Za wypadek pod wpływem alkoholu utrata auta i długi na dziesiątki lub setki tysięcy złotych

Od czwartku, za jazdę z promilami, można stracić samochód. Warto wiedzieć, że można też za to trafić do rejestru dłużników BIG i to z ogromnymi kwotami.

Skoda Octavia FL '2020 RS 2.0 TSI na zwierzęco!

Zaległości Polaków wobec ubezpieczycieli w BIG InfoMonitor przekraczają obecnie 160 mln zł. W pierwszej dziesiątce najbardziej zadłużonych osób, każda ma do oddania ponad 100 tys. zł, a trójka rekordzistów nawet ok. 400 tys. zł.  

Zgodnie z nowymi regulacjami o konfiskacie pojazdu, o jego przepadku decydować będzie sąd, gdy zawartość alkoholu we krwi kierowcy przekroczy 1,5 promila. Przy spowodowaniu wypadku granica będzie niższa i wystarczy mieć powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi, by stracić auto. Jeśli kierowca nie będzie właścicielem pojazdu, w grę wchodzi zapłata równowartości prowadzonego samochodu i nie ma tu znaczenia czy jest on wart kilka, czy kilkaset tysięcy złotych.

Ale nie tylko organy ścigania i państwo wywierają presję na chętnych do jazdy na podwójnym gazie. Źle widzą to również towarzystwa ubezpieczeniowe, co także rodzi znaczące konsekwencje dla nietrzeźwych, nieodpowiedzialnych kierowców.

Według obowiązujących już od dawna przepisów, ubezpieczyciel może się zgłosić z regresem, czyli żądać zwrotu wypłaconych odszkodowań właśnie w sytuacji, gdy ktoś spowodował szkodę prowadząc auto pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Może to zrobić również, jeśli kierowca nie ma uprawnień, używa samochodu do popełnienia przestępstwa, a także gdy ucieka z miejsca wypadku. W takich okolicznościach, towarzystwo wypłaci pieniądze poszkodowanym, ale będzie domagać się zwrotu od sprawcy – tłumaczy Agnieszka Durska, rzeczniczka Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Materialne skutki takich zdarzeń mogą być bardzo poważne i sięgać nawet setek tysięcy złotych – dodaje.

Jeśli kierowca, od którego towarzystwo ubezpieczeniowe zażąda rekompensaty za wypłacone koszty, wynikające z wypadku spowodowanego pod wpływem alkoholu, nie zapłaci, to ubezpieczyciel ma prawo zgłosić go jako dłużnika do prowadzonego przez BIG rejestru. Obecnie w naszej bazie jest ponad 134 tys. osób winnych pieniądze towarzystwom ubezpieczeniowym. Suma długów przekracza 160 mln zł – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Co zrozumiałe, zdecydowanie powszechniejszym problemem niż szkody prowadzących pod wpływem alkoholu, są zapominalstwo i zaniedbania kierowców. Zwykle chodzi o przeoczenie lub po prostu brak pieniędzy na kolejną ratę za polisę OC, a także niedopilnowanie zawarcia umowy po kupnie samochodu lub obowiązku informacyjnego. – Kupujący może skorzystać z OC zbywcy pojazdu, ale musi pamiętać, że polisa nie przedłuży się automatycznie. Lepiej więc zaraz po zakupie auta zawrzeć nową polisę, unikniemy wtedy ryzyka przerwy w ubezpieczeniu OC. Z kolei zbywca pojazdu musi poinformować zakład ubezpieczeń o zmianie właściciela. Niedopełnienie tego obowiązku również rodzi konsekwencje finansowe, gdyż odpowiada solidarnie z nabywcą za opłacenie składki należnej ubezpieczycielowi za ochronę od dnia sprzedaży pojazdu do dnia powiadomienia zakładu o jego zbyciu. Reguluje to dokładnie ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych – mówi Agnieszka Durska. 

Długi wobec firm ubezpieczeniowych ma obecnie w BIG InfoMonitor ponad 134 tys. osób. Przeważnie są to mężczyźni (77 proc.), na trzech dłużników przypada tylko jedna dłużniczka. Przeciętna zaległość to 1193 zł. Rekordzista, 21 latek z Dolnego Śląska ma jednak aż 440 tys.  zł długu. Tuż za nim jest kolejnych dwóch mężczyzn, 41 latek z Mazowsza z zaległością 404 tys. zł i 45 latek z Lubelszczyzny z sumą 360 tys. zł.

Bez względu na kwotę, informacja o długu może przeszkodzić m.in. w zaciągnięciu kredytu, pożyczki, uzyskaniu abonamentu na usługi telekomunikacyjne albo uruchomieniu franczyzowego biznesu. Wiele podmiotów na rynku sprawdza bowiem potencjalnego klienta w BIG, zanim podpisze z nim umowę.