Skąd pieniądze na 500+ i „jarkowe”?

W kasie państwa mamy mniej niż Austria i tyle, co Czechy. Jarkowe, 500+ na pierwsze dziecko, podwyżki dla nauczycieli, zerowy PIT dla młodych, a budżet nie jest z gumy. Dane Eurostatu pokazują, że kasa państwa nie jest zasobna i trzeba będzie brać kredyty.

Foto. Pixabay. geralt

Łączny koszt trzynastej emerytury (tzw. „jarkowe”) to 8,7 mld zł. Dużo więcej, bo około 18 mld zł trzeba będzie wydać na 500+ na pierwsze dziecko. Ekonomiści szacowali, że całość piątki Kaczyńskiego zamknie się w kwocie 42 mld zł. A przecież jeszcze od września trzeba sfinansować wypłaty podwyżek dla nauczycieli.

To nie proponowane przez związki tysiąc złotych na głowę, który kosztowałby budżet 15 mld zł. A nawet nie ostatnia przed zawieszenie strajku propozycja związków (dwa razy po 15 proc. podwyżki), której koszt szacowano na 8 mld zł rocznie. Zostanie niecałe 10 proc. podwyżki we wrześniu, na które pójdzie 2,6 mld zł rocznie z budżetu państwa.

Łącznie będzie około 45 mld zł wyższych kosztów z kasy państwa. Czy są na to pieniądze?Na koniec 2018 roku na koncie polskiego państwa było niecałe 105 mld zł w postaci gotówki i depozytów – podaje Eurostat. To płynne środki, które rząd ma, by na bieżąco realizować swoje wydatki. Czy to dużo, czy mało – można tylko porównać z innymi krajami. Na koniec 2018 roku na koncie polskiego państwa było niecałe 105 mld zł w postaci gotówki i depozytów – podaje Eurostat. To płynne środki, które rząd ma, by na bieżąco realizować swoje wydatki. Czy to dużo, czy mało – można tylko porównać z innymi krajami.

Z Niemcami w ogóle porównywać się nie możemy, żeby nie nabrać jeszcze więcej kompleksów niż już mamy. Nadwyżki budżetowe w ostatnich latach zapełniły po brzegi kasę państwa naszego zachodniego sąsiada i rząd miał do dyspozycji aż 364 mld euro płynnych środków. I to w sytuacji, gdy w czwartym kwartale do gospodarki wpuścił 20 mld euro, ratując się przed techniczną recesją. No ale skoro na koniec września w kasie było rekordowe 384 mld euro, to było z czego brać. Kto bogatemu zabroni? Polska ze swoimi 24 mld euro na koncie państwa na pierwszy rzut oka nie należy do europejskich biedaków. Plasujemy się na ósmym miejscu w Unii na 28 krajów, za Austrią, która miała 31 mld euro i tuż przed Czechami, które dysponowały 22 mld euro. Tyle, że należy się tu czytelnikowi poprawka – populacja Austrii i Czech to mniej niż jedna trzecia polskiej. Przeliczając zasoby płynne budżetu mamy na kontach zaledwie 642 euro na głowę mieszkańca. Mniej w Unii mają tylko Rumuni. A przecież szykujemy się na wielkie wydatki.

Zaledwie 15 mld zł zapasu

Teoretycznie budżet da radę wytrzymać z 58 mld zł płynnych środków na koncie. Skąd to wiadomo? Takie były minimalne środki, jakimi dysponował polski rząd w ostatnich dwunastu latach – w grudniu 2013 – i wytrzymał nie opóźniając wypłat dla emerytów, czy składki do Unii. Można więc powiedzieć, że budżet stać na wydatek jednorazowy do 50 mld zł.

Jak widać na te około 45 mld zł rocznych kosztów, związanych z nowymi programami, powinno wystarczyć. Tyle że w ostatnich 12 latach na kontach rządu utrzymywane było średnio prawie 90 mld zł. Najwyraźniej taki jest margines płynności, który dobrze jest utrzymać, by nie wystraszyć nabywców polskich obligacji, że nie będzie dla nich na odsetki.

Wychodzi na to, że prawdziwy margines płynności wynosi nie 50 mld zł, ale zaledwie 15 mld zł. Państwo będzie musiało wykonać duży wysiłek, żeby zorganizować pieniądze. Aukcje obligacji skarbowych w tym roku przyniosły już 35 mld zł. A trzeba będzie dużo więcej. Jeszcze w tym roku rząd musi wykupić wyemitowane przed laty obligacje za 26 mld zł, a w przyszłym za 78 mld zł. A tu trzeba będzie zebrać z rynków finansowych dodatkowe kilkadziesiąt miliardów złotych. Podaż większa, czyli trzeba będzie płacić większe odsetki. Od lutego średnia rentowność polskich 10-letnich papierów dłużnych wzrosła o 0,3 pkt.  proc., a niemieckich spadła o 0,1 pkt. proc. Inaczej mówiąc, koszt „piątki Kaczyńskiego” w postaci odsetek wzrósł o szacunkowo 0,4 pkt. proc. W odniesieniu do całego bilionowego długu naszego państwa to za kilka lat będą poważne, o kilka miliardów złotych większe kwoty do płacenia rocznie.

Wpis znaleziono dzięki:

- Pieniądze

- Praca

- Polska