Mitsubishi ASX Hybrid – bliźniak Captura, ale bez francuskiego uroku

Mitsubishi ASX Hybrid obiecuje ciszę i rozsądek hybrydy, ale w codziennej jeździe zaskakuje plastikiem, hałasem i brakiem tej lekkości, którą ma jego francuski bliźniak.

Mitsubishi ASX Hybrid to samochód, który już na starcie budzi skojarzenia z Renault Capturem – i słusznie. To konstrukcja bliźniacza, oparta na tej samej technologii, tym samym układzie hybrydowym i bardzo podobnych rozwiązaniach mechanicznych. Różnice zaczynają się jednak tam, gdzie dla wielu kobiet są one kluczowe: w stylistyce, jakości wnętrza i komforcie akustycznym. I niestety – to właśnie hałas staje się największym problemem ASX-a.

Design – poprawny, ale bez emocji

ASX Hybrid prezentuje się zdecydowanie bardziej zachowawczo niż Captur. Linia nadwozia jest prosta, momentami wręcz surowa. Brakuje tu lekkości, detali, które przyciągają wzrok i sprawiają, że samochód „ma coś w sobie”. Front jest masywny, typowy dla japońskiej stylistyki – solidny, ale mało finezyjny.

W zestawieniu z Capturem Esprit Alpine ASX wypada wizualnie ciężej i bardziej plastikowo. To auto, które nie epatuje stylem – raczej stawia na neutralność. Dla części kierowców będzie to zaleta, ale z naszej perspektywy trudno nie odnieść wrażenia, że to samochód projektowany bez kobiecej wrażliwości na detal.

ASX wygląda jak auto „do wszystkiego”, ale przez to nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest poprawny, miejski, funkcjonalny – i na tym lista emocji wizualnych w zasadzie się kończy.

Wnętrze – twardo, głośno i bardzo plastikowo

Po zajęciu miejsca za kierownicą pierwsze wrażenie jest jednoznaczne: plastik. Dużo plastiku. Twardego, surowego, brzmiącego tanio. W porównaniu do Captura brakuje tu wizualnego „ocieplenia” wnętrza – nie ma kolorystycznych akcentów, przeszyć, elementów, które sprawiają, że kabina staje się przyjazna.

Deska rozdzielcza jest prosta i czytelna, ale pozbawiona charakteru. Materiały użyte w okolicach drzwi, konsoli środkowej i tunelu centralnego sprawiają wrażenie budżetowych, co przy cenie hybrydy po prostu rozczarowuje.

Fotele są poprawne – nie męczą przy krótkich trasach, ale nie dają też poczucia komfortu premium. Brakuje im lepszego trzymania bocznego i miękkości, którą docenia się w dłuższych przejazdach. Z tyłu jest przeciętnie – miejsca wystarczy, ale bez poczucia przestrzeni.

W porównaniu z Capturem różnica jest wyraźna. Renault, mimo swoich kompromisów, stara się stworzyć wnętrze przyjazne. ASX jest wnętrzem użytkowym, niemal flotowym.

Akustyka – największy problem ASX-a

Największą wadą Mitsubishi ASX Hybrid jest hałas. I to nie okazjonalny, a regularny, męczący. Układ hybrydowy, który teoretycznie powinien zapewniać ciszę i płynność, w praktyce pracuje głośno i nerwowo.

Podczas przyspieszania silnik benzynowy wchodzi na wysokie obroty i wyje, zupełnie jak w starszych konstrukcjach CVT. W mieście jeszcze da się to zaakceptować, ale w trasie dźwięk staje się uciążliwy, wręcz irytujący. Brakuje wygłuszenia kabiny, a szumy i dźwięki układu napędowego wyraźnie przedostają się do wnętrza.

W porównaniu z Capturem różnica jest odczuwalna natychmiast – ASX jest wyraźnie głośniejszy, mniej „kulturalny” w prowadzeniu i mniej relaksujący.

Napęd i osiągi – teoretycznie oszczędnie

Mitsubishi ASX Hybrid korzysta z tego samego rozwiązania co Captur: klasyczna hybryda, która nie wymaga ładowania z gniazdka i potrafi poruszać się na prądzie przy niskich prędkościach, głównie w mieście.

W warunkach miejskich faktycznie można liczyć na jazdę w trybie elektrycznym, co przekłada się na umiarkowane spalanie. Jednak w praktyce – podobnie jak w Capture – realne zużycie paliwa jest wyższe niż deklaracje producenta, zwłaszcza poza miastem.

ASX nie zachęca do dynamicznej jazdy. Przyspieszenie jest wystarczające, ale pozbawione lekkości. Samochód reaguje ospale, a dodatkowy hałas przy próbie szybszego startu skutecznie zniechęca do bardziej zdecydowanej jazdy.

Prowadzenie – stabilnie, ale bez przyjemności

ASX prowadzi się poprawnie. Zawieszenie jest raczej twarde, nastawione na stabilność, ale nie tłumi nierówności tak skutecznie, jak można by oczekiwać. Na miejskich dziurach i progach zwalniających czuć sztywność konstrukcji.

To auto, które dowozi z punktu A do punktu B, ale nie daje radości z jazdy. Brakuje mu lekkości, ciszy i płynności, które sprawiają, że kierowca czuje się zrelaksowany, a nie zmęczony po kilkudziesięciu kilometrach.

ASX vs Captur – podobieństwa i różnice

Choć technicznie są niemal identyczne, w codziennym użytkowaniu Captur wypada zdecydowanie lepiej. Jest cichszy, bardziej dopracowany wizualnie i przyjaźniejszy we wnętrzu. ASX sprawia wrażenie auta surowszego, mniej komfortowego i gorzej wyciszonego.

ASX może trafić do osób, które:

  • nie przywiązują wagi do designu,

  • akceptują twarde plastiki,

  • wolą neutralny, „bezpieczny” wygląd,

  • stawiają na markę Mitsubishi.

Z perspektywy kobiecej testerki saochodów trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to Captur jest bardziej kobiecym, przyjaznym i spójnym wyborem, nawet mimo swoich wad.

Podsumowanie

Mitsubishi ASX Hybrid to samochód poprawny, ale pozbawiony charakteru. Głośny układ napędowy, plastikowe wnętrze i brak wyraźnych atutów stylistycznych sprawiają, że trudno się z nim emocjonalnie związać. To typowy „bliźniak z rozsądku”, a nie z wyboru serca. To nie jest auto, które się wybiera z emocji. To auto, które się akceptuje.

Obserwuj nas na Instagramie

Testowała Monika Rebelak