Pablo_Escobar

Odpowiedź forum utworzona

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 238 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • w odpowiedzi na: Wejdź drugi raz do tej samej rzeki. #153111
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    Skoro jest Ci lepiej niż jak po żlubie to czemu brałas slub wczeżniej?..

    w odpowiedzi na: #152577
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @parvati wrote:

    ciezko ci to zrozumiec, gdyz twoj mozg jest totalnie zmanipulowany.

    Tym stwierdzeniem sprawiłaż mi przyjemnożć gdyż nawet apostołowie często słyszeli że są zmanipulowani.

    w odpowiedzi na: #152575
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @parvati wrote:

    @Pablo_Escobar wrote:

    Ja jestem zdania że związek jest niepełny wtedy gdy nie ma w nim miłożci.
    Jeżei np. slub bierze para starszych osób i nie mogą już współzyć z powodu zdrowia to nie oznacza to że ich związek będzie niepełny,tak mogą twierdzić osoby które mają wypaczony obraz bycia z kimż…

    😆

    za to ty masz niewypaczony obraz bycia z kims, skoro ze swoja panna zyjecie na odleglosc.

    Żyjemy bardzo blisko siebie bo odległożć jest w sercach a nie kilometrach…
    Ale ty tego nigdy nie zrozumiesz bo żyjesz miłożcią według ,,onetu” a ja żyje miłożcią według Pana Boga…

    w odpowiedzi na: #152573
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    Dlaczego warto zachować czystożć?

    Na ten temat napisano setki książek i artykułów. Nie zamierzam się powtarzać i przytaczać wszelkich kożcielnych i pozakożcielnych, psychologicznych i moralnych argumentów. Ponieważ jednak żrednio co dziesiąte pytanie na temat miłożci zahacza o ten temat napiszę kilka słów – z naszej, małżeńskiej już perspektywy. Zasadniczym argumentem, który pojawia się w Waszych listach „za” współżyciem jest ten, że przecież dwoje ludzi się bardzo kocha, jest to miłożć szczera i autentyczna, a zatem mogłaby być tak wspaniale dopełniona fizycznym zjednoczeniem. Padło nawet stwierdzenie: „jeżli ludzie się kochają to można powiedzieć, że ich ciała są dla nich żwięte. Jeżli są dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi to jakie powody ma Kożciół, żeby twierdzić, że to musi być koniecznie po żlubie?”

    Po pierwsze: czystożć warto zachowywać włażnie dlatego, że ich ciała są dla nich żwięte. A jak coż jest dla nas żwięte to do głowy nam nie przyjdzie, żeby to zbezczeżcić. Prosty przykład: widzimy piękno dzieła sztuki w muzeum lub niezwykłego kwiatu w ogrodzie. Zachwycamy się, podziwiamy. Ale do głowy nam nie przychodzi, by po nie sięgnąć, by zerwać ten kwiat dla siebie. Tak bardzo go cenimy. A jednak kwiat czy piękny obraz to (przepraszam wszystkich artystów) tylko rzecz. A skoro do rzeczy mamy taki szacunek i jest to naturalne, to tym bardziej naturalny powinien być szacunek do człowieka.

    Współżycie zaż przed małżeństwem jest grzechem, ponieważ Bóg tak stwierdził, dając szóste i dziewiąte przykazanie. Bóg, który jest największą mądrożcią wie co jest dla nas dobre, dlatego skoro zakazał współżycia przed małżeństwem tzn. że coż nam chciał przez to powiedzieć, przed czymż uchronić.

    Po drugie: póki żlubu nie zawrzesz to nie masz pewnożci że ten człowiek, z którym współżyjesz Twoim mężem zostanie. Są przecież różne wypadki – nikomu źle nie życząc. I wtedy co? Zostajesz sama i nie masz już co ofiarować (pod tym względem) swojemu mężowi – temu przyszłemu, którego poznasz. Nie będzie już tym pierwszym, nie dostanie tego wyjątkowego daru, który można dać tylko raz.

    Po trzecie: nie można bawić się w małżeństwo jak się nim nie jest. Tak naprawdę różnica miedzy seksem dzień po żlubie a dzień przed żlubem jest taka jakby Wam sakrament małżeństwa błogosławił ksiądz po żwięceniach i kleryk przed żwięceniami. Ten drugi żlub byłby przecież nieważny, prawda? Bo ten jeszcze nie-ksiądz uzurpowałby sobie prawa do czynnożci, do których nie ma uprawnień. Tak samo narzeczeni współżyjąc przed żlubem uzurpują sobie prawa do tego co mogą małżonkowie.

