Wicemistrzyni Joanna Dorociak – moja historia z SM

Diagnoza stwardnienia rozsianego zatrzymała Joannę Dorociak tuż przed maratonem w Nowym Jorku. Dziś udowadnia, że choroba nie odbiera marzeń ani aktywności.

W listopadzie 2023 roku, zaledwie kilka dni przed wyjazdem na maraton w Nowym Jorku, życie Joanny Dorociak – byłej reprezentantki Polski i wicemistrzyni Europy w wioślarstwie, a obecnie biegaczki i trenerki – nagle wyhamowało. Podczas zwykłego treningu zaczęła potykać się o własne nogi. Wkrótce usłyszała diagnozę, która dla wielu osób brzmiałaby jak wyrok: stwardnienie rozsiane. Joanna jednak pokazuje, że choroba nie musi oznaczać końca marzeń ani aktywnego życia.

Od sukcesów sportowych do nagłej diagnozy

Przez lata Joanna Dorociak z powodzeniem reprezentowała Polskę w wioślarstwie, zdobywając medale Mistrzostw Europy i Pucharów Świata w kategorii wagi lekkiej kobiet. Po zakończeniu kariery w tej dyscyplinie z pasją poświęciła się bieganiu. Szybko osiągnęła świetne wyniki: zdobyła brązowy medal Mistrzostw Polski w półmaratonie, wygrała warszawski Bieg Niepodległości na dystansie 10 km, a jej rekord życiowy w maratonie wynosi 2:56:26. Równolegle zaczęła też pracę jako trenerka, inspirując innych do aktywności.

Nikt nie przypuszczał, że tak pełna energii kobieta w szczytowej formie zmierzy się z poważną diagnozą.

– Podczas jednego z treningów poczułam, że coś złego dzieje się z moją prawą nogą. Jakby nie nadążała za resztą ciała. Spróbowałam przyspieszyć i przewróciłam się – wspomina Joanna. – Zaniepokojona zadzwoniłam do lekarza, którego znałam jeszcze z czasów kadry narodowej. Poradził mi, by natychmiast zgłosić się na SOR.

Na oddziale neurologicznym Szpitala Bielańskiego w Warszawie wykonano rezonans, punkcję lędźwiową i szereg testów neurologicznych. Diagnoza brzmiała jasno: stwardnienie rozsiane w postaci rzutowo-remisyjnej.

Czym właściwie jest stwardnienie rozsiane?

Stwardnienie rozsiane (SM) to przewlekła choroba ośrodkowego układu nerwowego, w której układ odpornościowy atakuje własne komórki nerwowe. Najczęściej dotyka osoby w wieku 20–40 lat, częściej kobiety. Objawy bywają bardzo zróżnicowane: od zaburzeń równowagi, drętwienia kończyn i problemów ze wzrokiem, po nagłą utratę siły mięśni.

Najczęściej występującą formą jest postać rzutowo-remisyjna – choroba przebiega falami. Okresy nasilenia objawów (rzuty) przeplatają się z czasami poprawy. W tym typie niezwykle ważne jest szybkie wdrożenie wysokoefektywnej terapii (HET), która ogranicza ryzyko kolejnych rzutów, spowalnia postęp choroby i pozwala zachować dobrą jakość życia. Kluczowe znaczenie ma także aktywność fizyczna, która wspiera sprawność i kondycję psychiczną.

Joanna, u której rozpoznano właśnie tę postać SM, dzięki nowoczesnemu leczeniu i regularnemu ruchowi mogła powrócić do swoich pasji.

Diagnoza jako początek nowej drogi

Moment, w którym lekarz wypowiada diagnozę, to dla większości pacjentów ogromny wstrząs. Dla Joanny także brzmiało to jak koniec dotychczasowego życia.

– Płakałam. Miałam już bilet do Nowego Jorku, maraton był za kilka dni. Usłyszałam, że nie mogę lecieć, że mam nieuleczalną chorobę. Wtedy myślałam, że wszystko się skończyło. Stwardnienie rozsiane kojarzyło mi się tylko z wózkiem inwalidzkim – wspomina.

Na szczęście spotkała osoby, które pomogły jej spojrzeć na sytuację inaczej. Pacjentki z SM poznane w szpitalu pokazały, że można żyć normalnie. Lekarz prowadzący zapewniał, że dzięki skutecznej terapii jej życie nie musi się dramatycznie zmienić.

Sterydy podane zaraz po diagnozie zatrzymały rzut choroby. Miesiąc później rozpoczęła nowoczesne leczenie, refundowane w Polsce w ramach programu lekowego, którego celem jest powstrzymanie kolejnych rzutów i ograniczenie progresji choroby. To dało jej szansę na życie w niemal takim samym rytmie jak wcześniej.

– Zaufałam mojemu lekarzowi w stu procentach. Dziś żyję niemal jak przed diagnozą. Po prostu bardziej dbam o regenerację – kiedy czuję zmęczenie, robię przerwę. Ale nie zrezygnowałam z niczego: pracuję, biegam, podróżuję i spotykam się z ludźmi. Rok po diagnozie przebiegłam maraton w Walencji i czułam się świetnie – podkreśla Joanna.

Sport jako lekarstwo i misja

Dziś Joanna jest ambasadorką kampanii edukacyjnej NEUROzmobilizowani i aktywnie przełamuje stereotypy dotyczące SM. Podczas 47. Maratonu Warszawskiego wystartuje w biegu na 10 km jako ambasadorka wydarzenia – nie tylko biegnąc, ale też inspirując innych uczestników.

Jej przesłanie jest jasne:

– Stwardnienie rozsiane to nie wyrok. To choroba jak każda inna. Można z nią normalnie żyć. Ważne, żeby się nie bać i nie zamykać w sobie. Leczenie to podstawa, ale ruch daje ogromną siłę – poprawia sprawność, samopoczucie i poczucie kontroli nad własnym życiem.

Nadzieja i inspiracja

Historia Joanny Dorociak to dowód, że SM nie odbiera prawa do marzeń ani pasji. Wręcz przeciwnie – może stać się impulsem do tego, by żyć pełniej i świadomiej.