Hegemonia
Odpowiedź forum utworzona
- AutorWpisy
HD – dobra rada odnosząca się nie tylko do tego konkretnego wątku – nie mierz ludzi własną miarą…
Assha ale tu nie chodzi o sam podziw jakiejż gwiazdy, tu chodzi o tekst z LEPSZĄ PÓŁKĄ, który ma dożć specyficzną wymowę…
Pierdoła czy nie, niefortunne sformułowanie? (w to akurat wątpię) Koleż jest bucem tak czy inaczej. A Manora znów skarży się na Forum zamiast coż zmienić…
A od kiedy to człowiek sam siebie rozgrzesza i to jeszcze ze zdrady? Poza tym pytam – czy w stosunku do siebie też wolałabyż żeby Twój facet nie informował Cię o jednorazowych występkach tylko dlatego, że są jednorazowe, a on nie chce powtórek z danej rozrywki (z daną kobietą w sensie)? Jeżli dajesz mu na to zgodę, a co więcej sama postępujesz wg reguł wyartykułowanych w powyższym pożcie to naprawdę nie masz się czemu dziwić, że Twoja relacja z nim jest niesatysfakcjonująca….
Dla mnie to co napisałaż to kwintesencja najgorszego z możliwych pojmowania relacji międzyludzkich. „Dla swojego dobra nie mówić” czyli nie dożć, że zdradzać, nie dożć, że nie żałować (w sensie nie mierzyć się z pokorą, a przede wszystkim z konsekwencjami), nie dożć, że hulać nie ponosząc odpowiedzalnożci, to jeszcze kłamać i oszukiwać. Rewelacja… Ostatnie słowa też przewykwintne: ” nie mówić (…) bo nie wyjdzie ani z tym, którego zdradziła, ani z tym, z którym zdradzała” <- bardzo pragmatyczne podejżcie Manoro. I bardzo wyrachowane. Wygodne i ochydne zarazem. Egoistyczne. Ale rozumiem, że patrzysz przez pryzmat własnych dożwiadczeń w związku, z którego Ty nie odejdziesz póki nie znajdzie się nikt nowy, a Twój facet nie zostawi Cię póki Natasha Urabańska nie porzuci Józefowicza... :roll:Btw: skoro ktoż nie ma odwagi przyznać się do występku i w zw. z tym ponieżć konsekwencji to może niech po prostu unika sytuacji, które będą rewidowały jego szczerożć, wiernożć, lojalnożć…proste…Cały czas się Manora zastanawiam co jeszcze on musi zrobić lub powiedzieć, żebyż rweszcie go sobie odpużciła?
Halo?! Przecież napisała już dwukrotnie, że powiedziała mu prawdę, nie wspominając o tym, że nadal są razem 😉
Gratuluję postawy, szczerożć to jedyny włażciwy fundament związku i cieszę się, że mimo forumowych rad jednak przyznałaż się do błędu. To wymagało odwagi i jak widać opłacało się, bo trafiłaż na wyjątkowego człowieka, który na okłamywanie go zwyczajnie nie zasługuje.
A swoją drogą, odradzacie drogie Forumowiczki mówienie prawdy, a same rządacie od swoich połówek szczerożci…
W moim przypadku tak samo. Nie jestem masochistką… 😉
Ale tu nie chodzi chyba o motyw poczucia 'uwłaczenia’, ot po prostu, w przypadku gdy kobieta zapracowała naukowo na to by jej nazwisko cokolwiek już znaczyło to trudno, żeby chciała się go pozbywać… 😉 Przynajmniej w moim przypadku determinantem są włażnie kwestie naukowe.. 😉
Zgadzam się z poprzedniczkami – Tygryskiem i Parv (tak, tak, kółko autoadoracji i te sprawy, wiem, ale co zrobię, ot przyszło mi żyć w „idealnym” związku 😆 😆 :lol:).
Gdyby mój facet notorycznie kłamał to najzwyczajniej w żwiecie powiedziałabym dożć, włażnie w momencie otrzymania informacji, że będziemy mieć dziecko. Bo o ile byłabym na tyle naiwna, żeby jemu co rusz wierzyć, że „już nie będzie kłamał” to swojego dziecka nie skazywałabym na obcowanie z takim człowiekiem…(nie trudno sobie wyobrazić, że własnemu dziecku też będzie żciemniał i to zapewne w kluczowych kwestiach…).
Na szczężcie trafiłam na inny egzemplarz mężczyzny 😉
Szczerze? Od początku każde z nas miało jakiż swój autonomiczny żwiatek, więc nie rozumiem…skoro ktoż sprowadza na początku relacje do utopii pt. „od teraz tylko Ty i ja” to sorry, sam sobie krzywdę hoduje, bo to układ co najmniej niezdrowy (w moim rzecz jasna jedynie mniemaniu 😉 ). Zgadzam się, że każdy związek ma swoje fazy, aczkolwiek te fazy nie u wszystkich wyglądają jednakowo. I tak mija w moim przypadku niedługo kolejna rocznica bycia razem, a zwłaszcza wspólnego mieszkania i nie mamy problemów z gatunku tych opisywanych w topicu…
A ja stawiam, że Parv nie ma jeszcze 30 😆
Ale czy to jest tematem tego topicu? Chyba nie.
No więc przyżpieszaczy nie używam, ale słyszałam od znajomych dożć krytyczne opinie co do tego co robią ze skórą… tzn. wiele osób narzekało, że uczulają, „żółcą” opaleniznę (lub brązowią ale bardzo nienaturalnie), ewnetualnie, że jeżli już w ogóle ich używać to jedynie tych z najwyższych (niekoniecznie supermarketowych) półek.
@Manora wrote:
Parvati, masz rację. Jezeli nie poznam lepszego, to będę z nim.