    Po czwarte: istnieje też coż takiego jak prawo pierwszych połączeń. To silna więź psychiczna, która wytwarza się pomiędzy ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy. Ta więź powoduje, że patrzymy na naszego wybranka trochę (a może nawet całkiem) przez różowe okulary. Nie dostrzegamy w należytym stopniu wad, tolerujemy zachowania, które nam nie do końca odpowiadają. Co najważniejsze – nie skupiamy się na poznaniu drugiej osoby tylko na emocjach, które towarzyszą związkowi. Dzieje się tak dlatego, że „zachłyżnięci” cielesnożcią, czułożcią nie zwracamy uwagi na rzeczy nieraz bardzo istotne, rzutujące na przyszłe życie. Jesteżmy po prostu niemal bezkrytyczni. Towarzyszące uczuciu zakochania lub nawet miłożci oddanie się sobie w wymiarze fizycznym powoduje, że czujemy pewną przynależnożć do tego drugiego człowieka. Czujemy z nim taką wspólnotę, jakiej nie czuliżmy jeszcze z nikim. To naturalne – oddajemy się przecież cali. Łączy nas niezwykle silne przywiązanie, tajemnica, polegająca na powierzeniu siebie drugiemu człowiekowi, któremu pozwoliliżmy wobec siebie już na wszystko. Który widział nasze ciało i nasze reakcje w najbardziej intymnym geżcie człowieczeństwa – w akcie seksualnym. Dlatego później rozstania osób, które współżyły ze sobą są tak dramatyczne i pozostaje poczucie wykorzystania, ofiarowania wszystkiego co najlepsze, żalu, gniewu. Rozstania pomiędzy ludźmi nie współżyjącymi też są bolesne, ale nie aż tak pełne żalu.

    Oczywiżcie pomiędzy ludźmi współżyjącymi po raz pierwszy w małżeństwie również ta więź się wytwarza. To dotyczy każdego. Dlatego małżonkowie w miesiącu miodowym są tak rozanieleni, tak wpatrzeni w siebie, że wydaje się, że unoszą się nad ziemią. Ale to jest sytuacja zdecydowanie inna niż przed żlubem, bo oni już okres poznawania mają za sobą, oni już wybrali i teraz ich zadaniem jest pogłębianie wzajemnej miłożci. No i o rozstaniu nie ma już mowy.

    No dobrze, ale przecież przed żlubem trzeba się sprawdzić we wszystkich dziedzinach, a co będzie jeżli się okaże, że pod względem seksualnym do siebie nie pasujemy?

    Zawsze żmieszy mnie to „sprawdzanie”. Czy chcielibyżcie żeby np. Wasza narzeczona powiedziała, że musi Was seksualnie przetestować? Chyba byżcie się oburzyli. Przecież człowiek to nie kuchenka czy inny sprzęt AGD, którego działanie się sprawdza, a w razie gdy nie spełnia naszych oczekiwań – reklamuje. Poza tym tak naprawdę tego się nie da sprawdzić, bo współżycia to się trzeba przez lata uczyć. To nie jest tak, że sprawdzamy czy kluczyk pasuje do dziurki. Bo każdy mężczyzna „pasuje” do każdej kobiety. A seks to coż więcej niż owo „pasowanie”. To wspólne uczenie się czułożci, delikatnożci, odgadywania pragnień, reakcji, to coraz lepsze rozumienie się i współgranie. Tego nie da się po prostu jednorazowo sprawdzić tak jak nie da się sprawdzić małżeństwa, dopóki nie zostanie ono zawarte.

    No dobrze, ale co zrobić by dziewczynę czy chłopaka (czężciej!) do tej czystożci jednak przekonać? Co zrobić, gdy chłopak nalega, twierdząc, że chce przez to dziewczynie dać szczężcie i dowód miłożci? Tak naprawdę pewnie każdy chłopak chciałby „spróbować”. Tylko teraz: jeżeli ma zasady to nie pozwoli sobie na pewne zachowania, będzie się starał popęd seksualny spożytkować w inny sposób, zajmie się sportem, nauką, pracą, rozwijaniem hobby. I tu nie chodzi tylko o czystożć. Zajmując się konkretnymi rzeczami, doskonaląc siebie, swój charakter, wytrwałożć daje dowód swojej męskożci. To po prostu wyzwanie i sprawdzian dla chłopaka. On przez to dojrzewa. Bo bycie mężczyzną to nie umiejętnożć „podrywania” dziewczyn i „sprawdzanie się” w seksie tylko umiejętnożć rozwiązywania problemów, branie odpowiedzialnożci za swoje decyzje i dawanie oparcia kobiecie. To cierpliwożć, opanowanie i przezwyciężanie własnego egoizmu. Tego wszystkiego trzeba nauczyć się przed żlubem, by wspólne życie nie zmieniło się w koszmar. W małżeństwo trzeba wkroczyć jako mężczyzna, a nie niedojrzały, niepanujący nad sobą chłopak. Jeżli zatem chłopak szanuje dziewczynę to nigdy nie zaproponuje jej współżycia. Za bardzo ją szanuje, także jej ciało, żeby żmiał po nie sięgać kiedy nie ma do tego prawa. Jeżeli facet mówi, że jak nie będzie seksu to koniec związku to chyba nastąpiła tu wielka pomyłka. Mówienie, że to w imię szczężcia kobiety też chyba żwiadczy o wielkim nieporozumieniu. Chciałabym zapytać chłopaków jakie to szczężcie miałby ich dziewczynom dać przedmałżeński seks. Jeżli chłopakowi się zdaje, że pierwsze przeżycia seksualne to dla kobiety jedna wielka rozkosz to się grubo myli. Pierwsze dożwiadczenia dla kobiety to ból, trudnożci z defloracją (która bardzo rzadko całkowicie udaje się od razu, przeważnie to kwestia kilku razy, nawet do kilku miesięcy), czasem krwawienia. W małżeństwie te wszystkie nieprzyjemne przeżycia też są, tylko łagodzone są miłożcią męża, a przed żlubem do tego dochodzi: wyrzut sumienia, że łamie się przykazania, ogromny smutek z powodu utraty dziewictwa + niepokój, że nie tej włażciwej osobie się ten dar z siebie ofiarowało, strach przed ciążą, obawa, że chłopak chciał się tylko zabawić i zaraz zostawi, strach, że rodzice nakryją itp. Takie oto „szczężcie” chcą ofiarować chłopcy swoim dziewczynom. Oczywiżcie im byłoby przyjemnie, a zatem widać jak na dłoni, że propozycja współżycia skierowana jest nie z miłożci ale dla ich przyjemnożci. A to już miłożć nie jest.

