Hegemonia
Odpowiedź forum utworzona
- AutorWpisy
@Johani wrote:
Tylko nie wiem, co robic ze sobą w przypływie emocji, kiedy desperacko pragnę czułożci i bliskożci….
Iżc na spacer czy wypłakać sie w samotnożci…. Emocje nie sa moją mocna stroną, a przynajmnije ich poskramianie spawia mi trudnożć…Nie łam się, nie Ty jedna „wrażliwiec” jesteż 😉 Wbrew pozorom nie jest to cecha, którą należałoby w sobie tłamsić.
A spacer zdecydowanie będzie lepszym wyjżciem niż płacz do poduchy, bo ostudzi Twoje emocje i to wyjdzie na plus. Poza tym z biegiem czasu będziesz umiała nad sobą panować do pewnego stopnia, grunt to nie poddawać się i nie użalać nad sobą 😉
Cieszę się, bo podjęłam dziż trafną decyzję finansową 😉
Relaksuję się i odpisuję na maile 😉
Owszem.
Masz zużyty bilet autobusowy w kieszeni płaszcza? 😉
Pyszzzzzznego pomarańcza 😉
Zgadzam się z Taisą 😉 Egozim do szuflady i zdobądź go raz jeszcze 😉 tylko najpierw pozbądzcie się hodowanych w sobie pretensji…
@Johani wrote:
Widzicie, nie chce już rozmawiac, bo chyba obydwoje mamy do siebie za dużo pretensji…
jak znależć w sobie siły ?
Postarac sie jeszcze ma maxa przez dwa miesiące i jeżeli on sie nie zmieni – odpużcić sobie wszystko ? Tylko nie wiem czy mam odwagę…
Miłożć, to czasami za mało….Johani, a co zamierzać robić przez te „dwa” ostatnie „miesiące” próby? Spełniać jego zachcianki? Błagać, żeby raczył dostrzec w Tobie swoją kobietę? „Starać się na maxa” tzn. co?
Któraż z przedmówczyń trafnie zauważyła, że należałoby się zastanowić czy warto jeszcze w to brnąć skoro nie zapowiada się na żadne zmiany…Mimo wszystko nadal doradzam Ci rozmowę. Ale nie taką na zasadzie wrzucania sobie… Po pierwsze wybierz moment – taki, w którym ta rozmowa nie będzie mu w niczym przeszkadzać, żeby nie miał się czym irytować na wstępie. Po drugie – przeprowadź ją spokojnie; patrz mu w oczy i zaocznij od komunikatu jak ważną jest dla Ciebie osobą i jak bardzo Ci żal, że sprawiłaż mu zawód. Kieruj rozmową tak by czuł się w niej absolutnie komfortowo – nie naskakuj, nie wypominaj, pozwól mu wypowiedzieć cały żal, który ma do Ciebie. Póżniej zapytaj wprost – co dalej? Czy on chce tego związku, czy chce budować z Tobą kolejne dni Waszego wspólnego życia. Jeżli powie, że tak – odsłoń własne intencje, zaakcentuj potrzeby, także te dotyczące sfery Waszej intymnożci. No i na koniec – nie bój się słów „przepraszam, obiecuje, że będę nad sobą pracować” itd. ale nie wypowiadaj ich tylko dla zaspokojenia jego oczekiwań, sama musisz w nie wierzyć! Zawiodłaż jego zaufanie i łatwo odbudować go nie będzie, ale ważniejsze jest, byż tego chciała.
„Miłożć to nie wszystko” – szczerze pisząc to i z tej miłożci między Wami jak narazie za wiele nie ma, ale mimo to uszy do góry! Walcz jeżli wierzysz, że możecie być jeszcze szczężliwi.
Dla mnie taka sytuacja byłaby niedopuszczalna już przez tydzień, a Ty piszesz, że u Was trwa to rok 😯
Myżlę, że powinnaż sprowokować w temacie spokojną, acz szczerą i oby zakończoną obólnym kompromisem, rozmowę. Powiedz mu to co nam – że wiesz, co masz za uszami, że chcesz spróbować jeszcze raz, że nie odnajdujesz się w tej dziwnej sytuacji, że go kochasz, ale nie możesz już więcej dawać mu się tak ranić, itd. Rozumiem, że facet mógł się czuć odrzucony, zraniony, odsunięty i miał prawo się o to boczyć, ale do licha nie rok! Przeanalizujcie swój związek, zweryfikujcie uczucia i zastanówcie się, czy prócz goryczy, przyzwyczajenia, żalu i niespełnionych pragnień łączy Was jeszcze miłożć – a nóż coż wygasa i trzeba by wzniecić ogień raz jeszcze? 😉 Nie wydaje mi się, żeby związek polegał na tym, że wyłącznie jedna osoba się stara, dlatego nie widzę powodu żebyż musiała stawać się na siłę „kotką” która będzie żebrać u niego o uczucie. Facet ciągnie tę grę zdecydowanie za długo i czas wreszcie przeprowadzić rewizję całej tej pokręconej sytuacji między Wami. Pogadajcie 😉 A jeżli zechcecie być nadal ze sobą to starajcie się obydwoje, nie licząc tylko na drugą stronę. No i Ty, droga Forumowiczko nadrób czym prędzej te grzeszki co to je masz na sumieniu wobec parnera 😉
Wiem Olguż, ja to tylko w swój sposób rozwinęłam, bo aż mnie trzęsie na myżl, że w XXI wieku kobiety nadal muszą się (w pewnych przypadkach) bać swoich troglodyckich partnerów… 😥
No ale na szczężcie i Sandy i Aszita jakoż sobie radzą i wierzę, że wkrótce opisywane przez nie przeżycia będą tylko odległym wspomnieniem…
No to ja do kompletu dorzucę jeszcze Orchideę 😉
„Może się domyżlać” – a niech się domyżla! Nie widzę powodów by zachowywać jakąż sztuczą ultrakurtuazję wobec takiego człowieka… Niech wie, niech sobie powoli użwiadamia, że stracił i to stracił na zawsze. Oczywiżcie nie mam tu na myżli sytuacji, w której Sandy ostentacyjnie prezentuje mu swoją nową miłożć, bo takiemu furiatowi wszystko mogłoby strzelić do głowy (rączki opadają jak się czyta o przedszkolnych ekscesach typu plucie w wykonaniu dorosłego mężczyzny! 😳 ), mógłby jej najwyczajniej zrobić krzywdę, ale też nie dajmy się zwariować… Ma wyjeżdzać z miasta, zmieniać żrodkowisko, bo trafiła na nieodpowiedniego faceta? Nie godźmy się na takie rozwiązanie sytuacji! Sandy ma prawo być szczężliwa tak jak i każdy inny człowiek, a ludzie pokroju jej eks…cóż, krótko pisząc, powinni się LECZYĆ…
Trzymam kciuki Sandy, żeby wszystko poszło po Twojej myżli! Bo ten Twój eks 🙄 🙄 😳 ….szkoda pisać…
Niezaobrączkowana, acz stałozwiązkowiec.
Btw: pytanie do Singli – samotnożć z wyboru, ideologii czy braku odpowiedniego materiału?
Nie 😉
Lubisz Seneke?
Przepyszny, jak codzień ostatnimi laty 😉
Czy masz w kieszeni monetę 1-no groszową? 😉
- AutorWpisy