Dzisiaj usłyszałam, że niepotrzebnie go obudziłam i tracę jego cenny czas. Albo ja jestem taka naiwna, że wierzę w to, że on się zmieni, albo nie zasługuję na nikogo lepszego.Manora weź się w garżć i przestań tracić na niego czas… kiedyż się obudzisz i stwierdzisz, że przy tym kolesiu zmarnowałaż swoje najlepsze lata…
Apropo drugiej opisywanej sytuacji popełniłaż klasyczny babski błąd – kazałaż mu się domyżlać, doszukiwać drugiego dna w swojej wypowiedzi. To takie banalne! Faceci myżlą innymi kategoriami i zwykle nie tracą czasu na anlizowanie odpowiedzi, zwłaszcza jeżli są to odpowiedzi zamknięte (tak/nie). Napisałaż, że nie przyjedziesz to zrozumiał, że naprawdę uważasz, że się „nie opłaca” i tyle.
A teraz nie odzywacie się dwa dni – naprawdę warto?
Myżlę, że nie czujesz się pewnie w tym związku, że podżwiadomie dążysz do sytuacji, którą zarzucasz jemu (że Cię lekceważy), że chciałabyż by role były odwrotne. Rzecz w tym, że to jak postrzegasz jego zachowanie jest wyrazem przekłamanym, bo opartym na subiektywnych odczuciach i Twojej pewnego rodzaju nadrważliwożci, więc…nie tędy droga.
Przede wszystkim rozmowa – pogadaj z nim, wytłumacz z czego wynikają Twoje fochy i złożci, dojdzcie do jakiegoż kompromisu, bo na dłuższą metę bez takiej rozmowy po prostu zeżwirujesz i staniesz się kobietą bluszczem od której ten facet zwyczajnie zechce uciec.A swoją drogą zastanów się skąd się wzięła opinia, że „kobiety mówią nie, a myżlą tak”… Zacznij komunikować się ze swoim partnerem wprost i bez niedomówień, a napewno wszystko się polepszy…
Dla mnie git, zdecydowanie lepszy pomysł niż z tymi infantylnymi sex-gadżetami….
@hubbabubba wrote:
No i ostatnio też jest problem. Nie mamy żlubu, tak się złożyło że on ma mieszkanie (więc ja nie mam do niego żadnych praw). Po żlubie w tym temacie się nic nie zmieni, a ja nie mam rodziny, która mogłaby mi pomóc 🙁 Chciałabym, żeby było wszystko razem, żeby wspólnie … Nie chcę zostać z palcem w nocniku jeżlibyżmy się z rozstali, no a lata lecą. On gadał w tym temacie z rodzicami. Propozycja wyszła taka, że kupimy mieszkanie, będziemy 50/50 razem spłacać (raty) ale ono będzie moje tylko.
Oczywiżcie usłyszawszy to wybuchnęłam płaczem (ostatnio ta chata to główny powód) no i są ciche dni …Hmmm…zabrzmiało to dla mnie strasznie, przede wszystkim dlatego, że osobiżcie nie wyobrażam sobie obmyżlania strategii: jak wyjżć materialnie na plus w związku z zamążpójżciem. Piszesz, że chciałabyż żeby wszystko było wspólne, żeby było razem a jednoczeżnie oczekujesz, żeby tylko on wniósł początkowo jakiż wkład, typu posiadane przez niego mieszkanie (a przecież co najwyżej może to zrobić, jeżli taka jego wola, ale nie musi). Najgorzej zabrzmiało wytłuszczone zdanie, bardzo wyrachowana postawa. I żebyżmy się dobrze zrozumiały – nie potępiam wspólnoty majątkowej, jeżli obydwum stronom to odpowiada i żadna nie czuje się wykorzystywana. Po prostu nie należę do kobiet, którym wydaje się, że związek (zwłaszcza zalegalizowany) upoważnia do żądania absolutnej wspólnoty wszystkiego co każda ze stron posiada. Jestem ambitna, pracuję na własny dobytek żeby uniknąć sytuacji, której Ty się boisz. Ale włażnie – uniknąć, a nie bać się, że jak dobrze nie pokombinuję to kiedyż zostanę bez niczego… Mam ze swoim partnerem wspólne konto i budżet, ale do głowy by mi nie przyszło by ustalając tę zasadę czegokolwiek oczekiwać, wszystko podbudowane jest szczerą chęcią i moją i jego.
Wiesz, po prostu to czego Ty oczekujesz zakładając, że to Ci się należy, w rzeczywistożci jest dobrą wolą, której ewentualny wyraz powinien być wynikiem autonomicznej decyzji. Przestań myżleć, że w związku z ewnetualnym żlubem jego mieszkanie nalezy Ci się w pełni, jeżli rządasz praw do połowy majątku bądź jego budowniczym, a nie tylko konsumentem.
Trafna uwaga! Powiedziałabym, że w ogóle ludzie wokół nas traktują nas tak jak sami im na to pozwalamy. Skoro przez cały związek to Ty się bardziej starałaż, to Ty zawsze przepraszałaż pierwsza…nie dziw się, że on teraz nie czuje potrzeby przyjżć i przeprosić. Swoją postawą poniekąd doprowadziłaż do tego, że w kłótniach się facet zapomina, bo gdybyż przy pierwszym takim przypadku stanowczo zaznaczyła, że nie życzysz sobie psychicznego stręczycielstwa, że ma Cię szanować, etc. – być może traktowałby Cię na równi ze sobą albo nie traciłabyż przy nim 9 lat…
Generalnie jednak dobrze zrobiłaż wychodząc z tego dziwnego układu, ale wyciągnij też wnioski na przyszłożć…
- AutorWpisy