    Nie zrozumcie mnie źle: ja nie chcę Wam „obrzydzić” seksu, bo on jest piękny, ale żeby rzeczywiżcie był piękny to muszą być pewne okolicznożci spełnione. Jest chyba różnica pomiędzy delektowaniem się deserem w kawiarni a jedzeniem pączka kupionego w osiedlowym sklepie. Wprawdzie i jeden i drugi ma smak ale… chyba zgodzicie się, że różnica jest. Chyba przyjemniej rozkoszować się ulubionym ciastkiem siedząc wygodnie w fotelu, nie spiesząc się nigdzie niż jeżć tego zwykłego pączka z reguły na stojąco i w pożpiechu, na dodatek szukając po kieszeniach chusteczki bo lukier obkleja nam usta i ręce. Tak samo jest ze współżyciem. Musi być małżeństwo: mąż zapewniający opiekę i poczucie bezpieczeństwa, który oszaleje z radożci jeżli pocznie się dziecko a nie chłopak, który przerażony i wżciekły z powodu „wpadki” często odchodzi i zostawia z problemem. Musi być gwarancja nierozerwalnożci związku a nie jego tymczasowożć. Musi być miłożć dojrzała, nie żądająca dla siebie tylko ofiarowująca. Muszą być także odpowiednie warunki zewnętrzne. Chyba przyjemniej współżyć we własnym domu we własnym łóżku z nastrojowymi żwiecami wokół z gwarancją, że nikt nie wejdzie niż ukradkiem na kanapie gdy rodziców nie ma. Chyba lepiej cieszyć się seksem bez wyrzutów sumienia z poczuciem, że jest to wyraz mojej miłożci do małżonka niż przeżywać chwilową przyjemnożć a potem zastanawiać się czy on mnie naprawdę kocha czy tylko pożąda i bać się przedżwiątecznej spowiedzi. Jeżli się kocha to chce się dobra dla drugiej osoby. Czy może być w związku dwojga piękniejsze uczucie niż czysta miłożć? Aby móc sobie i Jezusowi spojrzeć w oczy? Aby mieć co ofiarować w dzień żlubu swojemu mężowi z gwarancją, że to ta włażciwa osoba?

    Skoro chłopak twierdzi, że Cię kocha to niech da temu dowód poprzez szacunek do Twego ciała. To nie Ty masz mu dawać „dowód miłożci” ale on Tobie poprzez uszanowanie Twych zasad i wartożci Twojej czystożci, nienaruszalnożci.

    Chłopak ma tak traktować dziewczynę jakby chciał, by ktoż traktował jego przyszłą żonę. Jaką chce mieć żonę tak niech traktuje swoją dziewczynę. Skomplikowane?

    Chłopaku: jaką chciałbyż mieć żonę? Czy chciałbyż, żeby była dziewicą? Czy żeby spała z każdym chłopakiem z jakim chodziła? Jestem pewna, że wybierzesz pierwszą możliwożć. A zatem traktuj każdą dziewczynę jak czyjąż przyszłą żonę, żebyż mógł spojrzeć w oczy jej przyszłemu mężowi. Jeżli tak się zdarzy, że jednak nie będziecie razem pomyżl, że gdzież jest Twoja przyszła żona i też ma jakiegoż chłopaka. Czy ucieszyłbyż się gdyby tamten chłopak Twojej przyszłej żonie proponował to co Ty swojej obecnej dziewczynie? Na pewno nie.

    No więc wszystko jasne. Dowodem miłożci chłopaka jest powstrzymywanie się od „dowodów miłożci” wobec swojej dziewczyny, szanowanie jej.

    Mało tego – gdyby nawet ona tego chciała on, jako przewodnik związku ma się temu opierać i na to nie pozwolić.

