W nocy z 9 na 10 września w malowniczej miejscowości Wyryki na Lubelszczyźnie wydarzyło się coś, co jeszcze niedawno wydawałoby się scenariuszem filmowym, a nie realnym dramatem zwykłych ludzi: rosyjski dron spadł na dach domu i uszkodził zaparkowany przed nim samochód. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale pozostały pytania o bezpieczeństwo i odpowiedzialność – oraz kluczowe pytanie: kto zapłaci za szkody?
Pierwszym krokiem właścicieli nieruchomości powinno być sprawdzenie polis ubezpieczeniowych chroniących domy przed pożarem, wichurą, zalaniem, a w niektórych przypadkach także przed upadkiem statku powietrznego. Dron spadający z nieba teoretycznie mieści się w tej definicji. Problem pojawia się jednak przy klasyfikacji zdarzenia – jeżeli przyczyną szkody jest akt wojenny, polisy zwykle przewidują wyłączenie odpowiedzialności. Dron bojowy wleciał w przestrzeń cywilną w trakcie trwającej agresji, co formalnie kwalifikuje zdarzenie jako działanie wojenne i tym samym może wyłączyć ochronę ubezpieczeniową. W praktyce oznacza to, że ubezpieczyciel może odmówić odszkodowania.
Nie wszystko jednak jest stracone. W prawie ubezpieczeniowym istnieje zasada kulancji – dobrowolnej wypłaty odszkodowania pomimo braku formalnego obowiązku. W przypadkach medialnie głośnych i społecznie wyrazistych odmowa może być strategicznym błędem wizerunkowym. Ubezpieczyciele, kierując się gestem dobrej woli, mogą zdecydować się na pomoc poszkodowanemu – nawet gdy formalnie polisa tego nie przewiduje.
Dodatkowo rolę motywatora może odegrać Polska Izba Ubezpieczeń. Choć jej rekomendacje są dobrowolne, w przeszłości PIU potrafiła wytyczać standardy moralne i praktyczne – np. w pierwszym roku pandemii COVID-19 przygotowała 14 rekomendacji umożliwiających m.in. zawieszenie składek przy zachowaniu ochrony, uproszczenie procedur i zdalny obieg dokumentów. Podobny apel w sprawie poszkodowanego w Wyrykach mógłby skłonić ubezpieczycieli do zastosowania kulancji.
A państwo? Polska, konstytucyjnie zobowiązana do ochrony obywateli, w tym przypadku pozostaje w tle. W prawie cywilnym odpowiedzialność państwa wymagałaby wykazania zaniechania lub błędu, np. w systemie obrony powietrznej – co w praktyce jest trudne do udowodnienia. Obrona powietrzna działała w granicach swoich możliwości, a atak był niespodziewany.
W praktyce państwo może działać w sposób solidarnościowy – uruchamiając fundusze celowe, wsparcie administracyjne, dotacje czy pomoc finansową. Nie przesądza to odpowiedzialności, ale daje realną formę wsparcia – podobnie jak przy klęskach żywiołowych.
Z perspektywy prawa międzynarodowego odpowiedzialność jest jasna – Rosja jako państwo agresor odpowiada za wyrządzone szkody. Jednak w praktyce jest to trudne do wyegzekwowania: państwo agresor nie uznaje winy, a trybunały międzynarodowe rozpatrują sprawy latami, nie gwarantując indywidualnej rekompensaty.
Co zatem jest realne? Analiza ogólnych warunków ubezpieczenia może ujawnić niespodziewane rozszerzenia – np. ochronę przy aktach terroru lub zdarzeniach z użyciem bezzałogowców – choć w większości przypadków działania wojenne pozostają wyłączone. Równie istotne jest składanie wniosków do lokalnych i centralnych instytucji administracyjnych, poszukując nowych form wsparcia. Kluczową rolę odgrywa również nacisk społeczny i medialny, który może wymusić zastosowanie zasady kulancji przez ubezpieczyciela i wsparcie ze strony instytucji branżowych i państwowych.
Dron, który spadł w Wyrykach, staje się symbolem nowej epoki – epoki asymetrycznych zagrożeń, gdzie prawo opracowane z myślą o huraganach czy pożarach staje przed zupełnie nowym wyzwaniem. Pytanie pozostaje otwarte: czy ubezpieczenia, państwo i instytucje branżowe nadążą za tymi zmianami? Stoimy przed testem odpowiedzialności i solidarności wobec obywateli. Bo jeśli nie teraz – to kiedy?
Adw. Karolina Pilawska
Pilawska Zorski Adwokaci






















































