Wirtualna zdrada – to naprawdę zdrada?

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA
Wirtualna zdrada – to naprawdę zdrada. Foto fura

Ciągle wyobrażenia i fantazjowanie o kimś. Pokazuje to, że coś może być inne niż dotychczas w naszym związku. Warto się temu przyjrzeć…  
Jesteśmy w dobrych relacjach z kolegami z pracy, fascynują nas, ale nie mówimy o tym partnerowi. Czyli – oszukujemy same siebie. Dlaczego wolimy milczeć na ten temat?
Może mamy coś do ukrycia? Zależy to od wielu czynników. Zwykle zależy też o czym mówimy, a o czym nie. Każdy ma inny sposób wyrażania swoich opinii, dzielenia się z tym co ważne. Zawsze jednak należy patrzeć szerzej, w  odniesieniu do  kontekstu.

Jeśli powiemy – partner staje się zazdrosny, mimo, że to z nim chcemy być. W jaki sposób wytłumaczyć takie zachowanie?

Jeśli partner od razu staje się zazdrosny, można na to spojrzeć na różne sposoby. Jeśli osoba będzie miała zaniżone poczucie wartości, wiele lęku przed porzuceniem, to może być dla niej bardzo trudne. Wtedy ważne by zastanowiła się nad swoimi odczuciami, czy rzeczywiście są adekwatne? Być może problem leży po stronie tej osoby, która jest nadmiernie zazdrosna i wtedy, to ona być może mogłaby to przepracować. Samo tłumienie i „ochrona” kogoś, przed tym, by nie poczuł się źle, często jest drogą donikąd.
Kiedy jesteśmy zaangażowane – wyczekujemy SMS, sprawdzamy maile. Przyjaciele piszą w wolnej chwili, to zakochani wyczekują SMS… I w tym momencie zaczyna się już problem?

To początek wirtualnej zdrady?

Temat zaczyna się w momencie kiedy angażujemy się emocjonalnie, a kiedy tak się dzieje, to rzeczywiście – coś może być na rzeczy. Jeśli nawet lubimy kolegę/koleżankę w pracy, nie jest to powód by z nim/nią sms-ować, po pracy.  Jeśli to robimy, a nie dotyczy to spraw zawodowych, to o co chodzi?

Zjawisko e-niewierności zdaje się być dość popularne. Gdzie są granice?

Uważam, że każdy sam powinien trzymać te granice, bo kto inny to może zrobić? Nie możemy mieć przecież „strażnika” przy sobie. Ważne byśmy wiedzieli z kim tak naprawdę chcemy być. Istotą jest by mieć na uwadze, że każde nasze zachowanie wywołuje pewne konsekwencje – trzeba o tym pamiętać.

Nie każda przecież relacja internetowa to od razu romans i zdrada…

Oczywiście, że nie. Większość kontaktów teraz jednak odbywa się przez sieć, takie mamy czasy. Trudno, by było inaczej. Trzeba korzystać z tego – temu to przecież służy, by było nam „łatwiej” żyć, ale nie jest to przecież narzędzie służące tylko i wyłącznie do zdrady.
Podobnie – nie każdy komentarz pod zdjęciem kolegi, czy jego komentarz pod naszym linkiem – oznacza romans i jakieś ukryte uczucia?
Pewnie, że nie każdy.  Może podobać się na FB wiele ciekawych rzeczy, interesują nas, inspirują, aż trudno czasami tego nie polubić. To miłe, przecież… ale szalenie ważny jest kontekst.
Wszystko zależy od intencji – jeśli tylko się droczymy to sprawa jest jasna. Ja znam swoje myśli, a inni niech myślą co chcą…

Zdrowe podejście?

Zdrowe podejście we wszystkim, to zwykle „złoty środek” by w gąszczu tego świata, nie pogubić się, nie zatracić. Najważniejsze znać siebie, wtedy łatwiej zrozumieć siebie, co niestety nie jest takie oczywiste.  Znać siebie, jeśli tak w ogóle można powiedzieć to naprawdę istota rzeczy.
Mimo wszystko, jeśli ktoś szuka – znajdzie. Wirtualny romans jest dziś na wyciągnięcie ręki…

Jasne, jeśli szuka to znajdzie. Tak jest prawie ze wszystkim, im bardziej zaangażowany, tym szybciej znajdzie.

Tylko pytanie: po co? Chodzi nam o chwilowe uniesienia, tęsknoty, ekscytację?
Jednak anonimowość może sprzyjać rozwinięciu znajomości wirtualnej. Tak naprawdę do końca nie wiemy jak wygląda nasz rozmówca, a wyobraźnia działa…
Wyobraźnia i tajemnica bardzo dobrze działa. Ważne jest też – jeśli umiemy bardziej czytać między wierszami, mamy większą szansę zidentyfikować, czy to prawda, czy fałsz? Jaki to człowiek i kogo lub czego szuka?

Czego tak naprawdę szukamy, jakie mamy oczekiwania?

To pytanie wydaje się podstawowe. Człowiek od zarania dziejów szuka szczęścia i szuka go najczęściej poza sobą. Niestety poza sobą raczej nie znajdzie. Można znaleźć go tylko w sobie. Zacznijmy od siebie!
Nuda, ciekawość czy dowartościowanie to tylko przykładowe przyczyny, dla których utrzymujemy wirtualne kontakty. Z drugiej strony – nie ryzykujemy odrzucenia?
Ciekawość być może, tylko czego jesteśmy ciekawi? Jeśli chodzi o odrzucenie, może boleć mniej.  Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb i uwarunkowań.

Czy można powiedzieć o korzyściach, jakie wynikają z wirtualnego romansu?

Trudno mi powiedzieć o korzyściach. Tracimy cenny czas, który moglibyśmy jednak wykorzystać w realu i odnosić realne korzyści. Zdecydowanie to jest wartość dodana! Wiele więcej można skorzystać. Zdarzają się też relacje nawiązane przez sieć, kiedy obydwie strony odnoszą korzyści w realu i to jest bardzo ważne. Sieć tylko dała początek. Życie w wirtualnym świecie nie jest życiem samym w sobie. Życzę Wszystkim samego dobra w realu – ono jest tuż obok nas na wyciągnięcie ręki!

 

Ewa Guzowska – psycholog, psychoterapeuta, coach
www.psychoterapia-coaching.pl

Wpis znaleziono dzięki:

- Wirtualna zdrada

- Związki internetowe

- Wirtualny romans

  • Ewelina

    Uważam, że jest to taka sama zdrada jak inne… boli tak samo…