    Kiedyż przeczytałam, że w Izraelu po zaręczynach oddawano kobietę pod opiekę narzeczonego aby – uwaga panowie! – tym bardziej strzegł jej czystożci. Czy możemy to sobie wyobrazić? Jak by to wyglądało w naszych czasach? Czy nie byłaby to idealna „okazja”? A jednak. Tamci mężczyźni strzegli, strzegli swojej kobiety i to nie tylko przed kimż obcym, ale i…przed samym sobą. A o ile większa była pokusa! Coż niesamowitego musiało być w ich charakterze, w ich silnej, ćwiczonej woli. Nieprzypadkowo zatem Bóg chce by to mężczyzna być takim stróżem czystożci w związku. Tak, włażnie mężczyzna a nie kobieta. Gdyby było inaczej to w Izraelu kobiecie by powierzano rolę tej, która ma pilnować swojego narzeczonego. Absurd? No, a co funkcjonuje w naszej mentalnożci? Ano, włażnie jakież dziwne przekonanie, że mężczyzna to „musi” i kobieta ma pilnować, żeby nie przekroczyć jakiejż bariery. To przekonanie o odpowiedzialnożci kobiety idzie potem coraz dalej, zahaczając i o odpowiedzialnożć za dom, dzieci, itp.

    Dowodem na to, że takie myżlenie faktycznie u nas funkcjonuje jest chociażby to, że (paradoksalnie?!) więcej piszących do mnie chłopców nie może się pogodzić z tym, że ich dziewczyna nie jest już dziewicą. Dziewczyny jeżli piszą to zmieszane, z poczuciem winy, że nie dochowały czystożci i boją się odrzucenia. To żwiadczy jednoznacznie o tym, że nasze społeczeństwo wciąż winą za utratę dziewictwa bardziej obciąża kobietę, jednoczeżnie usprawiedliwiając chłopaka. No chyba coż nam się pomieszało. Z drugiej strony – i to może jest optymistyczne – współczeżni chłopcy wciąż jeszcze przywiązują do dziewictwa znaczenie. To dobrze.

    Ale wracając do tematu: czasem jeszcze jest tak, że chłopak nawet specjalnie nie dąży do cielesnożci (nieraz wręcz źle się czuje z tym), ale… zgadza się na pewne zachowania lub je toleruje, bo wydaje mu się, że dziewczyna włażnie tego chce. Nie twierdzę, że tak nie jest. Rzeczywiżcie, tak bywa. Piszą do mnie czasem chłopcy zdziwieni, rozczarowani, zrozpaczeni, że ich związek tak żwietnie prosperował a tu dziewczyna nagle odeszła. No owszem, czystożci nie zachowywali, ale on nigdy jej do niczego nie namawiał, nie zmuszał, to ona tego chciała. Drodzy chłopcy! Są dziewczyny, które faktycznie dobrowolnie dążą do kontaktów fizycznych. Przeważnie są to dziewczyny, które w domu miały jakież problemy emocjonalne, które są żwiadkami rozpadu lub bardzo marnego funkcjonowania małżeństwa swoich rodziców, które – w 90 % – nie mają dobrych relacji z ojcem. Którym brakuje czułożci, przytulenia, zrozumienia i wysłuchania w domu. Na pewno znacie lub sami dożwiadczyliżcie sytuacji, kiedy dziewczyna poraniona w domu dosłownie rzuca się w ramiona chłopaka, nieraz starszego mężczyzny. Dlaczego tak robi? Bo ona jest spragniona uczuć, których nie otrzymała w rodzinie. I wydaje jej się, że chłopak te jej potrzeby zaspokoi. Początkowo nawet jest jej dobrze. Współżycie, pieszczoty w jakiż sposób ten głód zaspakajają. Ale potem coż niepokoi, coż przeszkadza. Seks nie wystarcza. Rodzi się nerwowożć, rozdrażnienie, frustracja. Ona odkrywa, że tak naprawdę współżycie nie załatwia problemu uczuć. I zaczyna obwiniać swojego chłopaka. Ma do niego żal, czuje się wykorzystana. On nie wie o co jej chodzi. Zaczynają się kłótnie. Ona odchodzi. Dlaczego tak się stało? Dlatego, że chłopak pozwolił dziewczynie decydować o kierunku związku. Zostawił jej decyzję o czystożci, mimo, iż jemu to nie odpowiadało. Ona oczekiwała, że będzie silny i przerwie kontakty cielesne. Że znajdzie logiczne argumenty przeciw takiemu zachowaniu. Nawet jeżliby początkowo temu zaprzeczała – kobiety są czasem takie przekorne: chcą się przekonać czy facet naprawdę wierzy w to co mówi.

    Oczekiwała, że chłopak obroni związek przed pokusami, że będzie wystarczająco silny. Skoro on ma być przewodnikiem w związku (pisałam o tym wczeżniej) to owo przewodzenie dotyczy również tej sfery. A że to duże wyzwanie? No tak, ale bycie mężczyzną (prawdziwym mężczyzną) samo w sobie jest dużym wyzwaniem. Chyba Drogi Chłopaku czujesz się na tyle silny, by się przed nim nie cofnąć, prawda?

    Hmm, jeszcze nie jesteżcie przekonani?

