobiet i nigdy nie bałam. :))
I to jest włażnie najwspanialsze. Nie przelotne znajomożci i spotkania na ploteczkach (choziaż i takie są potrzebne), ale bliska, trwała znajomożć, której bliskożć i zaufanie są podstawą.
Mam zdecydowanie inne podejżcie. Przyjaciółka nie jest mi potrzebna do „babskiego paplania”, ale do szczerej, bliskiej relacji, która oparta jest na głębokim zaufaniu, miłożci i bliskożci włażnie. Po sklepach mogę chodzić sama;)
Widzę, że rzeczywiżcie ta książka utkwiła Ci w pamięci. A odpowiadając na pytanie –
Wydaje mi się, że niektórzy podejmują (ja z pewnożcią). Przy tworzeniu takich relacji nie ma we mnie podziału na męską płeć i żeńską płeć. Staram się zobaczyć człowieka, a nie to, co nosi w spodniach.Brzmi zachęcająco:) Przeczytam gdy skończę z dietą;)
@pannaswieczka wrote:
„Pomidory pękają jak serca”- ładne to 🙂
A mnie się najbardziej podoba: „zwłaszcza drugi trujący był grzyb”;) Czy wspominałam, że uwielbiam Starszych Panów?:)
Nie warzywa, tylko bakterie znajdujące się na warzywach
A poniżej „Ballada jarzynowa”;)@pannaswieczka wrote:
Choroba wżciekłych warzyw- to brzmi ładnie ;). Lecz bakteria Coli nie atakuje chyba samych warzyw? To bakteria groźna tylko dla człowieka… czyli… Warzywa są nosicielami!! Ha!
I te biedne kalafiorki, już od najmłodszych lat muszą przebierać swoimi kalafiorkowatymi nóżkami i roznosić te bakterie – od Niemca do Belga, od Hiszpana do Austriaka;) Na moje ucho to brzmi jak wyzysk nieletnich.
Wczoraj czytałam znakomity artykuł w Polityce o apokaliptycznym tytule: Atak plonów;)
A na okładce jak byk stoi (włażciwie jak kapusta): Choroba wżciekłych warzyw.
Zatem, Tusiak – chyba nie powiesz mi, że prasa kłamie?;)Nie poddawaj się tak łatwo;)
Obrzydliwej i podstępnej – jak należniki u Leszka Kołakowskiego;)
wolę nie pytać na co Ci wyglądają flaczki;)
Oraz, jakby tak pużcić wodze fantazji to do wszystkiego można nabrać obrzydzenia – nawet do kalarepki;)
@pannaswieczka wrote:
Ja kocham te dania, które wystarczy podgrzać. M.in. firmę z kogutkiem- Profi. Oni duzymi literkami dają do zrozumienia, że nie ich produkty nie mają konserwantów i sztucznych barwnikow. Oprócz tego zazeram się Hortexowym mrozonym bobem. Czasem lubię warzywka na patelnię, ale z tym jest już więcej roboty :/
Spróbuj, jak będziesz miała okazję, bobu z carrefoura – jest tańszy i, wg mnie, dużo lepszy niż ten z hortexu. A możesz polecić coż konkretnego?
@Tusiak wrote:
Słyszy też je inaczej niż dzieci, dla których te książki były pisane ;).
Niekoniecznie słyszy je inaczej niż dzieci, dla których były pisane.
Bruno Bettelheim (zajmował się głównie psychiatrią dziecięcą) uważał, że bażnie w prosty, przystępny i bardzo schematyczny sposób opowiadają dziecku o otoczającym żwiecie. Np. odpowiadają o moralnożci, o przyrodzie, o ludziach.
Bażnie są utworami schematycznymi, opierającymi się na niezmiennych wzorach i matrycach co, z kolei trafnie podsumował rosyjski literaturoznawca – Władimir Propp, który zrobił znakomitą analizę struktury bajki, wyszczególniając w niej wszystkie postaci, które mogą w tekżcie wystąpić i funkcje, które pełnią.
Dążę tylko do tego, że sposób pojmowania żwiata przez kilkuletnie dziecko urodzone w XVIII w., nie różni się od sposobu pojmowania przez dziecko urodzone w XXI w. i treżci bażni i bajek wywierają nań podobny wpływ.
Myżlę, że trzeba. Nie chodzi o nowe książki, tylko o przerabianie, spłaszczanie i psucie klasyki. Uważam, że bażnie Andersena i Grimmów powinny pozostać w niezmienionej formie. Wiem, że są okrutne i miejscami przerażające, ale dziecko zupełnie inaczej słyszy tę samą opowieżć niż my.
Nie wiem czy mogłabym okreżlić książkę jako zbiór żmiesznych tekstów – brzmi to dożć okropnie, jak aforyzmy na 365 dni. Ale mogę powiedzieć, że jest napisana znakomitym językiem, który mnie bardzo bawi. Poza tym, jak już pisałam, autor ma żwietne wyczucie absurdu i potrafi w zabawny sposób przedstawić punkt widzenia a, co najważniejsze, logikę myżlenia, dziecka.
- AutorWpisy