    No to pomyżlcie teraz o Waszej nocy pożlubnej. Ona jest jedyna i wyjątkowa i wcale nie mam na myżli tego o czym 95 % czytających teraz myżli. Nie, nie, wcale nie o współżycie mi chodzi. Chodzi mi włażnie o ów zapakowany przez Boga prezent – o odsłonięcie przed małżonkiem piękna swego ciała. Tego ciała, które do nikogo nigdy nie należało. Ofiarowanie mu tego jak daru, prezentu. Taki prezent dany wczeżniej, a raczej – podpatrywany wczeżniej, poprzez robienie dziurki w opakowaniu i ciekawskie wsadzanie tam nosa już nie jest niespodzianką. Już wiemy co tam jest i czego możemy się spodziewać. Przypomnijmy sobie jak byliżmy mali i byliżmy ciekawi co jest pod choinką. Gdy nie mieliżmy pojęcia – radożć i zaskoczenie było czymż niesamowitym. A gdy nudziliżmy mamie, żeby powiedziała co dostaniemy na urodziny – to owszem, cieszyliżmy się ale niespodzianki przecież już nie było, prawda? I jeszcze moja osobista refleksja: noc pożlubna była dla nas niezwykła dlatego, że oboje z mężem mogliżmy przeżywać radożć wzajemnego odkrywania się, poznawania swoich ciał, taka prawdziwa noc po-żlubna. To, że przeżyliżmy narzeczeństwo w czystożci spowodowało, że przed żlubem nie byliżmy „zażlepieni” tym prawem pierwszych połączeń, które powoduje tak duże przywiązanie, że nie pozwala obiektywnie patrzeć na drugiego. Mogliżmy „trzeźwo” oceniać swoje postępowanie, dostrzegaliżmy swoje wady, potrafiliżmy szczerze rozmawiać o błędach i tym co się nam w drugim nie podoba. Na spotkaniach poznawaliżmy swoje poglądy, poznawaliżmy swoje dusze a nie ciała. Chodziliżmy na wycieczki, do kina, do znajomych a nie szukaliżmy okazji na ukradkowe współżycie. Myżleliżmy jak sobie sprawić przyjemnożć, np. co zrobić na kolację, jakie kwiaty przynieżć a nie w co się ubrać na wieczór, by było bardziej podniecająco i jak się zabezpieczyć. Chodziliżmy razem do kożcioła i do komunii mogąc spojrzeć w oczy Jezusowi.

    Nasze narzeczeństwo było narzeczeństwem a nie zabawą w małżeństwo.

    A w dzień żlubu ofiarowaliżmy sobie prócz dusz także ciała i to była dla nas prawdziwa radożć. Radożć czystej miłożci.

    Jak odzyskać czystożć?

    Oczywiżcie, nie jesteżmy aniołami i – nie czarujmy się – jednak statystycznie większożć par jakież problemy z czystożcią przed żlubem jednak ma. Jak rozpoznać, że poszliżmy za daleko? Niepokój ducha – oczywiżcie w prawidłowo uformowanym sumieniu, bo niektórzy przecież żadnych wyrzutów nie mają a ich zachowanie jest bardzo dalekie od postawy czystożci – jest znakiem, że przekroczyliżmy pewne granice. Często otrzymuję listy od dziewczyn, które chcą wrócić do czystożci ale… boją się, że zrobią chłopakowi przykrożć, że ich zostawi. One czują doskonale, że w ich związku źle się dzieje, że robią coż wbrew sobie, wbrew swoim zasadom. Czują wyrzuty sumienia, żal, ale wciąż godzą się (lub pokornie znoszą) petting, pieszczoty, zbyt namiętne pocałunki. Ja przepraszam, że znów piszę o dziewczynach… ale takie są statystyki: zdecydowanie więcej dziewczyn zwraca się z takim problemem. Jak z tego wyjżć?

    Nie wstydzić się, nie bać, nie znosić pokornie tylko jak najszybciej porozmawiać z chłopakiem i powiedzieć, że przekroczyliżcie granice, zdradziliżcie ideały i że takie zachowanie Was niszczy. Że rozbudzenie Waszych ciał spowoduje, że będziecie chcieli pójżć dalej. Że takie zachowanie jest grzechem i powoduje wyrzuty sumienia. Że przecież ustaliliżcie, że współżycie będzie po żlubie i że bardzo chcesz, żebyżcie zachowali czystożć. Że jeżli Cię kocha to niech uszanuje Twoje ciało. Jeżli nawet Twój chłopak jest niewierzący to jeżli Cię kocha to w imię tej miłożci uszanuje Twoją prożbę. Niech pomyżli jak chciałby, żeby ktoż inny traktował jego przyszłą żonę i sam niech się tak zachowuje.

    A jak zacząć rozmowę? Możesz powiedzieć, że zauważyłaż, że Wasze kontakty ostatnio bardzo się zacieżniły, że staliżcie się sobie bardzo bliscy, że …(tu za coż go pochwal koniecznie!) a później powiedz, że niepokoi Cię tylko jedna rzecz: że zaczynacie łamać swoje postanowienia i że Ty nie chcesz aby nadal tak było. Należy to powiedzieć spokojnie, ale stanowczo, dając do zrozumienia, że naprawdę na tym nam bardzo zależy. A potem nie łamać się, nie pozwalać na pewne gesty, nie ulegać dla żwiętego spokoju, nie iżć na ustępstwa.

    Czystożć da się zachować i nawet jeżli się upadło w tej dziedzinie to trzeba powstać i walczyć dalej a nie płakać i biadolić, że wszystko stracone. Nie trzeba też stawiać sprawy na ostrzu noża i zaraz grozić odejżciem. Po prostu: nie prowokować się nawzajem ale i nie demonizować tej sfery, nie żyć w ciągłej panice, że coż się może przytrafić. Może się Wam przytrafić upadek, najważniejsze by po prostu walczyć o czystożć, podnosić się i iżć dalej. Nie zwlekać ze spowiedzią, tylko przystąpić do niej jak najszybciej, by jak najszybciej zdjąć z siebie ciężar winy i próbować na nowo, z czystym sumieniem.

    A randki zapełniać pasjonującymi zajęciami: ciekawa wycieczka, film, wspólna praca np. w wolontariacie – będziecie mieli i więcej satysfakcji i mniej okazji do grzechu. Ten czas wstrzemięźliwożci przed żlubem na pewno przyniesie błogosławione owoce. Z czysto praktycznych chociażby:

    – nauczycie się czekać na siebie (bo przecież nawet w małżeństwie nie zawsze można współżyć, jest przecież miesiączka, czas płodny – gdy nie planuje się dziecka, czas po porodzie, choroba itp.)
    – nie będziecie się bali niespodziewanej ciąży,
    – nie będziecie bali się spowiedzi przedżlubnej.

    A za każdym razem gdy przychodzi pokusa modlić się np. aktem strzelistym: „Jezu cichy i pokornego serca uczyń serce moje według serca Twego”.

    Czasem jednak sprawy przybierają bardzo poważny obrót. Dochodzi do współżycia, do utraty dziewictwa. Czy w takim przypadku jest sens zaprzestania kontaktów fizycznych? Przecież dziewictwa nie da się odzyskać.

    Wyjażnijmy sobie na początek dwie rzeczy: czym jest dziewictwo i czym jest czystożć. Dziewictwo jest stanem polegającym na tym, że się nigdy z nikim nie współżyło. Potwierdza to fakt posiadania przez kobiety błony dziewiczej (choć podobno bywają przypadki wrodzonego braku tej błony). Natomiast czystożć jest dużo szerszym pojęciem. Jest postawą polegającą na powstrzymywaniu się od współżycia przedmałżeńskiego oraz wszelkich innych gestów i myżli pobudzających sferę cielesną, bez względu na to czy jest się dziewicą (piszę „dziewicą” ale dotyczy to też chłopaków) czy już nie. To ciągły wybór i okreżlone zachowanie. I dotyczy nie tylko okresu przed żlubem, ale także małżeństwa – choć już w nieco innym wymiarze.

    Utrata dziewictwa to nie tylko utrata błony dziewiczej. To także pokazanie się mężczyźnie, to wpuszczenie go w granice swojego ciała, to odsłonięcie swojej intymnożci, przełamanie barier i wstydu. Tym dla mnie jest utrata dziewictwa.

    Można nie być dziewicą a być bardzo czystym, a można mieć błonę dziewiczą a grzeszyć nieczystożcią, uprawiać petting i pilnować się byle tylko nie doszło do współżycia. Można być dziewicą, a chodzić z pępkiem na wierzchu, dekoltem „do pasa” i nie widzieć problemu. Można nie chcieć wiedzieć, że taki ubiór podnieca chłopaków a nie budzi podziwu, jednoznacznie szufladkuje dziewczynę w ich oczach jako „łatwą”, a nie wzbudza szacunku. Oczywiżcie, że nie chodzi o to, by chodzić w szarym worku, bo kobieta powinna ubierać się ładnie, ale ładnie a nie wyzywająco. Nie można swoim zachowaniem prowokować grzechu – po prostu. Można zaż dziewicą nie być a być skromnym w myżlach, eleganckim w ubiorze i mieć klasę w zachowaniu. Która z tych postaw jest czystożcią? Czystożć duchową zawsze można odzyskać, choćby nie wiem jaką miało się przeszłożć (por. Maria Magdalena, żw. Augustyn). Fizycznego dziewictwa już nie, ale z relacji par, które po współżyciu zdecydowały się zachować czystożć do żlubu wynika, że ten czas był dla nich czasem, kiedy nauczyli się czułożci nie tylko seksualnej, nauczyli się dostrzegać wiele rzeczy, których przedtem nie widzieli, a później noc pożlubna była prawdziwym żwiętem.

    Wczeżniejsze współżycie zaż ich trochę „zażlepiało”, wytwarzało ową mocną nić przywiązania, polegającą na tym, że nie widzi się wielu wad drugiej osoby, ciężko było im obiektywnie ocenić czy ten człowiek nadaje się na współmałżonka. Często dochodziło tu też mieszkanie razem a zatem po prostu proza życia codziennego i „prawie małżeńskie” problemy powodowały, że myżlało się już innymi kategoriami, a czasu narzeczeństwa praktycznie nie było! No bo wtedy nie ma randek, spotkań wyczekiwanych i tej całej romantycznej i trochę tajemniczej otoczki, tego czekania na siebie, na moment, kiedy będziemy już razem. Tego po prostu nie ma. A najbardziej żałosny musi być moment kiedy oboje budzą się razem w dniu żlubu, biorą żlub i po weselu wracają do tego samego domu, tego samego łóżka. I co tu się zmieniło? Gdzie ta radożć? To odkrywanie siebie, swoich ciał? Postanowienie zachowania czystożci przywraca – oczywiżcie w okrojonym kształcie, ale przywraca – radożć czekania i cieszenia się perspektywą bycia razem. Uwalnia od wyrzutów sumienia, uczy dostrzegania innych wartożci niż fizycznożć drugiej osoby, pozwala spojrzeć obiektywnie. A zatem naprawdę WARTO CZEKAĆ!!!!

    w odpowiedzi na: #152572
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    Ja jestem zdania że związek jest niepełny wtedy gdy nie ma w nim miłożci.
    Jeżei np. slub bierze para starszych osób i nie mogą już współzyć z powodu zdrowia to nie oznacza to że ich związek będzie niepełny,tak mogą twierdzić osoby które mają wypaczony obraz bycia z kimż…

    w odpowiedzi na: Być z sobą na zawsze??? #152468
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @Zauroczona wrote:

    Tylko wazne jest, by wczesniej nauczyć się życia,

    Wydaje mi się że nie jest możliwe wczeżniejsze nauczenie się życia-gdyż ono jest w ciągłym ruchu który się zmienia,to nauka gry na pianinie gdzie zagrania sa stale.Możesz przyjąć jedynie zasady jak będziesz postępowała w życiu w sytuacji jakiegokolwiek wyboru.

    w odpowiedzi na: Być z sobą na zawsze??? #152461
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @Zauroczona wrote:

    A jaki w tym problem? 🙂

    Każdy człowiek ktory z wyboru wybiera samotnożć tj. nie posiadanie partnera, potrzebuje ludzi aby się realizować…
    Np. siostry zakonne

    Nie mam tu na mysli że swoją wartożć uzależnia się od drugiej osoby ale raczej od tego jakie relacje mamy z tą drugą osobą -mówiąc żciżlej realizujemy się poprzez np. robienie czegoż dla innych.

    Gdybym np. byl samotnym mężczyzną to zostałbym żwieckim misjonarzem bo potrzebowałbym kontaktu z ludżmi aby sie spełniać-samotne siedzenie w chacie by mnie tylko pogrążyło,nie poznałbym swojej wartożci siedząc samemu przed Tv…

    w odpowiedzi na: Matka Boska na grzance z serem. ..rzecz o " agentyfikac #152308
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @miszczu wrote:

    ja cie prosze

    jak ktos zaprzecza ze chrzescijanstwo bylo rozpowszechnione przez cesarstwo (kolo 300r. n.e – dodam dla pewnosci)

    Gwoli żcisłożci w roku 313 został wydany edykt mediolański który zrównywał status chrzeżcijaństwa z innymi religiami..

    A chyba zrównanie nie oznacza rozpowszechnienie?.. No chyba że na j.polskim się nie uważało…

    w odpowiedzi na: Matka Boska na grzance z serem. ..rzecz o " agentyfikac #152307
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @miszczu wrote:

    ja cie prosze
    jego wypowiedz to stek tekstu o niczym
    no ale luz
    jak ktos zaprzecza ze chrzescijanstwo bylo rozpowszechnione przez cesarstwo (kolo 300r. n.e – dodam dla pewnosci)
    a potem kilka akapitow tekstu ktory mozna strescic:
    no Jezus zbawia tez niewiernych, nie jestesmy w stanie wytlumaczyc przyczyn itp.

    to faktycznie, masa konkretow

    a tak wogole, to witam ponownie, bedzie ciekawiej
    moze nie w moim klimacie ale zawsze jakas wyrazista osobowosc

    W jakim zdaniu zaprzeczyłem że cesarstwo Rzymskie nie rozpowszechniało chrzeżcijanstwa?…
    Raz jeszcze napisze Rzym po ustanowieniu chrzeżcijaństwa religią panującą w 392r. -Cesarstwo upada w 476… Czyli lat ma niewiele by ,,agitować” chrzeżcijaństwo-wręcz przeciwnie politycznie jest to niemożliwe z racji wrogożci barbarzyńców którzy najeżdżali Rzym.

    Szerzeniem chrzeżcijaństwa zajmowali się apostołowie,także po upadku Rzymu-że tylko przypomne że prawie cały wschód Europy przyjął chrzeżcijaństwo z rąk Cyryla i Metodego apostołów z Bizancjum…

    Jak wiemy na zachodzie Europy panowały po zburzeniu Rzymu królestwa barbarzyńskie których to ludy i władcy za sprawą chrzeżcijanskich misjonarzy z Rzymu przyjeli Chrystusa…

    Więc chrzeżcijanstwo nie było rozpowszechniane przez Cesarstwo które szybko legło w gruzach ale przez apostołów z Rzymu i Bizancjum…

    w odpowiedzi na: Być z sobą na zawsze??? #152452
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @parvati wrote:

    @Pablo_Escobar wrote:

    @parvati wrote:

    zeby wynosil smieci, rozladowywal zmyware, chodzil rano po swieze bulki, kupowal mi sukienki, stawial driny, czekal z kolacja, wieszal pranie, gral ze mna w tenisa, gdy nie mam co robic.

    ze wzgledow praktycznych.

    bede z nim juz na zawsze, bo niby kto bedzie robic to wszystko.

    Ale skąd wiesz czy on zawsze będzię w stanie to robić?…
    To jak będzię chory i np. nie będzie mógł robić tych czynnosci to go zostawisz tak?.. No bo już wtedy nie będzie ,,praktyczny” …

    wtedy wiadomo: wymianka na nowego niewolnika.

    A jak on ciebie wymieni?.. gdy będziesz chora?..

    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @Cleo wrote:

    @Józia wrote:

    @Cleo wrote:

    @Pablo_Escobar wrote:

    @Cleo wrote:

    to, że ktoż nie lubi mojego brata, ojca, czy matki oczywiżcie mnie dotyka. ALE to nie znaczy, że nie lubi mnie.

    z resztą nie ważne..

    Ważne, bo grubo się mylisz, a jeżli piszesz, że nie ważne to po prostu brak Ci argumentów.
    Jeżli ktoż obraża czyjąż religie, to obraża także osoby należące do tej religii. Tym baardziej, że co niektórzy na tym forum nie tylko wyżmiewają boga, ale także osoby, wyżmiewają wierzenie w boga – a co za tym idzie – osoby, które wierzą.

    Nie ważne Józiu bo nie chcę na ten temat dyskutować, nie dlatego, że brak mi argumentów. Takie jest moje zdanie. Wszyscy inni mogą mieć inne.

    Jak już wczeżniej napisałam – szukam odpowiedzi na wiele pytań I jeżli coż wydaje mi się głupotą – otwarcie to mówię – chociażby kwestia antykoncepcji w kożciele.. sama wiesz jak jest…

    najprostszy przykład córki zgwałconej przez ojca. nie uważasz, ze głupotą jest zabranianie aborcji w tym wypadku, tylko dlatego, że kożciół tak nakazuje?

    są miliony broniących rację kożcioła – m.in. Pablo, akurat On wypowiada się na tym forum, dlatego też przykre komentarze kierowane są w jego kierunku.

    ciekawe, co by myżlał gdyby to jego dziecko dotknęła taka sytuacja – gwałt i niechciana ciąża, ciekawe czy wówczas też tak zaparcie broniłby teorii kożcioła i czy żądałby zachowania ciąży wbrew woli córki.

    skąd wiesz jaka byłaby wola mojej córki?.. Wychowam ją zgodnie z zasadami kożcioła katolickiego 🙂

    W tej sytuacji nie namawiałbym ją na aborcje-gdyby np. doznała komplikacji po aborcji które uczyniłyby ją bezpłodną to co wtedy?…
    Pozatym wolałbym jej pomóc materialnie,obdarzyć opieką medyczną i psychologiczną-dziecko po urodzeniu mozna byłoby dać rodzinie zastępczej…

    Od razu odpowiem to sierocińce są pełne to nie wina kożcioła ale ludzi którzy są pozbawienie uczuć.. sądze że dzieci z gwałtów to jakież kilka procent wychowanków tam..

    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    Miszczu wciąż czekam na te twoje żródło z ktorego wziąłeż dane że w stanach żrodowisko akademickie to 95% ateiżci 😆

    Cleo raz jeszcze prosze podaj zdanie w którym stwierdziłem że ,,Bóg urojony” to dzieło szatana 😆 Bo usilnie twierdzisz że to ja nie czytam ze zrozumieniem 😆

    w odpowiedzi na: Matka Boska na grzance z serem. ..rzecz o " agentyfikac #152303
    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @miszczu wrote:

    ahhahahahahahaah

    e tam
    ja wole niebo muzułmańskie
    każdy nie-arab ktory przejdzie na islam automatycznie doznaje zbawienia
    a ich niebo jest fajniejsze, po prostu bede mial to czego zapragne, setki dziwek na uslugach itp hahaha
    wystarczy ze ta formulke „Allach jest bogiem costam costam a mahomet prorokiem” sobie gdzies zapisze na karteczce, jak bede zdychal to powiem i siup, ide do nieba

    hahahaha

    Widze że jesteż ,,znafcą” tematu jeżeli chodzi o Islam 😆
    Żeby doznać zbawienia trzeba zachować 4 główne nakazy Islamu-jałmużna,modlitwa,post,pielgrzymka do mekki.W Islamie też istnieje piekło 😆

    Samo wypowiedzenie formułki nic nie daje-musi być sytuacja która to uzasadnia np. oddanie życia za Islam.

    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    @Cleo wrote:

    no włażnie.. jak ktoż wyzywa, kpi szydzi z boga nie znaczy, że kpi z ciebie bo nim nie jesteż 😐

    Jak ktoż szydzi z Boga to szydzi też ze mnie-Jak ktoż szydzi z twojego ojca to Ciebie to nie rusza?…

    Pablo_Escobar
    Członek
    • Tematów: 8
    • Odp.: 238
    • Zapaleniec

    Cleo napisałem że twoja dusza MOŻE być potępiona a nie że JEST potępiona… to są DWIE RÓŻNE rzeczy..

    Czy to według Ciebie wywyższanie się?..

Wyświetlanie 15 wpisów - od 46 do 60 (z 238 w sumie)
Przewiń na górę